Recenzje

Farsa szyta na miarę bestselleru

“Nie książka zdobi człowieka” Seymoura Blickera w reż. Giovanny’ego Castellanosa w Teatrze Kwadrat w Warszawie – pisze Wiesław Kowalski.

„Pozory mylą” – pod takim tytułem grano wcześniej dramat, który aktualnie pojawił się w repertuarze warszawskiego Teatru Kwadrat. Komedię Seymoura Blickera, wcześniej przygotowaną w gwiazdorskiej obsadzie przez Agencję Certus w Częstochowie, z przedstawieniem „Nie książka zdobi człowieka” łączy postać Nancy, w którą w obydwu realizacjach wciela się Elżbieta Romanowska. Giovanny’emu Castellanosowi udało się stworzyć przy Marszałkowskiej spektakl lekki, zabawny i dowcipny, dobrze rozplanowany sytuacyjnie w przestrzeni zaaranżowanej przez Wojciecha Stefaniaka, do tego bardzo przyzwoicie zagrany przez cały zespół aktorski. To oczywiście literatura należąca do kategorii utworów łatwych i przyjemnych, nie wymagająca szczególnego zaangażowania, po prostu żywiołowa komediofarsa pokazująca człowieka również i w nieco karykaturalnym świetle.  Ot, bezpretensjonalna historia do obejrzenia, bez ambicji stawiania poważnych  diagnoz czy pogłębiania ludzkich osobowości czy charakterów. Nie znaczy to, że aktorzy mają niewiele tutaj do grania, jest wręcz odwrotnie, zwłaszcza kiedy w koncepcie fabularnym wykorzystuje się element zamiany ról, co daje możliwość dla postaciowych modyfikacji scenicznych.

A zatem farsa Blickera to typowe utwór z gatunku dramatu komediowego (ze sporą dawką humoru słownego), w tym przypadku bardzo zgrabnie napisanego, w którym najważniejsze są wszystkie nieoczekiwane zwroty akcji, które doprowadzają do zabawnych sytuacji i licznych pomyłek wynikających z tożsamościowej konwersji ról głównych bohaterów – debiutującego pisarza, zakompleksionego, trwożliwego do granic histerii i przerażonego faktem publicznego wystąpienia na spotkaniu autorskim będzie reprezentował jego zdecydowanie bardziej rezolutny i mniej płochliwy przyjaciel, do tego przystojny, modnie ubrany i pełen wdzięku, mogący podobać się potencjalnym czytelniczkom i pomóc w odniesieniu sukcesu, również towarzyskiego. Wszystko oczywiście skończy się happy endem, jednak aby do niego doszło, będziemy świadkami wielu niecodziennych wydarzeń i perypetii związanych z niespodziewanym pojawieniem się w hotelowym apartamencie Shermana jego narzeczonej Nancy i podążającej za uroczym Mattem seksownej Maggie, córki najbardziej wpływowego wydawcy w Nowym Jorku. Gdy dodamy do tego co i rusz wkraczającą do akcji pokojówkę z dyplomem lingwistyki stosowanej, w dodatku z wyraźną predylekcją do dobrych gatunkowo trunków, nietrudno przewidzieć, co się na scenie będzie działo i w jakie tarapaty z powodu niefortunnej decyzji wpada debiutujący, a już żądny sukcesu pisarz.

Paweł Małaszyński i Andrzej Nejman są bardzo dobrze skontrastowani, pierwszy gra dość powściągliwie, szalenie naturalnie i z dystansem, drugi nie stroni od szerokiego gestu i dużo większej ekspresji. Trzeba powiedzieć, że cały team z pięknymi paniami na okrasę (Olga Kalicka, Elżbieta Romanowska i Lucyna Malec – okazuje się, że hotelowa pokojówka, choć sprytna, też może mieć miłą powierzchowność i wiele uroku, nawet wtedy, gdy nie do końca rozumie, co się wokół niej dzieje) posiada znakomity słuch farsowy, doskonale panuje nad gestem i spojrzeniem, które też pomagają słuchać partnerów i budować postaci tyleż śmieszne, co rozczulające, a nie będące tylko naiwnym stereotypem. Castellanos w działaniach scenicznych umiejętnie rozkłada wszystkie akcenty i coraz bardziej zaskakujące zwroty akcji, eksponując przede wszystkim to, co najbardziej oryginalne i zabawne, nie pozwala, by tempo ani na chwilę „siadało”, unika też schematycznych sytuacji, do których przyzwyczajeni jesteśmy oglądając komediofarsy z robiącymi najwięcej hałasu drzwiami i bezładną bieganiną po scenie. Poza tym udaje się aktorom, bardzo na siebie w tym przedstawieniu czułym,  tworzyć postaci naprawdę sympatyczne, choć nie stroniące niekiedy od ostrej charakterystyczności. Osobiście nieco poskromiłbym manierę z jaką Andrzej Nejman gra pełnego kompleksów Shermana, tym bardziej, że mam wrażenie jakby w podobny sposób budował swoje role i w innych spektaklach Kwadratu. Rozumiem, że aktor nie chce „klepać” tekstu na pamięć, a raczej sprawiać wrażenie, jakby tekst rodził się tu i teraz, jednak koncept ciągłego poszukiwania słów, w którymś momencie może się wydać  mocno nadużywany. Na szczęście nie niweczy to subtelności dialogowego dowcipu, nie spowalnia akcji, nie osłabia błyskotliwości ripost i nie gubi point, które Nejman bardzo dobrze czuje i potrafi sposobem interpretacji właśnie nimi widza nie raz zaskoczyć i szczerze rozśmieszyć.


Fot. mat teatru

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , ,