Recenzje

Aktor i człowiek w sieci uzależniających demonów

O spektaklu “Ludzie, miejsca i rzeczy” Duncana Macmillana w reż. Anny Wieczur-Bluszcz w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Duncan Macmilian, angielski dramaturg i reżyser, dał się poznać polskiej publiczności przede wszystkim jako autor „Płuc”, wystawianych w Teatrze Narodowym w Warszawie przez Grzegorza Małeckiego pod zmienionym tytułem „Tchnienie” i w tarnowskim Teatrze Solskiego. W tym drugim spektaklu reżyserem była Anna Wieczur-​Bluszcz, która sięgnęła ponownie do twórczości Mcmiliana, tym razem ze studentami warszawskiej Akademii Teatralnej przygotowując w Sali Kreczmara kameralną inscenizację tekstu „Ludzie, miejsca, rzeczy”. Ponowne skorzystanie przez byłą aktorkę  z dramatu tego autora nie może dziwić, albowiem dramaturg pokazując walkę Emmy ze swoimi uzależnieniami, jednocześnie stawia ją  w perspektywie Czechowowskiej Niny Zariecznej, w którą młoda dziewczyna się wciela. Pomysł, by w roli głównej bohaterki realizowało się pięć studentek, nie tylko pozwolił na pokazanie ich niebywałych talentów (a przecież studiują na kierunku aktorstwa muzycznego), ale przede wszystkim zespolił się z konstrukcją i strukturą przedstawianego świata, w którym rzeczywistość rozpada na  wiele różnych molekuł, a protagonistka objawia się nam w jakby różnych swoich wcieleniach, będących efektem rozpadu jej osobowościowego kręgosłupa.

Na scenie oglądamy przejmującą walkę bohaterów dramatu nie tylko ze swoimi własnymi aberracjami, ale również z całym bagażem przeszłości, który odcisnął także piętno na ich życiu. I jeśli nawet w tekście Macmiliana pojawiają się niekiedy prawdy mogące uchodzić za dość banalne czy oczywiste, zaangażowanie, żarliwość i umiejętność stwarzania silnie emocjonalnego napięcia, również w relacjach między postaciami, nie pozwala tego zauważać, tak silnie bowiem wciągnięci jesteśmy jako widzowie w psychologiczną siatkę uzależnień jednych od drugich. Szczególnie sugestywnie pokazują to sceny zbiorowych spotkań kuracjuszy, które prowadzi znakomita w roli terapeutki i lekarki Maja Polka. To ona wcieli się także w rolę matki w najbardziej wzruszającej sekwencji niemalże zamykającej spektakl. Myślę o powrocie Emmy do domu i spotkaniu z jej rodzicami. To co robi w tej scenie Maciej Kozakoszczak w roli ojca wbija w fotel, ten rodzaj prawdy jaką  proponuje młody aktor, pełen pozornie wewnętrznego spokoju i niezwykłej naturalności robi ogromne wrażenie. Rodzicom znakomicie partneruje w tych partiach dramatu nie mniej wzruszająca Natalia Stachyra.

Spektakl Anny Wieczur-Bluszcz rozwija się dość powoli, choć może to aktorzy rozkręcają się w swych rolach do coraz bardziej przejmujących i niepokojących scen, mocno zapadających w pamięć. To bez wątpienia musi być  dla nich przedstawienie bardzo ważne, bo mówi nie tylko o człowieku jako takim, z całym jego bagażem najbardziej bolesnego doświadczania samotności, niespełnionych miłości czy lęków i tęsknot wynikających z poszukiwania sensu naszego życia, ale w dużym stopniu i o samym aktorstwie oraz  o cenie jaką za uprawianie tego zawodu trzeba niejednokrotnie zapłacić. Ada Dec, Jagoda Jasnowska, Olga Lisiecka, Sandra Rusin i wspomniana już Natalia Stachyra w roli Emmy są zaskakująco dojrzałe, widać, że wszystkie niuanse tej skomplikowanej i mocno psychicznie pogruchotanej postaci zostały przepracowane z reżyserką co do każdej najmniejszej intencji, pomagającej oddać całą jej złożoność i wielowymiarowość. Każda z aktorek proponuje tutaj jakby nowy czy też może inny wariant swojej osobowości, ale w rysowaniu charakteru i mentalności protagonistki zawsze tak samo ważna jest jej nieumiejętność dostrojenia się do tego, co proponuje rzeczywistość, która ją osacza. Bo jak się okazuje każda postawa jaką przyjmuje bohaterka, czy to błyskotliwej ironistki czy przebiegłej kombinatorki, marzycielki ostro manifestującej swój bezkompromisowy stosunek do wszelkich autorytetów, nie pozwala jej pozbyć się swoich traum, tak samo jak nie pomaga uzdrowić choroby kłębiących się myśli.

Spektakl doskonale spełnia wymogi aktorskiego dyplomu, dlatego wszystkim wymienionym studentom i studentkom warto się bacznie przyglądać i życzyć im szans na mocne zaistnienie w teatrze po ukończeniu studiów, i to nie tylko muzycznym.

Fot.: Bartek Warzecha

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , ,