Recenzje

Lęk przed krytyką – pustki drżącej

O spektaklu „Mój rok relaksu i odpoczynku” Ottessy Moshfegh w reż. Katarzyny Minkowskiej w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Magdalena Hierowska.

Nie ma dobrego teatru, który nie pyta. Nie będzie też dobrego teatru, który nie szuka odpowiedzi. Deklaracja konstruktów znaczeń w tym spektaklu nie była zwykłym słowotokiem pozbawionym treści. Budowa stabilnej przestrzeni, niewyczerpalnych interpretacji niosących prawo do mówienia prawdy, drżała wraz z dążącą do dorosłości dziewczyną na skraju problemów świata przełomu wieków.

Spektakl pt. „Mój rok relaksu i odpoczynku” nie był zwyczajną opowieścią o traumatycznych doświadczeniach Narratorki (poruszająca Izabela Dudziak). Dzieło na postawie powieści Ottessy Moshfegh stawało się krzykiem lęku przed identyfikacją ze światem sztucznych barw pokolenia zniewolonego przymusem bycia lepszym od innych. Jednostajny temat szkicowany pozornie prostymi komunikatami, takimi jak śmierć rodziców, nieudany związek z aroganckim szaleńcem Trevorem (Marcin Wojciechowski) i strach przed wschodzącym słońcem, doprowadził do tragedii wewnętrznego umierania. Zapaść duchowa, wyzwalana śmiercią intelektu „na receptę”, zahamowała potrzebę współodczuwania. Depresja, lęk przed codziennością i poczucie winy. Co się stało w życiu dziewczyny z dobrego domu, córki profesora (Mariusz Drężek) i wciąż upojonej nienawiścią do samej siebie matki (Katarzyna Herman)? W rozedrganiu problemu i w procesie jego eksploracji, z perfekcyjną dokładnością, szuka odpowiedzi reżyserka spektaklu Katarzyna Minkowska.

Można poszukać odpowiedzi w galopujących hasłach kapitalizmu, globalizmu i konsumpcjonizmu, ale czy to nie byłaby zbyt oczywista narracja? Bez wątpienia reżyserka spektaklu doskonale o tym wiedziała, że to tylko sznurowanie ust niewinności w teatrze, który stał się w obecnym czasie miejscem wielostronnej masturbacji intelektów w niekoniecznie skuteczny sposób. Wyzwolenie potencjałów sztuki i budowanie konceptów myśli twórczej, powinno przebiegać w ciszy – z tej odpowiedzialności wywiązała się z ogromną dozą empatii reżyserka, skupiając uwagę na wnikliwej pracy bez krzyku i uniesień ideologicznych przepychanek.

Dzięki odwadze, a zarazem niebywałej skromności Katarzyny Minkowskiej, a także poświęceniu całego zespołu, Teatr Dramatyczny na prawie cztery godziny wartko przebiegającej akcji, niezwykle skrupulatnie przeprowadzonej (dramaturgia Tomasz Walesiak), stał się miejscem wolnym od zgnilizny nienawiści, która zawsze oddziałuje dwubiegunowo. Dlatego spektakl mimo wielu trudności stał się również walką o zaufanie w iluzorycznym świecie teatru, w którym główna bohaterka nie może zaufać nawet sobie. W tej ulotności wewnętrznej pustki drżącej nawet przyjaciółka Reva (Monika Frajczyk), oraz odizolowana od rzeczywistości Dr Tuttle (Anna Kłos), nie potrafią pomóc dziewczynie na skraju wyczerpania. Zdewastowana psychicznie staje się ofiarą bezgranicznej wewnętrznej samotności, by w końcu pseudo-wybitny artysta Ping Xi (Konrad Szymański) beznamiętnie i dla własnych korzyści zrobił sobie z jej życia performance.

Ten trudny spektakl trwa i będzie trwał jeszcze bardzo długo, dopóki nie wyschnie ostatnia kropla w studni twórczości. Zbudowanie go wymagało wnikliwej obserwacji zasad kompozycji scenograficznej (Łukasz Mleczak, Katarzyna Minkowska), a pomimo klasycznej formy wizualnej wzbudzał kontrowersje i będzie budził następne, uruchamiając koło zamachowe rewolucji w sztuce. Przełomy, zwroty akcji i ucieczki w nieznane, jak narkotyczna wizja znikania z rzeczywistości, nie są tylko drapieżnym tańcem (choreografia Krystyna Lama Szydłowska). Nawet głośna muzyka (Wojciech Frycz) nie zagłuszy lęku przed jutrem, gdy ucieczka bywa męczącą drogą donikąd. Wiedział o tym cały znakomity zespół współtworzący ten wyjątkowy spektakl i świadomie przeprowadził akcję wychodzącą też za druga stronę kurtyny i silnie oddziałującą na pazerny sensacji świat.

fot. Monika Stolarska

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , , , , , ,