Recenzje

Galopem w dorosłość

O spektaklu „Dokąd pędzisz, koniku?” Teatru Maska w Rzeszowie, reż. Jacek Popławski, zaprezentowanym na festiwalu Konteksty – Zjawiska pisze Kamil Bujny.

„Dokąd pędzisz, koniku?” Teatru Maska z Rzeszowa to bodaj najsłabsze przedstawienie, jakie zostało wystawione na tegorocznych Kontekstach w Poznaniu.

Gdyby należało odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie, odpowiedziałbym, wyręczając tym Konika: do dorosłości. Bo o tym spektakl w reżyserii Popławskiego traktuje, choć nie jestem pewny, czy jest to takie oczywiste dla młodszego odbiorcy. Konik jest mały, nie każdy się z nim liczy, a chciałby – chyba jak każde dziecko – być już duży i mieć takie same prawa, jak dorośli. By osiągnąć swój cel wyrusza w podróż, co oczywiście sprawia, że spotyka go wiele mniej (uwięzienie w cyrku) lub bardziej (upragniona wolność, przyjaźń) przyjemnych przygód.

Pokaz w reżyserii Jacka Popławskiego korzystnie wypada w stopklatkach. Tego nie można mu odmówić. Owszem, „Dokąd pędzisz, koniku?” wizualnie prezentuje się bardzo ciekawie (co widać już po samych zdjęciach promocyjnych), poszczególne sceny mogą nawet zachwycić, jednak w spektaklu nie dzieje się nic, co mogłoby przykuwać uwagę widza: ani aktorsko, ani reżyserko, ani problemowo. Oglądając na festiwalu rzeszowską prezentację, odnosiło się wrażenie, że mimo sprzyjających warunków (chłonnej wrażeń publiczności, przepięknej scenografii), zespół nie może się odnaleźć, ma problem ze swobodą i naturalnością: aktorzy wydawali się skrępowani, niepewni i zagubieni (czyżby normalnie grali ten tytuł w mniejszej przestrzeni?), choć paradoksalnie podczas scen ruchowych (np. końskiego galopu) nabierało się przekonania, że brakuje im miejsca, że są przesadnie ściśnięci, stłamszeni (być może przez bogate dekoracje). Wprawdzie przedstawienie traktuje o potrzebie wolności i odwołuje się do toposu życia jako wędrówki, jednak na scenie tego zupełnie nie widać: wykreowana rzeczywistość wydaje się bardzo określona (nie ma w niej miejsca na dopowiadanie sensów i znaczeń), wygraniczona i płaska, a same kreacje aktorskie – powierzchowne. Brakuje w tej realizacji oddechu, większej potoczystości, myślenia nie tyle o pojedynczych scenach, ile o całości.

Myśląc o spektaklu Teatru Maska, przychodzi mi na myśl zaprezentowane na poznańskim festiwalu „Pod adresem marzeń” kieleckiego Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”. To połączenie nie wynika jednak z chęci wykazania jakichś nieoczywistych paralel czy pragnienia postanowienia znaku równości między tymi dwoma tytułami, tylko raczej z dostrzeżenia zasadniczego podobieństwa na poziomie projektowania wizji ukazywanego świata. Zarówno w przypadku „Dokąd pędzisz, koniku?”, jak i pokazu o historii kieleckiego teatru, twórcy odwołują się do baśniowego, czarującego, urzekającego obrazu rzeczywistości: w pierwszym przedstawieniu dostajemy pięknie przygotowane kostumy, wielką, umiejscowioną na samym środku sceny kryształową karuzelę, historię o dojrzewaniu i przyjaźni, a w drugim – pełną wdzięku opowieść o spełniających się marzeniach, granie cieniem oraz epokowe kostiumy. O ile jednak „Pod adresem marzeń” świadomie korzysta z wybranej stylistyki i odpowiednio ją uzasadnia (także w sposób metateatralny), o tyle w rzeszowskim przedstawieniu kończy się na powierzchownej reprezentacji: nic z niej nie wynika, brakuje jakiegoś szerszego kontekstu, a sama realizacja wydaje się zawieszona w próżni. Choć jako widzowie obserwujemy ładnie przygotowaną scenografię i duży potencjał aktorski, to ostatecznie – również za sprawą niskiej dramaturgii – finalnie wychodzimy z niczym: twórcy nie są w stanie ograć i wykorzystać zorganizowanej przez siebie przestrzeni, dziki galop, o którym marzy Konik, okazuje się nieprzekonującym „galopikiem”, a sama wymowa przedstawienia wydaje się dość oczywista, żeby nie powiedzieć – banalna. Niestety.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,