Recenzje

Lola i jej Aniołki w seksownych butach od Charliego

O musicalu „Kinky Boots” Harveya Fiersteina i Cyndi Lauper w reżyserii Eweliny Pietrowiak w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Anna Czajkowska.

Musical „Kinky Boots”, z muzyką i słowami autorstwa Cyndi Lauper, który swą premierę miał w 2013 roku, przedstawia ubarwioną, ale opartą na faktach historię rodzinnej fabryki obuwia w Northampton w Wielkiej Brytanii. Lauper, poproszona o napisanie tekstów piosenek i muzyki szybko się zgodziła na współpracę, zainspirowana muzycznym komediodramatem według scenariusza Geoffa Deane’a i Tima Firth’a („Kozaczki z pieprzykiem” z 2005 roku). Tak powstał musical, kolejna wersja historii o drag queen Loli i Charlim, producencie obuwia. Kompozycje popularnej amerykańskiej wokalistki i aktorki oraz libretto autorstwa Harvey’a Fierstein’a dość szybko zyskały uznanie widzów i krytyków. Obecnie nadal nie przestają bawić publiczności, w dodatku nie tylko na Broadwayu. Kilka lat temu stolica porwała się na podobne przedsięwzięcie i choć rozmachem czy blichtrem nie ma szans dorównać angielskim bądź amerykańskim produkcjom, spokojnie konkuruje z obcymi inscenizacjami. W stołecznym Teatrze Dramatycznym Ewelina Pietrowiak, która ma duże doświadczenie w inscenizowaniu spektakli muzycznych, postawiła na pomysł, humor i znakomitych aktorów. Reżyserując swoją wersję opowieści o drag queens oraz o wielkiej sile marzeń, akceptacji, przyjaźni i miłości naprawdę poradziła sobie znakomicie – bez bufonady, przesadnej egzaltacji i wybujałej, politycznej poprawności.

Po śmierci ojca, właściciela fabryki obuwia w angielskim mieście Northampton w East Midlands, Charlie Price próbuje ocalić rodzinny biznes przed upadkiem. Początkowo mało zainteresowany produkcją i szyciem butów, jako spadkobierca szewskich tradycji, porzuca dawne plany na przyszłość i decyduje się na sprzedaż niszowych produktów. W ten sposób, zgodnie z poradą jednej z pracownic, chce zapewnić przetrwanie firmie „Price i Syn” i uchronić się przed koniecznością zwalniania ludzi od lat związanych z fabryką. Dzięki przypadkowo poznanej zwariowanej, uroczej i popularnej piosenkarce Loli czyli Simonowi, postanawia wprowadzić dość kontrowersyjne zmiany w klasycznym profilu produkcji – teraz pokaże światu linię seksownych butów dla rasowych drag queens. Według projektu zdolnej, zorientowanej w temacie Loli. Czy to wystarczy, by ocalić małą fabryczkę przed upadkiem i utrzymać pracowników mniej lub bardziej sceptycznych wobec pomysłów szefa? Oczywiście zachowując jakość i trwałość produktów. Zanim zaprezentuje swoje dzieło na pokazie mody w Mediolanie, będzie musiał pokonać jeszcze wiele przeszkód.

Barwne widowisko z muzyką na żywo i porywającymi piosenkami, zmyślnie skomponowane z mieszanki różnych gatunków – od popu, rocka, poprzez funk, soul, nową falę aż po tango, tworzy przedstawienie muzyczne na dobrym poziomie, wspierane przez wokalne talenty aktorów (niektórzy radzą sobie równie dobrze jak zawodowi śpiewacy). Wprawni muzycy uzupełniają ten zbiorowy wysiłek i warto go docenić. Umiejętności głosowe i taneczne oraz spory wysiłek fizyczny są oczywiście ważne i potrzebne do precyzyjnego przygotowania spektaklu, ale „Kinky Boots” w warszawskim Teatrze Dramatycznym jest przede wszystkim popisem aktorskim i właśnie w tym jego siła! Pełna błyskotliwych, zabawnych dialogów, słownych pojedynków, życiowych przepychanek i perypetii miłosnych komedia, okraszona wpadającymi w ucho przebojami, budzi szczery aplauz. W dodatku są w niej piękne słowa o wierności marzeniom, wytrwałości, a także tolerancji, przyjaźni i miłości. Z satyrycznym zacięciem i pazurem przetłumaczył je na polski język Michał Wojnarowski. Choć na scenie widzimy aktorów dramatycznych, a nie zawodowych tancerzy czy śpiewaków, ze swobodą biorą oni udział w budowaniu niebanalnego, wciągającego spektaklu. Każda z postaci ma swój charakter, naznaczony własną, niepowtarzalną indywidualnością. Niektóre ze scenek to popis niezłej sprawności aktorskiej, dzięki której artyści oddają bogactwo nastrojów, emocji i komediowy rys spektaklu.

Ale największą gwiazdą i królem sceny w warszawskiej wersji „Kinky Boots” jest niewątpliwie Krzysztof Szczepaniak. Gdy na scenę wkracza szalona, szykowna Lola, a tak naprawdę Simon, wszyscy usuwają się w cień. Krzysztof Szczepaniak stworzył niezwykłą postać, kwintesencję seksapilu w wydaniu drag queen. Jako Lola zaskakuje urokiem osobistym i niezbadaną, niewymuszoną energią, którą ujawnia w różnych okolicznościach. Pod płaszczykiem odlotowej piosenkarki skrywa niejedną tajemnicę, czym bawi widza i budzi podziw. Szczepaniak – nie pierwszy raz zresztą – czaruje tonem głosu, sposobem poruszania się, gestykulacją, sprawnością i ogromnym poczuciem humoru. Loli towarzyszą nieodłączne Aniołki – jej osobisty, odlotowy chórek. Kamil Studnicki, Jakub Szyperski i Kamil Mróz dają z siebie wszystko i naprawdę trudno rozpoznać tych młodych aktorów, mężczyzn w kabaretowych strojach drag queens oraz w pełnym, damskim makijażu. Aniołki niczym wulkany szaleją na scenie, lśnią w seksownych brokatach i tańczą równie dobrze na wysokich koturnach,  jak i w szpilkach. W zgodzie z tym, co śpiewają wraz Lolą – „W obcasie masz ten seks!”

Głównego bohatera gra Mateusz Weber, bardzo dobrze oddając charakter „panicza” Price’a. Weber świetnie śpiewa – ma piękny tembr głosu i wciąż burzliwie rozwija swe wokalne zdolności (o czym mogłam się przekonać wielokrotnie, między innymi w Sopocie, podczas koncertu „Pamiętajmy o Osieckiej”). Umiejętnie, z naturalnością pokazuje rozterki i zmagania młodego spadkobiercy rodzinnej fabryki ojca. Subtelny, wychowany w tradycyjnym domu, a przy tym otwarty na ludzi Charlie budzi ogromną sympatię, choć początkowo zdaje się trochę zagubiony i nieporadny, kiedy ucieka z prowincjonalnego Northampton. W rodzinnym małym miasteczku, po śmierci ojca, dorośleje i odkrywa, co znaczy troska o innych, odpowiedzialność i prawdziwa miłość. W rolę bliskich mu kobiet wcielą się Kinga Suchan i Anna Szymańczyk. Obie mają w sobie dużo świeżości oraz dziewczęcego uroku i doskonale spisują się jako wokalistki. Elegancka Nicola (Kinga Suchan) jest poważniejsza. Narzeczona Charliego musi być zawsze zadbana, w nienagannym stroju, trochę smutna, trochę kapryśna. Za wszelką cenę chce się wyrwać z małego miasteczka i zamieszkać w stolicy, dlatego nie rozumie postępowania Charliego. Lauren (Anna Szymańczyk) wykazuje większą empatię i stoi przy Charlim w najcięższych chwilach. Pod skromnym ubrankiem zwyczajnej pracownicy fabryki obuwia skrywa mnóstwo zmysłowości, pięknych marzeń i wdzięku. Szymańczyk oddaje te cechy nie tylko grą, ale także swym głębokim, aksamitnym głosem. Równie ciekawe kreacje tworzą pozostali aktorzy – Łukasz Wójcik jako niepokorny, buntowniczy kpiarz Don, tylko pozornie szorstki, a w rzeczywistości obdarzony wyrozumiałym sercem, którego bardzo się wstydzi. Potem Mariusz Drężek w roli niezastąpionego i niewzruszonego George’a, prawej ręki szefa, przesympatyczna Anna Gajewska jako Pat oraz Marta Król jako wierna Trish. Obie panie swą grą obrazują to, czego nie oddają słowa. Inni występujący, choć w drugo- i trzecioplanowych rolach, radzą sobie równie dobrze. Tempo faluje, muzyka i zespół muzyczny pod kierownictwem Urszuli Borkowskiej podkreśla rytm spektaklu, inicjując bądź towarzysząc ruchowi tancerzy. Choreografka Paulina Andrzejewska-Damięcka zadbała, by miał trochę brawury oraz odpowiedni smak i styl. Scenografia Aleksandry Redy skupia się na kolorze, mocnym świetle, obrazowości, wykorzystując bliskie kabaretowej estetyce elementy – także w kostiumach.

„Kinky Boots” to finezja, muzyczna zabawa, emocje, erotyzm i pasja. I trzeba przyznać, że stać naszych twórców na wystawienie udanych, porywających musicali. Urocze piosenki w bardzo dobrym tłumaczeniu, wpadająca w ucho muzyka, świetni wokaliści i aktorzy prowadzeni przez zdolną reżyserkę bądź reżysera, mogą zapewnić sukces nawet bardzo wymagającej produkcji.

fot. Krzysztof Bieliński

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , ,