Recenzje

O konflikcie nie tylko między narodami

“AIDA” w reż. Wojciecha Kępczyńskiego w Teatrze Muzycznym ROMA w Warszawie – pisze Wioleta Rosłoniec.

Premiery Teatru Muzycznego ROMA wzbudzają wiele emocji i niemałe zainteresowanie widzów. Tytuły prosto z Broadwayu grane na deskach stołecznego teatru stanowią wycieczkę do innego świata… świata magii i musicalu.

Musical jest gatunkiem, który gości w teatrze od nieco ponad 100 lat. Przez wiek twórcy wypracowali metody na tworzenie przedsięwzięć przyciągających każdego wieczora setki, a nawet tysiące widzów. Fabuła bywa różna, ale nieodzownie za pewny przepis na sukces uznać można zakazaną lub niespełnioną miłość.  Dwie kobiety zakochane w jednym mężczyźnie, którego serce rozdarte jest między obie… i mamy hit!

„AIDA” w reż. Wojciecha Kępczyńskiego również oparta jest na tej złotej zasadzie.  Ponadczasowa historia miłosna opowiada o losach nubijskiej księżniczki Aidy (w tej roli Anastazja Simińska) i egipskiego kapitana Radamesa (Marcin Franc). Ale zacznijmy może od początku, gdyż spektakl przedstawia historię zamkniętą w klamrze kompozycyjnej.

Bohaterów po raz pierwszy spotykamy w muzeum, w którym jako turyści podziwiają historię starożytną. Egipska bogini swym śpiewem przenosi nas do opowieści o wojnie między Nubią a Egiptem oraz konfliktach wewnętrznych. Pośród Nubijek złapanych przez Egipcjan w niewolę znalazła się waleczna księżniczka, która swą odwagą intryguje kapitana. Nie zostaje zesłana do pracy w kopalni, lecz staje się prezentem z podróży dla księżniczki Amneris (Zofia Nowakowska).

Historia się dzieje. A dokładniej, zostaje znakomicie poprowadzona przez Anastazję Simińską, która niemal przez cały spektakl znajduje się na scenie. Przed aktorką stoi trudne wyzwanie, ale radzi sobie z nim znakomicie, nie gubiąc przy tym swej dziewczęcości. Do złotej trójki zaliczyć możemy również Marcina Franca, w którego rozdarcie wierzymy, zmieniamy się wraz z bohaterem i wraz z nim przeżywamy konflikty wewnętrzne oraz Zofię Nowakowską, która nareszcie ma okazję pokazać się w nowej odsłonie: kokieteryjnej, drapieżnej i władczej… zwłaszcza wokalnie.

„AIDA” to również zdolny zespół – wokalny i taneczny. Ich niesamowita energia napędza spektakl. Liczne sceny zbiorowe przyciągają uwagę choreografią i kostiumami. Dodatkowo budują poczucie wspólnoty, zwłaszcza wśród niewolników.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na scenografię, która wykorzystywana jest w spektaklu, oraz grę świateł. Prosta, lecz pokaźna liczba geometrycznych elementów i platform w połączeniu z ekranami led (które znamy od 2014 r., czyli premiery spektaklu „Mamma Mia”) przenosi do krainy piasku. Niestety, w niektórych scenach mamy wrażenie, że ledowa ściana świeci tylko po to, aby pozwolić ledom działać. Szkoda. Czy „AIDA” powtórzy sukces spektakli „Upiór w Operze”, „Les Miserables” bądź „Mamma Mia”? To się dopiero okaże…  jednakże już dziś bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że za kilka godzin na ul. Nowogrodzkiej 49 odbędzie się premiera spektaklu, który warto zobaczyć.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , ,