Recenzje

Co idzie źle

Tomas Navarro: Kintsugi. Jak czerpać siłę z życiowych trudności. Muza SA, Warszawa 2018 – pisze Izabela Mikrut

Ta metafora przemówiła do masowej publiczności, bo oddala widmo ostatecznej i jednoznacznej porażki. Kiedy stłucze się naczynie ceramiczne, według japońskiej tradycji mistrzowie kintsugi sklejają je, używając… złota. Dzięki temu miejsce łączenia ze skazy przekształca się w ozdobę, dodaje wartości przedmiotowi. To również sposób na oswojenie ludzi z przeciwnościami losu, jasny dla nich sygnał, że można się uczyć na błędach i wychodzić cało z rozmaitych opresji – blizny stają się w tym wypadku rodzajem uszlachetnienia wspomnień. Tomas Navarro upatruje w takiej tradycji szansy na stworzenie nowej mody – „Kintsugi” świetnie wpisuje się w nurt poradników dotyczących samorozwoju – trafi do odbiorców zainteresowanych orientalnymi zwyczajami i do fanów wszelkiego rodzaju trendów spod znaku slow-life.

Autor przygląda się kintsugi bardzo dokładnie, rozbijając na części pierwsze sam proces naprawiania ceramiki (i psychiki człowieka przy okazji) – z uwzględnieniem wachlarza towarzyszących temu odczuć. Bo tylko w połączeniu z technikami uważności może to przynieść spodziewane efekty. Skoro chodzi o to, żeby przekuć porażki w sukcesy, autor musi dość mocno do tych porażek się odnosić – przyznawać, że są one nieodłączną częścią życia – co w retoryce sukcesu dość rzadko spotykane. Skupia się wciąż na ciemnych stronach codzienności, przygotowuje na traumy, rozstania, pożegnania, żałobę, kryzysy, utratę pracy, niechciane zmiany… Wylicza pasmo nieszczęść, przy których ludzie zwykle są bezradni – po to, żeby pokazać, jak w dalszej kolejności wykorzystać żal lub smutek do pracy nad sobą. To prawdziwe wyzwanie. Navarro posługuje się zatem chwytami znanymi z książek psychologicznych – posiłkuje się wyrazistymi przykładami imitującymi te z życia, tak, żeby czytelnicy mogli odnosić się do konkretnych scenek i porównywać je ze swoimi doświadczeniami. Autor też przez to nie musi teoretyzować – wystarczy, że skupi się na przedstawionym przypadku i zaproponuje rozwiązania dla konkretnej postaci. Tak przemyci wskazówki dla odbiorców. Przeanalizuje – razem z nimi – prawdopodobne dramaty (chociaż na co dzień nie myśli się o większości z opisywanych tu smutków, nie da się ukryć, że są one nieodłączną częścią życia i porady z nimi związane jako takie przydadzą się prędzej czy później każdemu).

Bez banalnych pocieszeń i zapewnień, że wszystko będzie dobrze – Tomas Navarro uczy, jak godzić się z kryzysami i jak panować nad swoimi emocjami, podpowie, jak oswoić się z losem i jak przetrwać. Czasami w ogóle proponuje bardzo rzeczowe podpowiedzi, wymaga niemal ściśle określonych działań – to rzeczywiście przechyla się z pogadanki psychologicznej w stronę poradnika. Jednak trzeba też w lekturze przedzierać się przez całkiem sporo luźnych dywagacji, niewiele wnoszących do świadomości czytelników – i to mocno komplikuje korzystanie z książki. Bo niby autorowi trudno odmówić racji, a jednak źle się czyta jego filozoficzne skojarzenia, powolne zmierzanie w stronę właściwego tematu. Niespieszność to cecha tej opowieści – kompletnie odbiegająca od idei poradnika. Skoro jednak „Kintsugi” ma być również sposobem na życie, rodzajem postawy wobec wyzwań – potrzebuje „refleksyjnej” obudowy, rynek wydawniczy powoduje tworzenie takich publikacji. Po raz kolejny pojawia się na półce z książkami dotyczącymi samorozwoju „modny” i „egzotyczny” nurt, przeszczepienie dobrych wzorców z innych kultur – i nie ulega wątpliwości, że zwolenników znajdzie.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,