Recenzje

Monologi życiowe

Zbigniew Korpolewski: Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu. Prószyński i S-ka, Warszawa 2019 – pisze Izabela Mikrut.

Ta książka powraca na rynek, chociaż zainteresowanie będzie wzbudzać przede wszystkim za sprawą bohaterki, czyli Hanki Bielickiej. Problem z satyrą jest taki, że kiedy zmienia się kontekst – czyli pozatekstowe warunki – spora część dowcipu się ulatnia. Problem z satyrą tak mocno nacechowaną przez wykonawcę oznacza również, że wiele tekstów nie wytrzyma próby papieru: w wersji drukowanej nie będą tak urzekać jak podczas wygłaszania na scenie. Nie ulega wątpliwości, że Hanka Bielicka zyskiwała wierne grono fanów przez temperament sceniczny, a nie przez rodzaj wprowadzanych żartów, o czym Zbigniew Korpolewski zdaje się nie pamiętać. Jednak jego publikacja ma sporą zaletę: pozwala na scharakteryzowanie artystki od strony współpracy z tekściarzem. I dlatego „Umarłam ze śmiechu” może co pewien czas powracać na księgarskie półki i trafiać do wielbicieli Hanki Bielickiej.

Korpolewski popełnia jeden błąd typowy dla pozostających w cieniu tekściarzy: wierzy w to, że bez wsparcia w postaci estradowej wyjadaczki, znaczy coś dla odbiorców. A skoro wierzy – postanawia przypomnieć o sobie i przytacza kolejne monologi pisane dla Bielickiej. Znacznie lepiej wypadłby, gdyby zrezygnował z takiej formy ozdabiania opowieści: nie są to perełki humoru, które chciałoby się ocalać, daleko im do mistrzowskich monologów. Owszem, nietrudno wyobrazić sobie (lub przypomnieć) teksty w ujęciu Hanki Bielickiej, ale to nie to samo. Śledzenie przebrzmiałych utworków to cena, jaką przychodzi zapłacić za szereg zakulisowych wiadomości o artystce. Bo „Umarłam ze śmiechu” to przede wszystkim tom wspomnieniowy, portret aktorki od strony dostawcy żartów. Zbigniew Korpolewski rezygnuje z tworzenia pełnej biografii, nie będzie zatem zanudzać odbiorców faktami obowiązkowymi: może pominąć to, co w życiorysie standardowe lub nieciekawe – przynajmniej w jego ocenie – i skupić się na anegdotach oraz żartach sytuacyjnych. Nakreśla odbiorcom kształt współpracy, pokazuje, jak reagowała aktorka na konkretne propozycje tekstów i jak podchodziła do uczenia się ich na pamięć (co miało wpływ na ich kształt oraz na ocenę widowni), rejestruje wzajemne docieranie się – w końcu żeby pisać dla kogoś, trzeba poznać jego wrażliwość i sposób akcentowania treści. Korpolewski chce wierzyć, że pracowały obie strony: przekonany jest, że Hanka Bielicka ulegała jego sugestiom. I tu przydają się przytaczane przez niego monologi – można zaobserwować ich ewolucję i wprowadzane przez autora zmiany w drobnych żartach.

Od czasu do czasu odnosi się Zbigniew Korpolewski do trybu życia artystki, do osób ją otaczających lub do wyzwań związanych z licznymi podróżami, pisze o tym, jak zachowywała się Hanka Bielicka poza estradą, co lubiła i co ją definiowało. Pozwala przyjrzeć się charakterystycznej postaci z dala od świateł reflektorów, sprawdzić, jak reagowała na konkretne reakcje publiczności i co z jej scenicznej kreacji przenikało do rzeczywistości. Pod tym względem „Umarłam ze śmiechu” to cenna pozycja: pozwala uzupełnić typowe biograficzne historie o dawkę wrażeń i informacji niedostępnych zwykłemu odbiorcy. I chociaż od śmierci Hanki Bielickiej mijają kolejne lata, tom się nie starzeje – z uwagi na specyficzną tematykę i realizację. Starzeją się jedynie same monologi, pozbawione wykonawczyni. Ale to da się przeżyć.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , ,