Recenzje

„Aida” w Teatrze Muzycznym Roma. Rocketman w krainie złotego piasku

„Aida” w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego w Teatrze Muzycznym Roma – pisze Jakub Panek.

Choć scena przy Nowogrodzkiej 49 nie została zasypana hałdami piasku, a na deskach nie zbudowano potężnej piramidy, Wojciech Kępczyński w okamgnieniu przenosi widza w czasy starożytnego Egiptu. Przewodnikiem tej podróży jest Elton John, który nie bez przyczyny nazywany jest królem i lwem sceny.

Błogosławieństwem dla widza jest dziś ogromny wybór. Teatr – zarówno ten zaangażowany, jak i rozrywkowy ma się w Polsce doskonale. Powstaje coraz więcej udanych realizacji sztuk mieszczańskich i dla dzieci. A teatr muzyczny? Przede wszystkim dzięki Wojciechowi Kępczyńskiemu, od ponad 20 lat dyrektorowi Teatru Muzycznego Roma w Warszawie, teatr muzyczny nad Wisłą jest w historycznie najlepszej formie.

Po triumfalnych autorskich „Pilotach”, musicalu opowiadającym historię polskich pilotów walczących w Bitwie o Anglię, Kępczyński postanowił pokazać w stolicy przynajmniej jeszcze jeden tzw. duży musical z Broadwayu. Mając na koncie kilkanaście brawurowo zrealizowanych tytułów, takich jak m.in.: „Miss Saigon”, „Upiór w operze”, „Les Miserables” czy „Mamma Mia!” (lista jest bardzo długa, do odnalezienia na teatrroma.pl), wybór padł na „Aidę” Eltona Johna i Tima Rice’a. Libretto, oparte na motywach opery Verdiego „Aida”, napisali Linda Woolverton, Robert Falls i David Henry Hwang, oryginalną inscenizację wyprodukował Disney Theatrical Productions. Już zbieg tych czynników: Elton John plus Verdi plus Disney winny dawać do myślenia. To wyzwanie.

Miejscem akcji jest starożytny Egipt, a fabuła opowiada o zakazanej miłości Aidy, nubijskiej księżniczki wziętej do niewoli przez Egipcjan i Radamesa, kapitana egipskiej armii zaręczonego z Amneris, córką faraona.

Kluczem do sukcesu realizacji „Aidy” nie było stworzenie spektakularnej scenografii – zasypanie desek hałdami piasku i postawienie kilkumetrowej piramidy. Wojciech Kępczyński, który do takich właśnie zaskakujących rozwiązań przyzwyczaił widza (padający deszcz w „Deszczowej piosence”, spadający ogromny żyrandol w „Upiorze w operze”, czy wybuch rozbijającego się o ziemię samolotu w „Pilotach”), doskonale o tym wiedział od początku. Mimo, że otrzymał (to już tradycja) od właścicieli praw zgodę na realizację non-replica (pozwala na pewne odstępstwa od licencji), to tak naprawdę do tematu podszedł bardzo tradycyjnie. Skoro fundamentem przedstawienia nie jest scenografia i libretto, to co? Otóż aktorzy, muzyka i choreografia.

Twórcy warszawskiej „Aidy” wybrali obsadę podczas wielkiego castingu. To też już tradycja i zwyczaj, którym dyrektor Kępczyński zaraził inne teatry muzyczne w Polsce. Spośród 500 osób – aktorów, wokalistów, tancerzy, do obsady zaproszono 44 artystów. To creme de la creme polskich talentów musicalowych. Główne role w pierwszej, tzw. premierowej obsadzie Wojciech Kępczyński powierzył: Anastazji Simińskiej (Aida), Marcinowi Francowi (Radames), Zofii Nowakowskiej (Amneris) Janowi Bzdawce (Dżoser), Michałowi Piprowskiemu (Mereb), Katarzynie Kanabus (Nehebka), Wojciechowi Paszkowskiemu (Faraon) i Krzysztofowi Cybińskiemu (Amonastro).

Większość tych nazwisk widzowie Teatru Roma doskonale znają. Nieustająco znakomita Zofia Nowakowska tworzyła główne role w dwóch poprzednich produkcjach Romy – „Mamma Mia!” i „Piloci”, Jan Bzdawka na Dużej Scenie Romy, przeważnie w głównych rolach występował aż kilkanaście razy („Aida” to jego 13. przedstawienie), dla Wojciecha Paszkowskiego to już 11. spektakl, a dla Krzysztofa Cybińskiego 10. na Dużej Scenie Teatru Muzycznego Roma. Ale Wojciech Kępczyński lubi promować także nowe talenty, które potem podbijają sceny muzyczne też innych teatrów. Zdecydowanie do takich odkryć należy Anastazja Simińska i Marcin Franc. Simińska oprócz zachwycającego wokalu, z dużą swobodą panuje nad tym wcale nie prostym materiałem. Błyszczy na scenie, doskonale radzi sobie z choreografią i zbiera zasłużony aplauz publiczności. Marcin Franc, choć na koncie ma już udział w wielu musicalach, w tym rewelacyjną rolę w „Next to normal” w Teatrze Syrena w Warszawie, w końcu może pokazać swoje możliwości. Pasuje do stylistyki Disneya prawie tak idealnie, jak okulary do Eltona Johna. Nieuczciwym byłoby tylko docenienie jego wokalu. Aktorsko radzi sobie równie świetnie. Brawo!

„Aida” w Teatrze Muzycznym Roma to uczta dla zmysłów. Orkiestra prowadzona przez Jakuba Lubowicza, obok reżysera, miała porównywalnie arcytrudne zadanie. Muzyka Eltona Johna wymaga pełnego skupienia. Choć to głównie pop, mamy tutaj do czynienia z wymagającą wersją premium. Lubowicz, bez trudu, wyciąga z tej pięknej i doskonale oprawiającej fabułę muzyki wszystkie barwy. Przed nie lada wyzwaniem stanął też Michał Wojnarowski. Jego przekład jest spójny z warstwą emocjonalną Tima Rice’a, stroni od banału, pozwala aktorom na opowiedzenie nad Wisłą tej historii z taką łatwością, jakby ten musical od początku  był napisany po polsku. Pozostaje czekać na płytę z piosenkami ze spektaklu.

Jeżeli mówimy o zmysłach, to choreograficzny majstersztyk Agnieszki Brańskiej (wycisnęła z zespołu ostatnie poty, ale efekt jest szwajcarski), połączony z zachwycającymi kostiumami Doroty Kołodyńskiej (do polskiej wersji spektaklu uszyto ich około 250) i fryzurami autorstwa Jagi Hupało, przemyślaną scenografią Mariusza Napierały (wszystkie elementy scenografii ważą ok. 6,5 tony; motywem przewodnim jest piasek; Napierała połączył scenografię tradycyjną z ogromnymi możliwościami ścian ledowych, które teatr zakupił do musicalu „Mamma Mia!”, korzystał z nich także w „Pilotach”), dopracowaną reżyserią świateł Marca Heinza (efekty porównywalnie doskonałe jak w musicalu „Mamma Mia!”), dają nam efekt czystej doskonałości.

Wojciech Kępczyński we współpracy z Sebastianem Gonciarzem i Ewą Konstancją Bułhak stworzyli przedstawienie, które przewyższa oczekiwania. „Aida” to nie jest tańszy zamiennik „Króla Lwa” czy „Wicked”, londyńskich i nowojorskich hitów, które prędzej czy później w Teatrze Roma zagoszczą, lecz przemyślany i zrealizowany z troską o wysokie wymagania widza spektakl. Zdecydowanie trzeba podkreślić, że to widz jest tutaj najważniejszy.

16 maja swoją światową premierę miał film biograficzny o Eltonie Johnie „Rocketman”. Niedługo potem, bo 7 czerwca film trafił do polskich kin. Ten ważny i poruszający obraz żywej legendy, najjaśniejszej gwiazdy popu i rocka, króla i lwa sceny stał się nie tylko dla fanów Johna jedną z najważniejszych dat w kalendarzu roku 2019. Premiera musicalu „Aida” w Teatrze Muzycznym Roma jest kolejną taką datą. Mamy w Warszawie bowiem przedstawienie na wskroś udane, stawiające wysoką poprzeczkę dla twórców musicalu w Polsce i Europie. Rocketman w krainie złotego piasku lśni i porywa. A Wojciech Kępczyński pokazuje, kto jest królem i lwem polskiego teatru muzycznego.


Fot. Karol Mańk / Teatr Roma

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,