Recenzje

O kobiecie, której nie było

O spektaklu „Kobieta, która wpadła na drzwi ” w reż. Adama Sajnuka, w Teatrze WARSawy, pisze Agnieszka Górnicka.

Życiorys nie jednego z nas mógłby posłużyć za scenariusz monodramu, w którym, jak w kalejdoskopie, zmieniające się obrazy symbolizowałyby najważniejsze doświadczenia zebrane na przestrzeni lat. Sięgając pamięcią do wczesnego dzieciństwa widzimy zarys impresji i inicjacji, lata szkoły i dojrzewania, potem wchodzenie w dorosłość i rodzące się poczucie odpowiedzialności. Rozczarowania, odrzucenia i miłości, następnie życie – zdawać by się mogło w pełni świadome i przemyślane – należące do dorosłego człowieka. Co jeżeli w życiowym scenariuszu pojawią się momenty, o których nie chcemy pamiętać? Doświadczenia traumatyczne, okrutne i złe? Czy istnieje limit ciosów, które możemy otrzymać od losu? Co z  ciosami wymierzanymi przez drugiego człowieka?

Życie Pauli Spencer, bohaterki monodramu w reż. Adama Sajnuka, to ciągłe zderzanie się z brutalnym światem męskiej dominacji i siły, światem, w którym na każdym kroku trzeba walczyć o swoje miejsce. Wychowywana na ulicach Dublina, od najmłodszych lat uczyła się jak przetrwać, aby nie okazać się słabszą niż inni. I w języku bohaterki słabości nie widać. Paula jest pewna siebie, zadziorna, dowcipna, bezpośrednia. Mówi bardzo szybko, dynamicznie, jakby bała się, że nie starczy czasu na opowiedzenie całej historii i tego, co w niej najważniejsze. Matka czwórki dzieci, sprzątaczka, wdowa, alkoholiczka. Po scenie pokrytej soczystą, zieloną trawą porusza się w białych, weselnych szpilkach. Na górze różowy tank top i spodnie dresowe z lampasami.

Opowieść Pauli to przede wszystkim opowieść o zbuntowanej miłości. A może bardziej o fantazyjnym marzeniu, które miało się spełnić wraz z poznaniem przyszłego męża. Młodzieńcza namiętność, irlandzkie wesele z muzyką i pompą, założenie rodziny, wspólny dom. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie mąż, który wobec Pauli stosuje przemoc fizyczną i psychiczną. Wątek bycia w związku z przemocowym partnerem oraz mocno realistyczny, wręcz naturalistyczny sposób mówienia o swoich traumatycznych doświadczeniach przywodzi na myśl prozę Vedrany Rudan – chociażby „Miłość od ostatniego wejrzenia” zrealizowaną przez Iwonę Kempę w Teatrze Dramatycznym. W obu przypadkach o bezwzględności mężczyzn, zadających ból, mówi się w sposób szczery i bezwzględny, ale też momentami mocno ironiczny i dowcipny. Ten sam sposób rekonstruowania przeszłości bohaterek, które poprzez strumień świadomości wyrzucają z siebie te najpiękniejsze i najtrudniejsze wspomnienia, atakuje widza intensywnością doświadczeń. W obu przypadkach bohaterki zmagają się z poczuciem winy, charakterystycznym dla ofiar przemocy domowej, pomimo wiedzy i pewności o całkowitej winie partnera. O ile w prozie Rudan nie ma momentów na wytchnienie, o tyle pojawiają się one w spektaklu Sajnuka. Cała warstwa muzyczna spektaklu, aranżacje utworów Sinead O’Connor, brawurowo wykonywane przez Anetę Todorczuk, to oddech nie tylko dla odbiorców, ale i dla bohaterki. Muzyka uwalnia skrywane emocje, staje się sentymentalnym dopełnieniem opowieści o tytułowej „kobiecie, która wpadła na drzwi”.

Monodram w wykonaniu Todorczuk to mocne uderzenie w świadomość widza, balansujące na granicy brutalizmu i poezji, wewnętrznego krzyku i ciszy, która następuje zaraz po nim. Wchodzimy w świat Pauli już po pierwszych minutach jej opowieści, sympatyzujemy z nią i obdarzamy współczuciem, by zaraz oburzyć się w środku i zaprotestować. Sajnuk odnalazł klucz do opowiedzenia wstrząsającej historii Pauli – jest nim rytm spektaklu, oddający gonitwę myśli kobiety, która w pewnym momencie zadaje sobie pytanie, czy faktycznie istnieje? Na scenie widzimy kobietę z krwi i kości, której istnienia nie sposób podważyć. I to jest cel tej teatralnej terapii – pokazać, że Paula jest jedną z nas.


Fot. Rafał Meszka

Komentarze
Udostepnij