Wywiady

“Czarownice z Salem” bardzo współczesne

Ruszyły próby do kolejnej premiery w Teatrze im. Aleksandra Sewruka w Elblągu. “Czarownice z Salem” Arthura Millera reżyseruje Jan Buchwald (na zdjęciu). Spektakl będzie pierwszą realizacją w nowym sezonie teatralnym. Izabela Wierzyńska i Kamila Łyłka rozmawiają z reżyserem na temat najnowszego spektaklu.

Czym chce Pan zaskoczyć publiczność podczas spektaklu?

– Z pewnością – udanym przedstawieniem. Tylko nie wiem, czy to jest zaskoczenie, bo właściwie każde przedstawienie powinno dawać publiczności satysfakcję. W komedii powinna być dobra zabawa, w dramacie problemowym coś do myślenia. Czasami wzruszenie, zawsze interesująca historia, która powoduje, że widownia identyfikuje się z bohaterami. W naszym przedsięwzięciu z pewnością część z tych rzeczy też się znajdzie.

Czy jest to Pana pierwsze zetknięcie się z tym tekstem?

– To bardzo interesujące pytanie, bo wiąże się z nim pewna historia. Ale nie, nie jest to moje pierwsze zetknięcie. “Czarownice z Salem” przygotowuję po raz pierwszy, natomiast 12 lat temu rozpoczynałem dyrekcję w Teatrze Powszechnym im. Zygmunta Hübnera w Warszawie i zastanawiałem się, czym tamtą dyrekcję należałoby otworzyć i postanowiłem, że byłyby to “Czarownice z Salem”. To był rok 2007, byliśmy też przed wyborami, podobnie trochę jak teraz – czas gorących dyskusji, napięcia społecznego, i pomyślałem, że “Czarownice z Salem”, autorstwa Arthura Millera, napisane na początku lat pięćdziesiątych, odnoszące się do tzw. “polowania na czarownice” i maccartyzmu w USA, a oparte na prawdziwej historii sprzed kilkuset lat, mogą się okazać, o dziwo i o paradoksie, bardzo współczesne. Zaproponowałem reżyserię Izabelli Cywińskiej. Z udziałem scenografa, Pawła Dobrzyckiego i kompozytora, Jerzego Satanowskiego, powstało bardzo dobre przedstawienie, które wywołało też duże poruszenie. Muszę przyznać, że zaproszenie dyrektora Mirosława Siedlera do elbląskiego teatru, bym wyreżyserował “Czarownice” odebrałem jako szansę wykonania pewnego ukłonu w stosunku do tamtego przedstawienia warszawskiego, i za zgodą jego twórców, nasza realizacja, będzie w znacznym stopniu inspirowana tamtą inscenizacją.

Jakie będzie podejście do tematu “Czarownic z Salem” – klasyczne czy awangardowe?

– Lubię teatr, który niesie przesłanie, opowiadając historię o ludziach. Próbujemy przełożyć na język sceny tekst Millera, w zgodzie z zawartymi w nim intencjami autora. To historia napędzanej strachem i zbiorową histerią zbrodni z przypadku. Opowiada o dorastających w zamkniętym, purytańskim środowisku dziewczynach, które gwałtownie dojrzewając i próbując poluzować nieco więzy ograniczającego ich wolność, tłamszącego ich osobowości surowego wychowania, hasają w lesie. Tańczą swobodnie, czują się wyzwolone, jednak na nieszczęście, zostają zauważone przez ojca jednej z nich. W tym momencie zaczyna się panika. Dziewczęta wiedzą, że czeka ich kara, ale nie mają pojęcia jaka. Bojąc się tej kary zaczynają rzucać podejrzenia, że w Salem są czarownice, i że kolejne wskazywane przez nie osoby, utrzymują kontakty z diabłem, co stanowi przyczynę wszelkich, spotykających sąsiadów, nieszczęść. Powszechna wiara w czarownice staje się podanym gruntem dla snucia teorii spiskowych, załatwiania sąsiedzkich porachunków itd. Wkraczają władze kościelne oraz państwowe i uruchamia się mechanizm manipulacji zbiorowymi emocjami. Rozpoczynają się procesy, pracuje szubienica. Historia staje się gwałtowna i dramatyczna. Jest też wątek nieszczęśliwej, grzesznej miłości. Przywódczyni młodych dziewczyn zakochuje się bowiem w swoim pracodawcy, Johnie. Jest to jej pierwszy mężczyzna, który po krótkim romansie, zostawia dziewczynę – ma żonę i rodzinę. Abigail nie może się z tym pogodzić, nie wybacza mu. Czuje się zawiedziona i upokorzona, poprzysięga zemstę. A John podejmuje nierówną walkę o prawdę, sprawiedliwość i godność w szalonym świecie pomówień i śmiertelnych oskarżeń.

W “Czarownicach z Salem” staramy się pokazać, jak łatwo można wygrywać ludzki strach, jeżeli człowiek czuje się niepewnie, i do jak tragicznych skutków to może prowadzić.

A jak się Panu pracuje z elbląskim zespołem?

– Z wielką przyjemnością, ponieważ w Elblągu spotkałem grupę ludzi, którzy podchodzą aktywnie do pracy i są nią zainteresowani. Opowiedziałem, co chciałbym w tym przedstawieniu powiedzieć i mam wrażenie, że znaleźliśmy wspólnotę idei. Aktorzy współpracują, myślą, mają własne pomysły, dyskutują na próbach. Nasza praca wymagała przezwyciężenia trudnych momentów, bo takie się zdarzyły. Jednak zespół podołał temu bardzo trudnemu zadaniu. Jestem tym zbudowany.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , ,