Recenzje

Mało ekscytujący Albee

„Trzy wysokie kobiety” Edwarda Albeego w reż. Maksymiliana Rogackiego w Teatrze Polskim w Warszawie – pisze Wiesław Kowalski

W połowie lat 90-tych, bezpośrednio po otrzymaniu Nagrody Pulitzera, nastąpił prawdziwy boom wystawień tego dramatu, który dawał też możliwość obsadzenia w jednym przedstawieniu przynajmniej dwóch wybitnych aktorek. W Gdańsku pojawiły się obok siebie Halina Winiarska i Joanna Bogacka,  w Powszechnym w Warszawie Mirosław Dubrawska i Joanna Żółkowska, natomiast w łódzkim Jaraczu dwie Barbary:  Wałkówna i Marszałek. Akurat te trzy przedstawienia, grane w dość bliskim czasie obok siebie, udało mi się obejrzeć i, rzeczywiście, dały się one zapamiętać, choć nie tylko z powodu kreacyjnych zdolności wymienionych aktorek.

Albee uczynił bohaterkami swojego dramatu trzy kobiety – jedna ma ponad 90 lat, druga skończyła już  50, trzecia dopiero 26. Reżyser ma tutaj bardzo trudne zadanie, bo musi doprecyzować niełatwo poddające się  jakimkolwiek ustaleniom pełne determinizmu relacje między protagonistkami, ich powściągliwość, wzajemną obojętność, znaczoną chłodem nieprzystępność czy dziwną potrzebę czynienia sobie bólu. Maksymilian Rogacki nie do końca z poprowadzeniem obsadzonych  aktorek sobie poradził. O ile Grażyna Barszczewska w części pierwszej doskonale rysuje wizerunek kobiety obarczonej starczą demencją, znakomicie pokazując pojawiające się przy tym  zjawisko ludzkiego uprzedmiotowienia, towarzyszące jej partnerki, Hanna Skarga i Katarzyna Strączek, zatrzymały się w swoich reakcjach na lekkomyślne aberracje A na poziomie dość beznamiętnego wypowiadania kwestii, co  pozostaje  w zbyt widocznym kontraście do roli Barszczewskiej, prowadzonej przy dużej świadomości używanej teatralności.

Niewiele, jeśli chodzi o emocje między bohaterkami, zmienia się w drugiej części spektaklu, choć rzeczywistość przedstawiana ma tutaj już nieco inny wymiar. W różowym, kultowym cadillacu niczym łożu z „american dream”, leży już tylko manekin, a A pojawia się w identycznym kostiumie jak jej towarzyszki, imponując fizyczną i psychiczną  aktywnością. W ten sposób można odnieść  wrażenie, że oglądamy historię jednej i tej samej kobiety, której życie pokazane jest z perspektywy trzech ogniw towarzyszących człowieczej wędrówce ku śmierci.

Albeemu udało się  napisać dramat bez wątpienia  ekscytujący  i podniecający, ponieważ niełatwo jest  dochodzić jego  sensów w interpretacji poddanej przesłankom czysto racjonalnym. Szkoda zatem, że tylko jednej aktorce dane było zagrać rolę będącą w zgodzie z organicznością tekstu, z postaciową zmysłowością, pełną tajemnicy w podświadomym dążeniu do egzystencjalnej intensywności, mogącej okazać się i tak jednym wielkim pozorem.


fot. Marta Ankiersztejn

Udostepnij
Tags: , , , ,