Recenzje

Kaczorek wcale nieszkaradny

„Brzydkie kaczątko” Hansa Christiana Andersena w reż. Ireneusza Maciejewskiego w Baju Pomorskim w Toruniu – pisze Aram Stern.

Wydana po raz pierwszy ponad 170 lat temu baśń „Brzydkie kaczątko” Hansa Christiana Andersena nie przestaje zachwycać dzieci także w XXI wieku, szczególnie sparafrazowana na język i obrazy teatrów lalek. Historia łabędziątka wykluwającego się z jaja wysiedzianego przez kaczkę, ciągle działa na WYOBRAŹNIĘ wrażliwego dziecka, bowiem ta może być nieograniczona! Wydaje się, że można by na podstawie wyimaginowanych dziecięcych opowieści czy rysunków, tworzyć nowe bajki, pisać niestworzone opowiadania, a może nawet powieści grozy! Zapewne niejeden rodzic głowił się, słuchając nieprawdopodobnych opowieści swego przedszkolaka, nawet tak mrożących krew w żyłach, jak ta o podróży mamusi koleżanki pociągiem i … znalezieniu w przedziale walizki z rozczłonkowanym ciałem.

Posłużyłem się dość makabrycznym przykładem puszczania wodzy FANTAZJI przez dziecko, wziętym z historii opowiadanej przy każdym urodzinowym stole we własnej rodzinie, nie po to by zniechęcać Państwa do zobaczenia „Brzydkiego kaczątka” w Teatrze „Baj Pomorski” w Toruniu, ale by pozwolić pociechom „polatać” na własnych skrzydłach wyobraźni. Podczas premiery spektaklu w reżyserii Ireneusza Maciejewskiego otoczenie chmarą kilkulatków (nazajutrz po tygodniowym wielce „dramatycznym” festiwalu w innym teatrze), wywołało pewne napięcie spowodowane obawą, iż 50-minutowe przedstawienie bez słów, sprowokuje multum pytań czterolatków lub też tasiemcowe kolejki do toalety.

Tymczasem zdumiewająco dzieci w swoje święto były od samego początku do finału spektaklu zaaferowane tym, co zobaczyły na scenie: były ciche, wpatrzone w ciągle zmieniające się obrazy „poduszkowych” scen i totalnie „zaczarowane”, podczas gdy niektórzy rodzice, przez całe przedstawienie… nie omieszkali głośno tłumaczyć swej pociesze, co się właśnie przed jej oczami dzieje.

Dostrzegalnie nie było to zupełnie potrzebne, gdyż szereg rozmaitych żywych obrazów i rzeźb, tworzonych w dynamicznej choreografii Eweliny Ciszewskiej przez bardzo plastycznych aktorów „Baja Pomorskiego” (Edyta Łukaszewicz-Lisowska, Dominika Miękus, Marta Parfieniuk-Białowicz, Grażyna Rutkowska-Kusa, Edyta Soboczyńska, Andrzej Korkuz, Krzysztof Parda i Jacek Pysiak), odzianych w nienarzucające się szare kostiumy – dawały smykom jasny sygnał: co jest kurką, zaraz stanie się świnką, kaczką, ogromnym drzewem czy wreszcie pięknym łabędziem. Wszystkie te barwne sceny, umieszczone w wielkiej ramie, naszym „pisklętom namalował” Artysta (Jacek Pietruski), malarz doświadczony, pełen opanowania, ale też kreatywnego „szaleństwa” – z przymrużeniem oka podrzuca aktorom tematy, detale obrazów i pomaga im w łapaniu niezwykle kolorowych poduszek, z których w okamgnieniu tworzą różnobarwne kompozycje. Tak kalejdoskopową scenografię Barbary Guzik podkreślają animacje multimedialne przygotowane przez reżysera spektaklu, Ireneusza Maciejewskiego, a tło dźwiękowe Łukasza Pospieszalskiego – to, poza wizualnym i poza perfekcyjnymi działaniami formą, wielki atut przedstawienia! Jego folkowo-jazzowa muzyka nie tylko ilustruje, ale także nadaje przedstawieniu niezwykle poetycką aurę,  dodatkowo działa również na tak przytomne skupienie kilkulatków, jakiego ich rodzice nieczęsto mogą doświadczyć.

Brzydkie kaczątko jest odważne, nie przejmuje się tym, jak wygląda i potrafi marzyć o wszystkim. Szanowni Państwo – może lepiej nie bawić się w tłumaczy wyobraźni swych szkrabów.  Może wyrosną z nich całkiem nieszkaradne istoty.


Fot. Baj – Jacek Melerski

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , , , , ,