Zapowiedzi

Emmanuel Carrère powraca!

Joga jest moją autobiografią psychiatryczną”. 

Emmanuel Carrère

Emmanuel Carrère powraca! Siedem lat po monumentalnym Królestwie, dziele o początkach chrześcijaństwa, religijnej ekstazie i utracie wiary, jeden z najbardziej cenionych na świecie francuskich pisarzy po raz kolejny odsłania się przed czytelnikami. Tekst, który początkowo miał być jedynie niezobowiązującym, acz przenikliwym reportażem o praktyce jogi i medytacji, przeradza się w błyskotliwą, totalną, wręcz ekshibicjonistyczną powieść na pograniczu rzeczywistości i fikcji literackiej. 

Brawurowy i niezwykle osobisty zapis kondycji ludzkiej kształtowanej przez słabości, porażki, manie prześladowcze, myśli samobójcze, częste momenty euforii i jeszcze częstsze momenty załamania nerwowego. Widziany przez pryzmat choroby dwubiegunowej pisarz analizuje również swoje dotychczasowe książki. Carrère-autor – Carrère-człowiek – staje się kimś tak bliskim, że ma się pragnienie go objąć i pocieszyć…

Jest coś oszałamiającego w książkach Emmanuela Carrère’a, w otwartości, z jaką opowiada o swoim życiu, obnaża się, tu po tysiąckroć. Trzeba go zobaczyć, gdy kompletnie pijany ćwiczy jogę, w ekstazie tańczy poloneza Chopina z Amerykanką albo kiedy waha się, czy spędzić chwilę na skuterze. Ten człowiek cały czas miota się między upojeniem a spowolnieniem, dążeniem do radości a otchłanią rozpaczy, potrzebą prawdy a nakazami rzeczywistości. W Jodze – można by rzec – między biegunami yin i yang. Joga to wstrząsający egzamin z bolesnego zawodu, jakim jest życie. „Elle”

Literatura i depresja zawsze szły w parze. Od Chateaubrianda, Huysmansa czy Céline’a po Houellebecqa stany depresyjne były stałym źródłem inspiracji. Dla Emmanuela Carrère pisanie staje się formą terapii. Ale historia jego długiej depresji przypomina także dziennik podróży, rodzaj wewnętrznego reportażu z wyprawy na dno depresji z jej ciemnymi fiordami i złowrogimi, kruchymi klifami. Czasami trochę się gubimy, często rozpoznajemy siebie w tym głęboko melancholijnym pamiętniku w formie ręcznie szytego patchworku. (…) Jego radiograficzny styl trafia prosto w sedno. Nie jest to ani Houellebecq, ani Beigbeder. Tym, co przemawia do jego czytelników, jest szczerość, pozycja narratora-autora, który snuje opowieść i opowiada też o tym, jak opowiada. Joga nie przynosi odprężenia. To przejmujące i bolesne świadectwo wyjścia z komy. „Les Echos”

„Wyobrażam sobie, u progu sześćdziesiątki, tę lepszą wersję siebie, tego  u a k t u a l n i o n e g o  Emmanuela: mężczyznę pogodnego, życzliwego, posiadającego środek ciężkości, z którego emanują głos i słowa mające prawdziwą wagę — nie „pusty dźwięk”, o jakim mówił Nietzsche, dźwięk wydawany przez kiszki pełne wiatrów. Mężczyznę, który pogodził się ze swoim małym, strachliwym i narcystycznym „ja”, piszącego coraz przejrzystsze, coraz bardziej uniwersalne książki, opromienionego równie uniwersalną chwałą, podejmującego przyjaciół w swej altanie w pięknym i pełnym prostoty domu na Patmos, zdążającego ku śmierci bez mrugnięcia okiem, w tym słynnym stanie spokoju i zachwycenia, które budował przez całe życie. Cóż. Śmiejcie się do woli. Ja zaś, ze swej strony, próbuję nie pławić się za bardzo w tych wizjach, ale też nie odganiam ich jak anachoreta na pustyni odgania cielesne pokusy. Zrobiłbym to dawniej, gdy byłem chrześcijaninem w okowach z kolczastego drutu poczucia winy. Dziś mówię sobie: owszem, to są narcystyczne mrzonki i grzechotki dla ego, ale czy to źle? Ta mrzonka jest raczej niewinna, nie taki znów beznadziejny ten ideał mnie. A przede wszystkim, nawet jeśli pławienie się w nim jest trochę żałosne, to jeszcze gorsze jest jego cenzurowanie. I to jest właśnie rewolucja, jedna z rewolucji, które wywołuje medytacja. Zamiast niechętnie patrzeć na myśli, z których nie jesteśmy zbyt dumni, zamiast próbować je obalić, zadowalamy się obserwowaniem ich i nie robimy dramatu. Bo one istnieją, bo one tu są. Ani prawdziwe, ani fałszywe, ani dobre, ani złe: mikrozdarzenia psychiczne, bańki na powierzchni świadomości. Jeśli tak na nie patrzymy, nie zdajemy sobie nawet sprawy, kiedy tracą swoją władzę i swoją szkodliwość. Nie oceniać własnych myśli, nie bardziej niż bliźniego. Brać je takimi, jakimi są, widzieć je takimi, jakimi są. Tak, to jest trzecia, być może najbardziej trafna definicja medytacji: widzieć rzeczy takimi, jakimi są”. (fragment powieści)

Emmanuel Carrère • Joga • przeł. Magdalena Kamińska-Maurugeon • Wydawnictwo Literackie • 15 września

fot. Bartek Kwasek

Komentarze
Udostepnij