Wywiady

„Nie samym festiwalem…”

Z Danae Papadopoulou, grecką choreografką, tancerką i aktorką od 4 lat tworząca we Francji, założycielką zespołu Compagnie Valitsa, rozmawia Maria Mickoś.

Maria Mickoś: Jak w ogóle dowiedziałaś się o możliwości pracy dla Festivalu d’Avignon i co cię skłoniło, by spróbować?

Danae Papadopoulou: Przede wszystkim jest to jeden z najważniejszych festiwali teatralnych, w którym ma się ochotę uczestniczyć, przeżyć go z bliska. O stanowiskach sezonowych dowiedziałam się od przyjaciółki. Przechodziłam wtedy dość ciężki okres, od dłuższego czasu szukałam pracy, a tu proszę trafiła się okazja pracy i do tego tylko na kilka miesięcy. To był dla mnie dodatkowy atut, zwłaszcza, że moja praca artystyczna wymaga ode mnie ciągłych zmian. Dziś działam w Grenoble, ale nie wiem, gdzie będę za rok. Nie chciałam angażować się na czas nieokreślony.

MM: Jasne, masz własne plany. Jeszcze do nich wrócimy, ale najpierw chciałam spytać o twój dzień w Avignon. Czym dokładnie się zajmowałaś?

DP: Pracowałam na kasie biletowej dla profesjonalistów, ale by dobrze zrozumieć, co robiłam, podzielę ten okres na dwa etapy – przed i w trakcie Festiwalu. Zaczęliśmy dokładnie 5 maja, czyli dwa miesiące przed rozpoczęciem Festiwalu. Najpierw przeszliśmy szkolenie dotyczące oprogramowania, którego używaliśmy. To było dosyć wymagające, tym bardziej, że już byliśmy w pracy, choć dopiero się uczyliśmy.

MM: Wyobrażam sobie ten stres. Z jednej strony mówisz sobie, że musisz wszystko ogarnąć, ale z drugiej dopiero zaczynasz.

DP: Tak, trzeba było szybko przyswajać wiedzę. Pierwszą misją, jaką dostaliśmy było zweryfikowanie maili i telefonów instytucji współpracujących z Festiwalem.

MM: Na przykład?

DP: To zależy, zazwyczaj teatry, centra tańca, sztuk dramatycznych, zarówno francuskie, jak i zagraniczne.

MM: I po co to?

DP: Po to, by potem wysłać dyrekcji formularze z programem Festiwalu. Każda instytucja miała do wykorzystania dwa miejsca na spektakl. Jeśli chodzi o Festiwal, takie rzeczy trzeba zaplanować z wyprzedzeniem, by w razie rezygnacji, zwolnić jeszcze miejsca. To bardzo ważne, zwłaszcza, że osoby przyjeżdżające są zazwyczaj odpowiedzialne również za repertuar w swoich teatrach, a tego typu impreza umożliwia zarówno artystom, jak i dyrekcji nawiązanie współpracy. No i do tego wszystkiego, trzeba było radzić sobie z oprogramowaniem.

MM: Więc raczej siedzieliście zamknięci w biurze?

DP: Mieliśmy i tak spory kontakt z widzami. Zajmowaliśmy się odpowiadaniem na maile i telefony, przyjmowaniem płatności.

MM: A podczas Festiwalu?

DP: Prawie wcale nie było nas w biurze. Trzeba było wpaść tam co jakiś czas, zobaczyć, czy nie ma jakiś pytań lub próśb na ostatnią chwilę, ale głównie byliśmy w terenie, na co składało się chociażby rozdawanie biletów i zaproszeń przed spektaklem. No i oczywiście zdarzały się takie sytuacje, że osoby, które nie miały miejsc lub zarezerwowały tylko jedno, nagle prosiły o dwa. Robiło się zamieszanie, ludzie się gromadzili, a ja i moi koledzy musieliśmy to jakoś rozwiązać. Czasami wystarczyło sprawdzić w głównej kasie, czy nie zaszła pomyłka i przede wszystkim zachować spokój, co się tyczy także widzów. Jesteśmy tylko ludźmi.

MM: Co ci to dało?

DP: Festival nauczył mnie mówić „nie” i stawiać limity. Reprezentowanie Festivalu d’Avignon to wielka presja i ogromna odpowiedzialność. Nie było szczególnego wsparcia emocjonalnego. Trzeba było umieć radzić sobie z nieprzyjemnymi sytuacjami, ale dzięki temu uwierzyłam w siebie i bardzo się rozwinęłam. No i mogłam wchodzić na spektakle.

MM: Miałaś także okazję pracować na Dimitria Festival w Salonikach. Jakie są różnice w organizacji tego typu eventów we Francji i w Grecji?

DP: Mówimy o zupełnie innym poziomie. Jean Vilar zakładając Festival d’Avignon miał na względzie pewną wizję, chciał otworzyć teatr na coś nowego i rzeczywiście do dziś przyciąga to publiczność z całego świata, artystów, dyrektorów teatrów, dziennikarzy, całą masę osób związanych z branżą, podczas gdy Dimitria pozostaje raczej lokalna. Co prawda zaprasza licznych zagranicznych artystów, ale publiczność w większości przypadków składa się z mieszkańców Salonik. Nie zapominajmy, że Grecja jest krajem rozwijającym się, dlatego też przeznaczane środki, a co za tym idzie – możliwości są dużo skromniejsze. Zresztą ja byłam tam jako wolontariuszka.

MM: W Polsce większość festiwali też nie płaci za pracę sezonową.

DP: Mimo wszystko bardzo się cieszę, że jest on organizowany, pozwolił mi odkryć niesamowitych artystów.

MM: Zostańmy jeszcze przy Grecji. Co się dzieje? Dlaczego artyści strajkują?

DP: Prezydent Ekaterini Sakellaropoulou próbuje wprowadzić dekret, który deprecjonuje dyplomy szkół artystycznych. Nawet jeśli skończyłeś uczelnię wyższą, twój dyplom ma być stawiany na równi z maturą lub świadectwem ukończenia technikum. To oczywiście zmienia wiele w kwestii pensji czy emerytury. Jestem tym naprawdę rozczarowana. Przecież teatr, jeśli chodzi o Europę, narodził się właśnie w Grecji, a jednak rząd całkowicie zaniedbuje kulturę i inwestuje w inne sektory.

MM: Oczywiście kultura nie jest najważniejsza, ale to właśnie ona umożliwia nam rozwój jako ludzkości.

DP: Mam nadzieję, że to się zmieni po wyborach. Chociaż, wiedząc, że Grecy wciąż głosują na ludzi odpowiedzialnych  za kryzys ekonomiczny w 2008…

MM: Bo się przyzwyczajamy. Akceptujemy sytuację, która nam nie odpowiada, ale z drugiej strony jest nam już dobrze znana i zapewnia względną stabilność.

DD: Aczkolwiek, za naprawdę przełomową uważam decyzję profesorów o dymisji. Obecnie zajęcia się nie odbywają, a trzeba pamiętać, że to są osoby pracujące w sektorze publicznym, więc naprawdę nie tak łatwo porzucić takie stanowisko.

MM: Chciałabyś zorganizować jakiś projekt artystyczny w Grecji?

DP: Bardzo. Marzę o tym, by pokazać w Grecji to, co robię, zbudować swego rodzaju most. Ponadto aktualnie pracuję nad projektem związanym z tradycjami Północnej Grecji, regionu, z którego pochodzę. Ale tak jak mówiłam, wsparcie finansowe we Francji i w Grecji jest zupełnie inne. Mój zespół został zresztą założony i działa we Francji, co jednak wcale nie musi wykluczać nawiązania pewnego dnia współpracy z Grecją.

MM: W takim razie trzymam kciuki.

Komentarze
Udostepnij