Recenzje

Spryt podłączony do ładowarki strachu

„Protest” Vaclava Havla w reż Aldony Figury w Teatrze Dramatycznym w Warszawie – pisze Karol Mroziński.

Nasi południowi sąsiedzi kojarzą się raczej sympatycznie. To naród słynący z dobrego  piwa, dystansu do siebie czy dostępu do  morza – poprzez częściową dzierżawę portu w Hamburgu. Czy są w stanie  jeszcze czymś zaskoczyć? Kto w minioną sobotę odwiedził Teatr Dramatyczny w Warszawie, ten z pewnością odpowie, że tak i to bardzo.

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Vaclava Havla w teatrze. Oczywiście wcześniej czytałem jego teksty, interesowałem się jego biografią, dopiero teraz jednak miałem okazję zobaczyć dzieło zamknięte w przestrzeni sceny.

Reżyser Aldona Figura zaprasza nas w podróż w czasie i idei. A jest to podróż niezwykła. Trzy jednoaktówki czeskiego noblisty, pisane na przestrzeni lat, dziś wydają się nierozerwalne. Każda z nich posiada tego samego bohatera – nazywa się Ferdynand Vaňka. Odsłony jego kolejnych perypetii to ukazanie za każdym razem trochę innego charakteru, jakby dokumentowanie dowodów powolnej ewolucji. Ta natomiast spowodowana jest nie działaniem, jak bywa w przypadku herosów greckich, lecz bierną obserwacją otoczenia i próbami radzenia sobie z nią. Czyni to warszawskie przedstawienie, podobne bardziej do reportażu czy dokumentu niż historii prowadzonej od A do Z.

Tytuły poszczególnych części przesiąknięte są groteską i ironią. „Audiencja” to głównie przesiadywanie przy jednym stole z zapijaczonym pracownikiem rozlewni piwa.  Jak bardzo przypomina nam to relację mistrz – uczeń? Nieszukający kłopotów Ferdynand zmuszony jest wysłuchiwać porad zmęczonego życiem człowieka. Grać w  psychologiczne gierki dla świętego spokoju, który nie nadejdzie. Wśród zmian nastroju, prób szantażu i wypadów do kibla gdzieś nad głową migocze od czasu do czasu żarówka. Czego jest symbolem: chwili wytchnienia dogorywającej wśród plebsu inteligencji? Czy po prostu nadziei?

„Wernisaż” to już zupełnie inna sytuacja. Z początku widz może odnieść wrażenie, że stanowi bezpośrednią kontynuację sceny poprzedniej. Nic bardziej mylnego, owszem pojawia się postać kobiety, lecz zaraz będzie jej towarzyszył mąż. Próżno szukać w ich mieszkaniu obrazów – tu dziełami sztuki są ludzie z krwi i kości. Jak na żywy przykład sztuki użytkowej przystało, właśnie odremontowali mieszkanie, i jak na przykład sztuki awangardowej przystało, zachowują się tak, jak inni nie mieli na to odwagi. Przekonani o własnej wyjątkowości, z trudem zauważają zaproszonego na obiad gościa. Ferdynand obserwuje ich niczym na ekranie telewizora, tylko od czasu do czasu próbuje coś odpowiedzieć. Bardzo szybko w myślach układa się ekran zwrotny. Znajomych, których chyba tak naprawdę do końca nie znał, mających mnóstwo problemów i próbujących zagłuszyć je, czym się tylko da. Najnowsze trendy świetnie się do tego nadają, filozofia wyzwolenia również, a przede wszystkim programowa wręcz chęć wplatania gościa we własne gierki pod płaszczykiem troski. Od czasu do czasu zmasowany atak przerywany jest albo brakiem argumentów, albo tajemniczym gwizdem, którego domownicy zdają się obawiać. Czym jest? Odgłosem obecności biedniejszych sąsiadów tuż za ścianą? Bolesnym wspomnieniem własnych traum? Świadomością niedopasowania do reszty rzeczywistości? Ach, jak to  przypomina lata dziewięćdziesiąte.

„Protest” to trzecia i ostatnia wizyta Ferdynanda. Tu jest zupełnie innym człowiekiem. Nauczony cierpliwości przy kuflu piwa, wnikliwej obserwacji po wizycie u Wiery i Michała, przybywa do inteligenta takiego jak on, w bardzo ważnej sprawie. Rozmawiają o polityce, o przeszłości, własnych dokonaniach. Teraz Vańka to znane nazwisko autora sztuk teatralnych. Czy pod tym płaszczykiem dysydenta kryje się sam autor? Gdy pisał ten tekst w 1978 roku, chciał najwyraźniej zilustrować rozbieżność efektów i zamiarów swojego środowiska. Pokazał prostotę zwykłych ludzi. Spryt podłączony do ładowarki strachu. Niebezpieczeństwo samodzielnego myślenia, wolnej woli. To wszystko za pomocą krótkiej formy wskazuje siłę, jaka rządzi rzeczywistością – bez względu na którym szczeblu się znajdujemy, to i tak nie mamy z nią żadnych szans.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , ,