Recenzje

Baśń o rybim ogonie, syrenim śpiewie i Warszawie

O spektaklu „Legenda o Syrence” na motywach „Legendy Warszawskiej” Artura Oppmana, w reżyserii Roberta Jarosza, w warszawskim Teatrze Guliwer pisze Anna Czajkowska.

Warszawski Teatr Lalek Guliwer nie próżnuje. Na jego malutkiej scenie „Liliput” odbyła się kolejna udana premiera, tym razem bardzo „warszawska”, choć oczywiście adresowana do wszystkich dzieci, nie tylko zamieszkałych w stolicy. Spektakl w reżyserii Roberta Jarosza, kierownika artystycznego Teatru Guliwer, to dość swobodna adaptacja utworu „Syrena”, pochodzącego ze zbioru „Legendy Warszawskie” Artura Oppmana. Legenda pełna nieprawdopodobnych motywów, silnie osadzona w tradycji i folklorze, nawiązuje do historii powstania miasta Warszawy i przybliża dzieciom postać urokliwej bohaterki, obdarzonej niezwykłym, cudnym głosem Warszawskiej Syrenki.

Warszawska Syrenka to jeden z ważniejszych symboli Warszawy, który ogromnym sentymentem darzą mniejsi i więksi mieszkańcy stolicy. Najstarsze znane dziś przedstawienie syreny w herbie odnaleziono na pieczęci z 1400 roku. Widnieje na niej postać z ludzką głową, ze skrzydlastym kadłubem oraz szponiastymi łapami i smoczym ogonem pokrytym łuskami. Pół zwierz, pół człowiek trzyma okrągłą tarczę i wzniesiony nad głową miecz. Dopiero od około połowy XVIII wieku w oficjalnej symbolice miejskiej pojawiła się Syrena w kształcie pół kobiety, pół ryby. Jednak już od lat 50. XVII wieku spotykamy ją na ilustracjach, a w utworach literackich staje się szczególnym i bardzo lubianym motywem.

W inscenizacji Roberta Jarosza „Legenda o Syrence”, opartej na tekście pióra Artura Oppmana, Syrenka to piękna panna z rybim ogonem. Samej bohaterki nie zobaczymy, ale o jej wdzięku i urodzie świadczą słowa rybaka Szymona i czarowny śpiew, który co noc cieszy zwierzęta i ludzi. Spektakl na krótką chwilę przenosi małych widzów w pradawne czasy, pełne mitycznych postaci, baśniowych opowieści, z ukrytym w nich ziarnem prawdy. Dawno temu, gdy na miejscu warszawskiego Powiśla leżała niewielka rybacka osada, a wokół niej rosła gęsta puszcza, pełna dzikiego zwierza – łosi, turów, wilków i niedźwiedzi, nad samym wybrzeżem Wisły, poniżej kamienic Starego Miasta, szumiał las i tryskało źródło. Źródełko rozlewało się w potok, w którym  mieszkała właśnie syrena. Kobieta z rybim ogonem śpiewała co noc kryształowym, czystym głosem, a jej śpiew czarował wszystkich i wszystko – nawet księżyc i gwiazdy, niebo i ziemię. Dwaj młodzi rybacy, Szymon i Mateusz, za namową pustelnika Barnaby postanowili ją pojmać i podarować księciu na Czersku, by śpiewała mu na zamku. Całe szczęście, dzięki Szymonowi o litościwym i dobrym sercu, zamiar ostatecznie się nie powiódł. Syrenka skryła się w falach Wisły i pozostała tam czuwając nad miastem, które zbudowano w miejscu puszczy. Kolejna znana legenda opowiada o dwóch syrenich siostrach, które przypłynęły nad Bałtyk. Jedna z nich wybrała skały w cieśninach duńskich, druga dotarła aż do portu Gdańsk, a potem Wisłą popłynęła w górę jej biegu i w końcu zmęczona zatrzymała się na pięknym, piaszczystym brzegu, czyli na terenach dzisiejszej Warszawy. Tam postanowiła pozostać. Ale zanim dzieci poznają losy drugiej siostry, opisane przez Artura Oppmana, na scenie przywita je księżyc. I to podwójny! Milena Kranik i Krzysztof Prygiel, jako siostra i brat, pełnia i nów, z dystansem i przymrużeniem oka obserwują przygody Szymona i Matusza, lekkomyślnych rybaków z terenów obecnego Powiśla. Na scenie występuje tylko aktor i aktorka, dlatego Milena Kranik i Krzysztof Prygiel wcielają się również w postaci chłopców, a następnie pustelnika Barnaby. Czynią to z werwą i wyczuciem, wykorzystując drobne rekwizyty, modulując głos, gestykulując, a każda zmiana jest bardzo czytelna i przemawia do wyobraźni  dziecka typowym językiem teatru. Wprowadzenie do legendy dodatkowych bohaterów – mam na myśli pełnię i nów – to znakomity pomysł reżysera i autora scenariusza Roberta Jarosza, ożywiający całość i dodający baśniowego smaku scenicznej opowieści.

Kolejnymi ważnymi elementami – bohaterami spektaklu, o których  nie można zapominać, są lalki. Surowe, proste, podobne do drewnianych klocków sylwetki bez twarzy, z ruchomą głową i rękami na sprężynach, dają spore możliwości animatorom i wprowadzają niepowtarzalny humor. Jednak taka lalka wymaga specyficznego sposobu animacji, trzeba wiedzieć, jak  ją ożywić, by nieznacznymi ruchami oddać charakter bohaterów. Aktorom znakomicie się to udaje, dzięki nim dynamika i zmiany rytmu przedstawienia stają się bardzo atrakcyjne dla najmłodszych, a mało charakterystyczne lalki zyskują osobowość. Scenografia, którą tworzy Mária Bačová jest niewyszukana, ale efektowna, oparta na symbolice, lekkości i umowności. Z drewnianych sześcianów można zbudować wszystko, nawet stolicę. Odpowiednia gra światłem, zmienny obraz księżyca w tle oraz srebrzysta tkanina mieniąca się niczym syreni ogon, kreują kolejne elementy spektaklu. Dzieciom najbardziej podoba się jednak mięciutki „piasek”, którym wysypano malutką scenę. Aż kusi, by go dotknąć, przesypywać (co skrzętnie czynią). Zaburza to odrobinę przebieg przedstawienia, ale daje też mnóstwo radości. Piękna muzyka i śpiew Margarity Udovichenko są równie ważne, jak scenografia. Budują baśniowy, magiczny i nieco nostalgiczny klimat, prowadzą myśl dorosłych widzów ku legendom, pradawnym czasom, cieszą ucho i przykuwają uwagę młodszej publiczności, pomagając w kształtowaniu wrażliwości estetycznej. Opowieść o rybakach i Syrence w nienachlany sposób uczy szacunku dla drugiej osoby, pokazuje jak ważne jest odróżnianie dobra od zła, w dodatku bawi i wywołuje uśmiech na twarzach dzieci. Dla tych, którzy chcieliby pozostać z Syrenką trochę dłużej, Teatr Guliwer wraz z oficjalnym partnerem spektaklu, czyli Muzeum Warszawy, przygotował małą wystawę – wycinanki rzeźbiarza, medaliera i ceramika Wojciecha Czerwosza. Jego Syreny Warszawskie, pochodzące z lat 70. XX wieku, są bardzo zróżnicowane, dalekie od utrwalonych wzorów, czasem pozbawione zwyczajowych atrybutów, jak tarcza czy miecz.

Teatralna podróż śladami warszawskich historii i ich bohaterki Syrenki może zainteresować nie tylko mieszkańców stolicy. Stworzona przez twórców spektaklu iluzja teatralna, magia ożywających przedmiotów i lalek, świat tajemnic malowanych słowem i obrazem oraz piękna muzyka są uniwersalne i atrakcyjne dla wszystkich widzów, niezależnie od wieku i doświadczenia w edukacji teatralnej.


Fot. Bartek Warzecha


Anna Czajkowska – pedagog, logopeda dyplomowany oraz trener terapii mowy. Absolwentka Pomagisterskiego Studium Logopedycznego Uniwersytetu Warszawskiego, a także Podyplomowych Studiów Polityki Wydawniczej Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z wydawnictwami edukacyjnymi (Nowa Era, Edgard) oraz portalem babyboom.pl, dziecisawazne.pl i e-literaci. Instruktor metody PILATES. Recenzje teatralne pisze od 2011 roku.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , ,