Recenzje

Nad morzem „fajnie” jest

O spektaklu “Kocham Bałtyk” Zośki Papużanki w reż. Agnieszki Przepiórskiej – zaprezentowanym w Klubie Komediowym w Warszawie – pisze Wiesław Kowalski.

Trzeba przyznać, że aktywność Agnieszki Przepiórskiej jest naprawdę imponująca. Wciąż w pamięci pozostają jej monodramy przygotowane z Piotrem Ratajczakiem i Piotrem Rowickim (można je zresztą od czasu do czasu zobaczyć na różnych scenach – „Tato nie wraca”, „I będą święta”, „Wojna to tylko kwiat”) i kabaretowe role kreowane w Pożarze w Burdelu (Dzika Agnes, HGW, Samotna Marka).

W Klubie Komediowym tym  razem aktorka, samodzielnie, postawiła na lżejszy repertuar i inaugurując działalność swojego Teatru Furioso (bez stałej siedziby) zaprezentowała one women comedy show – „Kocham Bałtyk” do tekstu Zośki Papużanki. Przepiórska i w tej konwencji czuje się jak ryba w wodzie, potrafi z humorem i umiejętnością improwizacyjnej swady przeprowadzić nas przez czas, jaki przychodzi jej spędzić z dziećmi na nadbałtyckiej plaży. Pobyt nad morzem, w oczekiwaniu na wciąż zajętego pracą męża, wykorzysta do przywołania również wspomnień z własnego dzieciństwa i młodości, co czyni z jej spotkania z publicznością udaną próbę ukazania naszego polskiego piekiełka, pełnego podziałów, nienawiści i nieumiejętności komunikowania się z drugim człowiekiem. Ciekawa jest jednak perspektywa, z jakiej bohaterka toczy swoją opowieść – nie ma tutaj mowy o jakiejkolwiek formie udręki, męczarni czy apatii lub beznadziei, choć życie rodzinne daje się bohaterce we znaki – wszystko, co słyszymy jest raczej efektem podwyższonej świadomości w ocenie tego, czego doświadcza i chęci zadbania wreszcie o własne ambicje, pragnienia i tęsknoty. Przepiórska umiejętnie balansuje w plażowym  monologu nastrojami, potrafi płynnie i z wyczuciem konwencji przechodzić od śmieszności do tego, co wybrzmiewać ma nieco romantycznie, sentymentalnie czy bardziej lirycznie. Stąd też jeśli nawet protagonistka nie radzi sobie z codziennością i wpada w ton wyrażający niezadowolenie czy rozżalenie, nie ma w tym jałowego biadolenia, a wszystkiemu towarzyszy chęć i potrzeba odbicia się od tego, co przyziemne, powierzchowne, banalne i zrutynizowane w poszukiwaniu czegoś głębszego i mogącego przynieść satysfakcję. Słuchając monodramu Przepiórskiej, choć wakacji nad polskim morzem od kilku lat już nie spędzam (wcześniej była to norma, w końcu żem „łebski chłopak”), miałem nieodparte wrażenie, że oglądamy coś na kształt Polski w pigułce, która wciąż tkwi w tym plażowym grajdole, podzielonym i wciąż eksponującym swoje pretensje do wszystkich i do wszystkiego. Nie trudno i mnie, z niemałym wstydem,  było wrócić do letnich eskapad nad morze, z nadopiekuńczymi i najczęściej przewrażliwionymi w takich sytuacjach rodzicami. Bohaterka nie chce już popełniać błędów swojej rodzicielki, tak jak mnie przestało bawić  rozkładanie parawanów, które i tak nie chronią nas przed wścibstwem i uciążliwością innych plażowiczów.

Papużanka w napisanym tekście, już w samym tytule kąśliwym, pełnymi garściami czerpie z doświadczeń młodych Polek – matek i żon, którym przychodzi walczyć z idiotyzmami naszej rzeczywistości, jej społecznymi stereotypami, a także rodzinnymi perturbacjami związanymi z wychowaniem dzieci i organizowaniem domowego ogniska. Przepiórska, wciąż blondynka – ale tym razem afro,  artykułuje jego słowa i treści ze swobodą i lekkością, nie stroni od podszytego ironią komentarza i humorystycznych point. Potrafi do tego nawiązać żywy kontakt, niekiedy dość zaskakujący, z publicznością. W końcu samotnej kobiecie z dwójką małych dzieci, podążającej na plażę z całym wakacyjnym oprzyrządowaniem, ktoś musi pomóc. Przygotowana przez Grupę Mixer scenografia, złożona z  typowo nadmorskich atrybutów, kiczowatych i raczej szmatławych, doskonale wpisuje się w narrację i pomaga aktorce wchodzić w pozawerbalne działania. Śmiesznych skojarzeń jest tutaj co nie miara, a wszystkie wykorzystują anomalia związane z nadmorskim relaksem, który dostarcza nie tylko słońca i wody, ale i wiele innych atrakcji – chociażby kulinarnych, sportowych czy pamiątkarskich.  Do tego Bałtyk… ileż on przynosi zabawnych skojarzeń, choćby z tym jak, kto i po co z niego korzysta… Ileż skrywa tajemnic, najczęściej bezwstydnych i bulwersujących. Jednak Papużanka nie poprzestaje na konstruowaniu tylko zabawnych sytuacji czy słownych śmieszności demaskujących naszą głupotę w odgradzaniu się od innych – cała ta bałtycka eskapada jest też podszyta sporą dawką nie pozbawionej goryczy refleksyjności, co ustawia spotkanie z Przepiórską na nieco wyższym, niż tylko rozrywkowym szczeblu. Choć wiadomo, że w samym gatunku chodzi o zabawę, śmiech i dobre samopoczucie.  To ostatnie zostaje jednak zakłócone, bo postawiona przez autorkę i wykonawczynię diagnoza społeczno-socjologiczna napawa jednak smutkiem i optymistyczna nie jest.   Dobrze zatem się stało, że  chociaż w finale mogliśmy wspólnie objawić wiarę w przyszłość i wewnętrzną harmonię.


Fot. Łukasz Konopa


Wiesław Kowalski – aktor, pedagog, krytyk teatralny. Współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Teatr”, z „Twoją Muzą” i „Presto”. Mieszka w Warszawie.

Komentarze
Udostepnij