Recenzje

Instrukcje obsługi istot ludzkich i nieludzkich

O spektaklu „Instrukcje” wg scenariusza i w reż. Konrada Imieli w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie pisze Anna Czajkowska

Spektakl o prodiżu, magnetowidzie i jeszcze gumowym przepychaczu do zlewu? Wystawienie takiej humoreski wydaje się niemożliwe, a nawet jeśli – z pewnością banalne, jak niewymuszona, nazbyt lekka rozrywka w sam raz na smutne dni. Nic bardziej mylnego! Spektakl dyplomowy studentów IV roku kierunku aktorstwo, specjalność aktorstwo i wokalistyka, warszawskiej Akademii Teatralnej ma w sobie urok i smak komedii, to prawda, ale podawane w nim „instrukcje obsługi” nabierają nieco innego charakteru, niż można się tego spodziewać. Ułatwiają nam życie? Okazuje się, że niekoniecznie. Nie mamy jeszcze instrukcji obsługi człowieka, choć, niestety, świat pomału dąży do schematyzacji i pokazania, że bez „przepisu na”, bez „poradników jak” absolutnie nie poradzimy sobie w naszej codzienności. Ale pokazać to na scenie, w dodatku ciekawie, ze smakiem, trochę prowokacyjnie i na przekór nie jest prosto. Młodzi aktorzy pod wprawnym okiem reżysera Konrada Imieli chwytają zwykłe instrukcje i układają je w muzyczny kolaż – okazję do zaprezentowania umiejętności zdobytych w trakcie kilku lat nauki oraz inspirację do rozważań nad naturą świata i człowieka, zagrożonej wolności i uzależnienia od przedmiotów oraz multimediów.

Spektakl jest dość przewrotny. Sam początek i poważna piosenka Julii Bielińskiej (samotnie siedzącej na scenie w negliżu) zdaje się zapowiadać coś ciężkiego, bez okazji do żartu czy śmiechu. A potem, nagle, wpadamy w wir zabawy. Karolina Klich (jakże udanie, z profesjonalnym uśmiechem) podaje instrukcję obsługi widza i teatru, czytelną dla każdego, nawet obcokrajowca, podkreślając wielojęzykowość swego przekazu irytującymi, głośnymi uderzeniami w cymbałki. Ten komunikat o zasadach będzie się przewijał przez całe „Instrukcje”, celowo drażniąc niczym slogan z programu telewizyjnego, koniecznie w kilku językach (ukłon w stronę globalnej wioski). Sama treść przedstawienia nie jest odkrywcza – bezrefleksyjne poddawanie się regulaminom, owczy pęd, na oślep za wszelkiej maści influencerami, blogerami, youtuberami, vlogerami, by z sukcesem uruchomić urządzenie, upiec ciasto, rozwiązać najmniejszy problem trochę przeraża, ale nie jest niczym nowym. Całość zdaje się dość tendencyjna, za to tak zmyślnie ubarwiona piosenką, muzyką, pomysłowymi monologami i dialogami, że podoba się nawet wybrednym teatromanom. Tkwimy głęboko w świecie social mediów, szkoleń i wszelkich regulaminów, nawet jeśli temu stanowczo przeczymy, podkreślając własny indywidualizm i niechęć do ograniczającej wolność, konsumpcyjnej wizji świata. Wpadamy w pułapkę, ponieważ często szukamy przepisu „jak” – uruchomić własne myślenie, uciec od ograniczeń, wyzwolić się czy zbuntować. Pojawia się sarkastyczne pytanie – czy można rozwinąć osobowość nie na szkoleniu, ale samodzielnie – bez śledzenia videodziennika w serwisie internetowym YouTube? Ale nie tylko o treść „Instrukcji” chodzi, chociaż dobrze napisany scenariusz też jest ważny. Konrad Imiela obdarzył go dowcipną narracją, lekkością i anegdotyczną formą.  Nie ma tu głównej postaci – muzyczne przedstawienie jest owocem pracy zespołowej, a najważniejszym bohaterem spektaklu – rzecz jasna wszechwładne instrukcje.

Młodzi aktorzy grają rewelacyjnie, prezentując różne postawy, nawet emocje czy uczucia w formie śpiewnych przepisów. I jest okazja do sentymentalnych powrotów – znane niektórym widzom urządzenia, dawniej stale obecne w domach (w młodości czy w dzieciństwie), powracają, przemawiając do młodszych językiem instrukcji obsługi. W pamięci pozostaje świetnie napisany i wykonany song prodiż (autorstwa Formacji Chłopięcej LEGITYMACJE). Działa na zmysły, ponieważ siedmioro bohaterów zamienia się w cukierników i piecze ciasto. Prawdziwe! W ruch idzie mikser, mąka i cukier. Szarlotka będzie bez zakalca, albowiem mamy przepis. Studenci wykonują dynamiczne, acz schematyczne ruchy, a widownia z rozkoszą wdycha zapach cynamonu (nawet jeśli tylko w wyobraźni). Piosenka o składaniu szafy Godishus z Ikei, w interpretacji Mai Kowalskiej i Julii Piklikiewicz, jest z pewnością jedną z lepszych, słodko-gorzkich parodii partnerskiego związku dwojga ludzi, a wyszkolone głosy aktorek dodają jej wyrazistości. Wspólne sklejanie modeli samolotów i czołgów staje się pięknym dowodem oraz wyznaniem miłosnym – nadmierna długość scenki nie razi, głównie dzięki udanemu wykonaniu Marka Zawadzkiego i Sandry Naum. Nikogo ze studentów nie wyróżniam, ale muszę przyznać, że największe wrażenie zrobiła na mnie piosenka – modlitwa „Świetny YouTubie”, którą można by nazwać „paciorkiem naszych czasów”. Kamil Owczarek równie wybornie prezentuje się w historii o gumowym przepychaczu do zlewu – taki nieporadny, jak dziecko, jak człowiek w świecie multimediów, nieustannie bombardujących zmysły. Marek Zawadzki jako zalękniony, jąkający się vloger, instruuje jak samotnie spędzić wakacje i ze szczerością (czyżby?) dzieli się „swoimi sposobami na”. Aktor robi wszystko, byśmy mu raczej nie uwierzyli, bardziej współczuli. I to jest najlepsze!

Kompozycja całości – krótkie, zmieniające się sceny oparte na dialogach i monologach, pozwalają każdemu z siedmiorga studentów zaprezentować swoje zdolności, poznane niuanse techniki aktorskiej i indywidualizm. W spektaklu nie warto doszukiwać się jakiegoś łzawego dramatu, za to odnajdziemy w nim sporo humoru, momentami odrobinę gorzkiego, z ironicznym przymrużeniem oka i z okazją do refleksji.

Bardzo ważna jest muzyka autorstwa Grzegorza Rdzaka, różnorodna, bogata – od musicalu poprzez gospel, jazz, pop oraz rap i inne brzmienia, która łączy wszystkie historyjki i piosenki w spójną całość. Podziwiam przygotowanie wokalne, profesjonalność wykonań chóralnych, duetów, solówek a capella i nie tylko. Dzięki przemyślanemu ruchowi scenicznemu Jacka Gębury i niewyszukanej, ale trafnej scenografii całość zyskuje dodatkowe atuty.

Świetnie pomyślane, precyzyjnie wyreżyserowane i równie znakomicie zagrane dyplomy cieszą i napawają optymizmem. Warto docenić precyzję słowa i śpiewu, wyrazistość mowy i brzmień, dopracowaną dykcję, świeżość spojrzenia i jasność humoru. Jestem pewna, że w teatrze nie zabraknie młodych, zdolnych, pracowitych i pełnych zapału ludzi, którym pozostaje jedynie życzyć wielu scenicznych sukcesów w przyszłości.

fot. Zuzanna Mazurek

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , ,