Recenzje

Masza w Baju

O spektakli „Niedźwiedź i Masza, czyli gdzie moja kasza?” Marty Guśniowskiej w reż. Michała Tramera w Teatrze “Baj Pomorski” w Toruniu pisze Aram Stern.

Przy okazji obchodów niedawnego Światowego Dnia Lalkarstwa, przypadającego w pierwszym dniu wiosny, powróciły wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to wyprawa z „dalekiego” Bydgoskiego Przedmieścia do jeszcze starego Teatru „Baj Pomorski” w Toruniu, z oparciami „wielkich” foteli w kształtach zwierząt, wiązała się przede wszystkim z widokiem lalek. Aktorzy, skryci za parawanem i odziani w czarne kostiumy, małemu chłopcu wydawali się tak nieuchwytni, jak brzmiący prawdziwie na bajkowym winylu, choćby niezapomniani: Barbara Krafftówna (Czerwony Kapturek), Władysław Hańcza (Wilk) czy narratorka Irena Kwiatkowska.  

W ostatniej dekadzie na scenie toruńskiego Teatru „Baj Pomorski” pojawiło się kilka spektakli, w których lalka, widoczna na pierwszym planie i wspaniale animowana, stawała się główną bohaterką przedstawienia. Było tak choćby w muppetowym „Kopciuszku” Ireneusza Maciejewskiego, „Słowiku” Andersena w reżyserii Ady Konieczny czy w autorskim spektaklu „Marionetka – kosmiczna tajemnica” Dominiki Miękus i Krzysztofa Pardy.  Teatralne lalki zachwycały dostojeństwem, to znów rozweselały czy też hipnotyzowały technicznym kunsztem i choć z czasem wydawało się, że jest ich coraz mniej, to jednak często były obecne w dalszych planach kolejnych Bajowych przedstawień. Jednak wśród gościnnych spektakli w czasie ostatniej edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Lalek SPOTKANIA lalki znalazły się ponownie na pierwszym planie! Świadczył o tym choćby fakt nagrodzenia Grand Prix „Don Kichota”, niemieckiego Theater des Lachens, z wspaniale animowaną ogromną lalką głównego bohatera oraz dwóch nagród dla spektaklu „Niedźwiedź i Masza, czyli gdzie moja kasza?” Państwowego Teatru Lalki “Tęcza” ze Słupska. To ostatnie przedstawienie autorstwa Marty Guśniowskiej, z lalkami i scenografią według projektów Olgi Ryl-Krystianowskiej, muzyką Tomasza Giczewskiego oraz wspaniale wyreżyserowane przez Michała Tramera – w tym samym składzie inscenizatorów (ale oczywiście innej obsadzie), już po kilku miesiącach zostało przeniesione na deski Teatru „Baj Pomorski” w Toruniu.

Ta decyzja repertuarowa dyrekcji toruńskiego Baja bardzo ucieszyła szczególnie tych nielicznych, którym było dane oglądać słupskie przedstawienie jesienią 2018 roku podczas wspomnianych SPOTKAŃ. Bowiem tekst doskonale znanej tutaj autorki, Marty Guśniowskiej, napisany na podstawie słynnej rosyjskiej baśni, niesie w sobie tak niezwykłe pokłady energii oraz dowcipu, doprowadzając nieprzytomnie do śmiechu nie tylko młodsze dzieci, do których jest skierowany (4+), ale również dorosłych widzów, że samo przedstawienie „Niedźwiedź i Masza, czyli gdzie moja kasza?”, jak łyżka miodu, za jednym razem smakuje za mało! Chciało się więcej! I oto mamy już w Toruniu, na stałe, kolejne przeuroczo ucieszne lalki muppetowe: nad wyraz nieokiełznanie rezolutnej dziewczynki Maszy (Dominka Miękus), uwięzionej w gawrze wielkiego i wydawałoby się „groźnego” rosyjskiego Niedźwiedzia (Andrzej Słowik) oraz Babci/ Zajączka (Anna Katarzyna Chudek) i Dziadka/Zajączka (Krzysztof Grzęda). Wspaniała animacja lalkami przez czworo Bajowych aktorów, oraz ich gra, nie po raz pierwszy zachwycają. Stali widzowie Baja wiedzą przecież, że Dominika Miękus potrafi modulować małe dziewczynki jak nikt inny, podobnie jak jej koleżanka Anna Katarzyna Chudek bohaterów statecznych, a Krzysztof Grzęda komicznych – jednakże w „Niedźwiedziu i Maszy…” najbardziej zaskakuje Andrzej Słowik jako donośnie zachrypnięty Niedźwiedź! Jakże o innym obliczu niż w znanej dzieciom i uwielbianej animowanej serii „Masza i Niedźwiedź”, wyprodukowanej przez Animaccord. Byłby groźny, gdyby nie fingowane działania animacyjne: symetryczne, ale z drobnymi odmiennościami gestu, tu dumną pozą, tam przechylonym łbem, czy wywrotką na wypastowanej podłodze. W toruńskiej reżyserii Michała Tramera jest prawdziwym rosyjskim niedźwiedziem, nie żadnym „Miszką”, choć nieco poczciwym niezgułą, którego Masza jednak może się z początku poważnie obawiać. Wielka w stosunku do jej drobnej postaci i safandułowata lalka muppetowa wspomnianego Niedźwiedzia wymaga animacji przez dwóch aktorów (Andrzej Słowik i Krzysztof Grzęda), co nie jest łatwym zadaniem, ale udaje się celująco.

I jak to w bajkach bywa – przygoda ze spotkania z tym leśnym zwierzem skończy się dla Maszy dobrze. Wśród wielu gagów sytuacyjnych żywiołowej dziewczynki i ciężko-poczciwego Niedźwiedzia, od razu gromkim śmiechem zwracamy uwagę na szereg żartów słownych w dialogach obojga głównych bohaterów, zabawę nietrafnymi skojarzeniami kudłatego zwierza, które wywołują szczery śmiech milusińskich i ich rodziców. Bowiem słowa w tekście Marty Guśniowskiej „wygłaszane” przez muppetowe lalki (jedyne – które ruszają ustami) są na pierwszym miejscu, zaraz po kapitalnych dowcipach sytuacyjnych i przezabawnych postaciach drugoplanowych: Zajączków (Anna Katarzyna Chudek i Krzysztof Grzęda), którym – w przeciwieństwie do rozwrzeszczanych w Słupsku – reżyser nadał charakter przezabawnie flegmatyczny. Nie wolno zapomnieć również o Babci i Dziadku (w tym samym wykonaniu – prędzej rosyjskiej babinki i dziadunia), którzy w finale „kładą pokotem” ze śmiechu głównie dorosłą publiczność. Jakimże sposobem – nie zdradzę, to trzeba przeżyć osobiście!

W spektaklu ważną rolę pełni także mobilna scenografia Olgi Ryl-Krystianowskiej, naszpikowana przydatnymi skrytkami i drewnianymi odkrytkami w domku Niedźwiedzia, ascetyczna i wszechrosyjska także w charakterze lasu – idealnie podkreśla ludowość tej inscenizacji. Również ambientowa muzyka Tomasza Giczewskiego, odwołująca się zarazem do tradycji bluesa, celnie ilustruje odgłosy przyrody, a nade wszystko przestrzeni potężnej rosyjskiej puszczy. Co prawda kontrastuje mocno z lekkim charakterem sztuki i spowalnia nieco rytm przedstawienia, ale ten zabieg pomaga nakierować małego widza również na inne niż tylko zabawne asocjacje. Niewykluczone, że tak kontrastująca przyjaźń małej dziewczynki, Maszy, z wielkim rosyjskim Niedźwiedziem uświadomi małym widzom, że pozorna opryskliwość kolegów i koleżanek w przedszkolu czy szkole może po prostu wynikać z samotności i braku przyjaciół. Michał Tramer w swej inscenizacji pochyla się tutaj z tkliwością nad często dramatycznym niezrozumieniem przez świat tych, którzy dla innych po prostu są „kudłaci”.

Niewielki obsadowo i zagrany na małej scenie spektakl będzie bez wątpienia hitem frekwencyjnym Teatru „Baj Pomorski” w Toruniu – przede wszystkim dzięki powrotowi lalek na pierwszy plan, gdyż w grę toruńskiego zespołu lalkowego od dawna nie można wątpić. Szkoda tylko, że w spektaklu nie zagrał Mariusz Wójtowicz…, ale mimo to lubimy w Toruniu takie niekłopotliwe naloty zdolnych inscenizatorów.


Fot. Jacek Melerski

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , , ,