Recenzje

Ameryka mniej znana

Artur Owczarski: Droga 66. Droga matka. O historii, legendzie, podróży. Edipresse Książki, Warszawa 2019 – pisze Izabela Mikrut.

Na ten kraj trzeba mieć pomysł. Sam autor w pewnym momencie stwierdza, że życia by nie starczyło, żeby obejrzeć wszystko, co Stany Zjednoczone mają do zaoferowania – dlatego też rezygnuje z typowych punktów do odhaczenia przez turystów i koncentruje się na drodze-legendzie, słynnej Route66, uznając, że nawet jeśli nie trafi przez nią do miejsc znanych i sławnych, to pozna USA z innej perspektywy – nieco archaicznej, ale przez to właśnie wracającej do łask.

„Droga 66. Droga matka” to szybka opowieść podróżnicza w rytmie blogerskim, podzielona na fragmenty wyprawa „męska” i retro, z dala od autostrad (bo nawet jeśli jakiś kawałek trzeba przejechać drogą szybkiego ruchu, to nie trafi to do relacji) i od wielkich miast, z dala od tłoku, gwaru i pośpiechu. Tutaj czas się zatrzymuje, a autor odkrywa ze zdumieniem sporo kiczu, absurdów i dziwactw w postaci reklamowych „pomników”. Droga 66 powraca do łask, staje się modna – więc i tom ma szansę obudzić zainteresowanie tych, którzy planują podobną eskapadę.

Artur Owczarski od czasu do czasu dzieli się z odbiorcami migawkami z samochodu (opowiada o zdejmowanym dachu czy o wrzucaniu śmieci na tył pojazdu), z rzadka przypomina o swoim kompanie podróży. Interesuje go droga jako taka – jako symbol i jako atrakcja turystyczna. Odnotowywać będzie każdą zmianę nawierzchni, ale też to, co dzieje się na poboczach. Bardzo uważnie przygląda się wszelkim próbom tworzenia atrakcji turystycznych (ocierających się często o śmieszność i właśnie przez to uroczych), sprawdza, jaki ludzie mają pomysł na reklamę czy na wykorzystanie faktu, że mieszkają w pobliżu drogi 66. Przypomina o utworach popkulturowych, w których ta trasa się pojawiła – w końcu na czymś musi opierać legendę o jej świetności. I tak stopniowo rozbudza zainteresowanie nawet nie samą ulicą, ale – przygodą w starym stylu. „Droga 66” płynie właśnie z tęsknoty za taką podróżą bez celu, bez konieczności uzasadniania wysiłków. Płynie niespiesznie, chociaż za dużo do czytania tu nie będzie – Artur Owczarski dość oszczędnie rejestruje spostrzeżenia turysty, odwołuje się do bogatej historii i tu stara się być szczegółowy, ale już kiedy dochodzi do opowiadania o widokach czy o wrażeniach – wie, że szybko zacznie się powtarzać. Żeby uniknąć takiego ryzyka, woli pozostawić lekki niedosyt czytelnikom. Będzie zatem porządkować krajobrazy, komentować kolejne specyficzne miejsca – ale bez chęci uwzględnienia absolutnie wszystkiego. Woli czasami pozostawić niespodziankę czy odwołać się do obrazów.

Bo „Droga 66” to tak naprawdę książka albumowa, tworzona zdjęciami. Żadne opisy nie oddadzą komizmu niektórych pomysłów mieszkańców, żadne też nie wywrą tak silnego wrażenia jak zwyczajne zdjęcia. Dobrze, że autor pozwala błyskawicznie zweryfikować swoje komentarze, przytaczając szeregi odpowiednich fotografii – zdjęcia czasem w ogóle przejmują narrację, zastępują ją i uświadamiają odbiorcom, dlaczego warto wybrać się w tak nietypową podróż – i dlaczego warto marzyć o prawdziwej przygodzie.

„Droga 66” w tej opowieści zasługuje w pełni na miano kultowej – będzie dostarczać wzruszeń (w sumie niezrozumiałych), budzić tęsknoty i przynosić drobne radości. Artur Owczarski znalazł sposób na trafienie do miłośników globtroterskich opowieści.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,