Recenzje

„Iść tam gdzie nie dotarł nikt”

O spektaklu „Człowiek z La Manchy” Dale’a Wassermana w reż. Anny Wieczur w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Magdalena Hierowska.

Droga przez życie nie zawsze musi być mądra, ale jeśli ta podróż ma jasno określony cel można dostrzec, że przestają się liczyć tylko popełnione błędy, wtedy nawet walka z wiatrakami nabiera większego sensu. Czy Don Kichot się mylił, a może mylił się świat obarczający go poczuciem winy za poglądy i chęć zmiany rzeczywistości, w której się znalazł? A może szaleństwo było jedynym ratunkiem, by zrozumieć istotę człowieczeństwa? Na te pytania renesansowy pisarz Miguel de Cervantes znalazł odpowiedź powołując do życia postać literacką odważnie broniącą swoich ideałów.  Jednak czy historia szalonego rycerza może jeszcze czegoś nauczyć współczesność?

Musical „Człowiek z La Manchy” zainspirowany powieścią Miguela de Cervantesa na brodwayowskich scenach zdobył ogromną popularność i od 2020 cieszył się powodzeniem na scenie warszawskiego Teatru Dramatycznego. Niestety został już zagrany po raz ostatni, uwikłany w burzliwy rozdział teatru zmian repertuarowych. Pomimo decyzji dyrekcji należy podkreślić, że wizja reżyserska Anny Wieczur zasługuje na najwyższe uznanie i doskonale podkreśla wartości interpretacyjne zawarte w dziele. Na polskiej scenie, dzięki przekładowi Antoniego Marianowicza i Janusza Minkiewicza, ta wartka opowieść o człowieku szukającym w kodeksie rycerskim prawdy o życiu pełnym godności, nabrała wymiaru ponadczasowego. Dialogi były skonstruowane bardzo precyzyjnie, a równocześnie nie pozbawione błyskotliwego humoru. Reżyserka znakomicie wykorzystała przestrzeń semantyczną, umiejętnie balansując między intymnością, a szerokim spojrzeniem na problemy bohaterów.

 Minimalistyczna scenografia (Ewa Gdowiok) była bardzo sugestywna i tworzyła znakomitą przestrzeń, umożliwiającą skupienie się na relacjach między postaciami. Efektowne rozwiązania i wielofunkcyjność rekwizytów umożliwiały szybkie zmiany scen, przez co wartko biegnąca linia fabularna wyróżniała się lekkością zwrotów akcji. Muzyka pod kierownictwem Adama Sztaby dopełniała atmosferę historii i podkreślała kluczowe momenty spektaklu. Podczas ostatniego wykonania dyrygował Patryk Sikora, który z niebywałą lekkością prowadził zespół instrumentalistów.

Jednym z najmocniejszych walorów spektaklu było to, że poruszał trudne tematy w sposób niezwykle subtelny.  Problemy głównego bohatera, którego w trzech postaciach – Cervantesa, Alonso Kichana i Don Kichota – znakomicie poprowadził Modest Ruciński nie były odrealnione i stały się swoistym narzędziem do ukazania świata między jawą a snem, w którym łatwiej jest uciec do wyidealizowanego świata niż zmierzyć się z trudną rzeczywistością. W ten sposób wiele kontrapunktów dramaturgicznych prowadziło do głębokich refleksji na temat odpowiedzialności za drugiego człowieka, znaczenia miłości i potrzeby akceptacji.

„Człowiek z La Manchy” to prawdziwe arcydzieło teatralne, które w pełni zasługuje na słowa uznania. To spektakl, który porusza, bawi i skłania do refleksji. Doskonała gra aktorska, wnikliwa reżyseria i głębokie tematy sprawiają, że jest niezapomnianym doświadczeniem teatralnym. Niezapomnianym, choć skazanym na zapomnienie.  Zapewne bolesną stratą dla widza jest decyzja zdjęcia go z afisza, co można było zaobserwować podczas ostatniego wykonania. Owacje na stojąco i łzy wzruszenia zakończyły historię szalonego rycerza w jakże trudnym momencie. Czy walka musi trwać? Co może się stać jeśli twórcy teatralni uznają, że lepiej wraz z mottem scenicznego Don Kichota „iść tam gdzie nie dotarł nikt” i słusznym rozwiązaniem stanie się wiara w dereizmy i szukanie w nich prawdy, niż konfrontacja z rzeczywistością?

fot. Krzysztof Bieliński

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , ,