Recenzje

Fascynujące eksperymenty w warszawskim Guliwerze

„Bromba i inni” w reżyserii Julii Szmyt, warszawski Teatr Lalek Guliwer  – pisze Anna Czajkowska.

Wszystko zaczęło się od zbioru fantastycznych opowiastek, napisanych w 1975 roku przez Macieja Wojtyszkę, który dając popis swym pisarskim zdolnościom powołał do życia drzemiące w zakamarkach wyobraźni stwory i nadał im niezwykłe imiona – aby dowieść, że „co zostało Nazwane przestaje być Nieznane. I odwrotnie”. Większość dorosłych zna i od lat dziecięcych darzy sympatią Brombę, Glusia, Fikandra, Psztymucle, Kajetana Chrumpsa, Kota Makawitego, Gżdacza, Pciucha i rzecz jasna Zwierzątko mojej Mamy. Julia Szmyt, zafascynowana książką Macieja Wojtyszki, postanowiła przenieść na teatralne deski pełną nieograniczonej fantazji opowieść o przygodach Bromby i innych zwierzaków-dziwaków, ale nie poprzestała na lubianym przez nią i dzieci tekście. Pani reżyser przygotowała kameralne, interaktywne przedstawienie,  przyjazne osobom z zaburzeniami widzenia, słabowidzącym i niewidomym, a warszawski Teatr Lalek Guliwer wystawił je na swojej lilipuciej scenie, która – o czym przekonałam się kilkakrotnie – lubi wszelkie eksperymenty.

W słabo oświetlonej przestrzeni, przed oczami dzieci pojawia się „sztuczna głowa” – makieta z małżowinami usznymi, super czułymi, wewnątrz których umieszczone są mikrofony pojemnościowe, rejestrujące dokładnie taki sam dźwięk, jaki mógłby dotrzeć do uszu słuchaczy, gdyby stanęli przy podeście, na którym umieszczona jest owa głowa. Trójka aktorów z Centralnego Urzędu do Spraw Mierzenia i Ważenia (tak się przedstawiają) rozdaje widzom słuchawki. Dzięki temu dzieci i towarzyszący im dorośli czują się zupełnie tak samo, jakby przebywali w miejscu, w którym dokonywano nagrania. Wkraczają w świat baśniowych wydarzeń, które dzieją się dookoła. Iluzja związana z  precyzyjną lokalizacją dźwięków i sygnałów akustycznych pochodzących z otoczenia jest pełna i fascynująca, a mali widzowie mają szansę trochę bliżej poczuć i poznać świat tych osób, które nie widzą. Zwłaszcza, gdy zasłonią oczy ciemnymi opaskami, przygotowanymi dla każdego. Aktorzy ubrani w ciemne kostiumy, przemawiając spokojnymi, dźwięcznymi głosami, zapraszają dzieci do odkrywania nowych, nieznanych, malutkich i trochę nieśmiałych światów; proszą o uwagę i unikanie hałasów – każdy szmer słychać w słuchawkach, co utrudnia odbiór spektaklu innym, siedzącym na widowni słuchaczom. W ten sposób, oprócz fascynującej zabawy, jaką niesie ze sobą przedstawienie, najmłodsi uczą się również szacunku wobec innych widzów.

Opowieść o Brombie, Psztymuclach, Kajetanie Chrumpsie, Kocie Makawitym, Gżdaczu, Pciuchach i rzecz jasna Zwierzątku mojej Mamy to rodzaj nietypowej, pełnej humoru inscenizacji – słuchowiska oraz wspólna próba odpowiedzi na pytanie – czym jest dziwność, odmienność a może raczej  – indywidualność?

Aktorzy występujący w spektaklu muszą poradzić sobie z bardzo trudnym zadaniem – budują postacie przez dźwięk, ale oprócz tego poruszają się po scenie. Joanna Borer, Paweł Jaroszewicz, Jacek Poniński, z nienaganną dykcją, zmieniając ton, modulując płynnie głos, zapoznają dzieci z bohaterami – Brombą, która  nie  posiada  niczego specjalnego poza różowym futerkiem i trochę wystającym brzuszkiem. Bromba nosi dużą, żółtą torbę wypełnioną różnymi niezbędnymi przedmiotami: lornetką, wagą, kalendarzem, siedmioma termometrami, zegarem, metrem krawieckim. I mierzy, waży oraz bada. Wraz z nią dzieci poznają światy, przez które podróżuje, próbując bezskutecznie zmierzyć „dziwność”. Obok Bromby są oczywiście inni – Gżdacz, Psztymucle, czyli  zwierzątka  autotematyczne ( głównym tematem ich rozmów są zamieszkiwane przez nie auta), Pciuch i oczywiście Zwierzątko  mojej Mamy. Zwierzątko jest strasznym bałaganiarzem i działa zawsze przez zaskoczenie, a o jego zwyczajach nic nie wiadomo. Mimo tych wad dzieci je uwielbiają . W opowieści pojawia się też Kajetan Chrumps – detektyw znakomity, poza tym jedyny bohater, który posiada imię i nazwisko. Kajetan pomocy udziela niewzywany, aresztuje winnych, rozszyfrowuje zagadki, odsłaniając tajniki przestępstw. Dzięki niemu w spektaklu pojawia się wątek kryminalny – dzielny detektyw walczy z zuchwałym przestępcą, Kotem Makawitym, który kradnie mleko. I zwycięża. Wszystkie te fascynujące historie, wzbogacone przez aktorów produkowanymi w prosty sposób dźwiękami – szumem jeziora, piskiem odlatujących ptaków – przykuwają uwagę. Humor, pomysłowość i lekkość kolejnych opowieści autorstwa Macieja Wojtyszki niemal hipnotyzuje i nie nudzi się nigdy.

Spektakl Julii Szmyt, bez moralizowania i nudnego filozofowania, opowiada o tym, że każdy jest inny – cieknący chłopiec, mały zbuntowany Psztymucel, który porzucił samochód i wędruje w świat bez niego, Pciuch – listonosz dostarczający Spóźnione Przesyłki, Gżdacz, który kiedy biega jest biegaczem, kiedy fruwa fruwaczem, kiedy się boi, to jest Baczem. Oprócz tego nieobliczalne, uparte a jednak sympatyczne Zwierzątko mojej Mamy, które ma bardzo krótką pamięć i nieustannie zapomina swoje imiona, dlatego trzeba ciągle nazywać je od nowa i oczywiście Bromba – specjalistka od miar i wag. W tej „inności” tkwi piękno i potrzebna, bardzo ciekawa różnorodność naszego świata. Spektakl „Bromba i inni” to również przygoda ze zmysłami; interesująca, wymagająca koncentracji i czasem tylko bierna, ponieważ aktorzy zachęcają dzieci do aktywnego uczestnictwa w spektaklu – zadają pytania, a na koniec proponują wspólną zabawę. Okazuje się, że dzieci potrafią wyostrzyć słuch lepiej niż dorośli, by dostrzec światy, stworzonka, o których istnieniu nic nie wiemy. Zawstydzone, lękliwe albo tak malutkie, że ich nie widać (i przez to ignorowane), w teatrze mogą wreszcie przemówić, choć nadal pozostają niewidoczne. Dlaczego „mówienie” i „słuchanie” jest takie ważne? Warto podkreślić, że słowo z natury jest bliższe człowiekowi niż środowisko obrazu. Nadmierne obcowanie jednostki z obrazem spłyca w niej myślenie, ogranicza krytycyzm, zniechęca do twórczej refleksji. Kiedy obraz zyskuje na znaczeniu, obszar słowa kurczy się bardzo szybko. Choć obecnie żyjemy w „kulturze obrazu”, teatr wciąż pozostaje miejscem, gdzie słowo jest bardzo ważne. Środowisko słowa pogłębia poznanie rzeczywistości, jej przeżywanie. Dlatego spektakl „do słuchania”, przyjazny wszystkim małym widzom (wśród  nich są też dzieci niewidzące), cieszy ogromnie. Dzieci z natury są otwarte na różnorodne eksperymenty i ciekawe otaczającej je rzeczywistości. Pamiętając o tym warto porzucić wszelkie obawy przed nudą i wybrać się do Guliwera, by zaprzyjaźnić się z Brombą i jej światem.


Anna Czajkowska – pedagog, logopeda dyplomowany oraz trener terapii mowy. Absolwentka Pomagisterskiego Studium Logopedycznego Uniwersytetu Warszawskiego, a także Podyplomowych Studiów Polityki Wydawniczej Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z wydawnictwami edukacyjnymi (Nowa Era, Edgard) oraz portalem babyboom.pl, dziecisawazne.pl i e-literaci. Instruktor metody PILATES. Recenzje teatralne pisze od 2011 roku.

 

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , ,