Wywiady

O przerwanych próbach, pracach Gildii, przyszłości… i psie

Z Wojciechem Farugą, reżyserem, rozmawia Wiesław Kowalski.

Pojawienie się koronawirusa i zagrożenie epidemiczne spowodowały, że musiałeś przerwać próby do premiery “Matki Joanny od Aniołów” wg opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza i na podstawie scenariusza filmowego Jerzego Kawalerowicza i Tadeusza Konwickiego, która miała się odbyć się 28 marca w Teatrze Narodowym. Od dawna na ten spektakl oczekiwano, tym bardziej, że po premierze Jana Klaty w Nowym Teatrze i Agnieszki Błońskiej w Powszechnym miała to być w Warszawie trzecia inscenizacja odwołująca się do opowiadania autora „Sławy i chwały”. Na jakim etapie byłeś w  próbach do spektaklu, kiedy musiano je odwołać?

Próby zostały przerwane niespełna dwa tygodnie przed premierą. Informacja przyszła w momencie, kiedy trwał montaż scenografii, który będziemy kończyć w maju. Biorąc pod uwagę okoliczności nie był to zły moment. Wszystkie sceny były uchwycone. Nasza praca została wstrzymana, kiedy byliśmy tuż przed “ostatnią prostą”, tym najintensywniejszym “wskokiem” w spektakl, kiedy wszystko zaczyna się dziać szybciej i intensywniej. Myślę, że gdyby to się stało tydzień później czy tydzień wcześniej bylibyśmy w znacznie gorszej sytuacji. A tak spektakl jest w hibernacji. Z niecierpliwością czekamy kiedy będzie możliwe “odmrożenie”.

Nad dramaturgią przedstawienia pracowałeś z Julią Holewińską, a w roli przeoryszy obsadziłeś Małgorzatę Kożuchowską, dla której miał to być powrót do Teatru Narodowego po kilku latach nieobecności. To chyba Twoja pierwsza współpraca z tymi artystkami w teatrze?

Wiele osób spotykam w tej pracy po raz pierwszy, całą obsadę. W gronie realizatorów tylko z Konradem Parolem pracowałem wcześniej. Cieszę się, że w końcu udało mi spotkać w pracy z Julią, bo odkąd jestem w zawodzie na to spotkanie się ciągle umawialiśmy, a doszło do niego dopiero w Teatrze Narodowym. Bardzo chcieliśmy razem robić spektakl w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, który był moim debiutem, ale wyszło tak, że zrobiłem go w końcu z Jarkiem Jakubowskim. A jak nam się pracuje razem? W momencie kiedy przerwaliśmy próby mieliśmy poczucie z Julią, że teraz czas na coś nowego. Zaczęliśmy myśleć o kolejnym spektaklu i teraz jesteśmy na etapie tworzenia konceptu. Roboczy tytuł to “Katyń. Teoria Barw”. Ma to być opowieść o Katyniu, ale widzianym przez pryzmat kolorów – oczywistym przewodnikiem będzie w niej Józef Czapski i jego teoria malarstwa. To jest temat, który chodził za nami od dawna, Jesteśmy niezwykle ciekawi, gdzie nas zaprowadzi.

Zawsze obsadzam intuicyjnie. Zdarzyło mi się obsadzić aktorkę po pięciu minutach rozmowy przy kawie, bo poczułem, że to właśnie jej szukam. Był to mało racjonalny wybór, ale – jak się później okazało – absolutnie trafiony. Znałem role teatralne Małgosi, nawet jeszcze te z Teatru Dramatycznego, ale nawet nie minęliśmy się wcześniej w pracy. Miałem poczucie, że to ona jest Joanną jakiej szukam, spotkaliśmy się porozmawialiśmy i zdecydowaliśmy, że spróbujemy tę Joannę powołać razem do życia. I to się dzieje, a ja po raz kolejny jestem zadowolony, że poszedłem za intuicją i nie dałem jej sobie wybić z głowy. Małgosia w pracy jest bardzo dociekliwa, gdy trzeba to drąży i nie da się zbić z tropu, ale zawsze w sprawie, a nie dla zasady. Zastanawiam się czy nie jest robotem. Często kończymy próbę, a ona mówi: ja jeszcze zostanę poćwiczyć. Krystian Łysoń, który jest autorem ruchu scenicznego w “Matce Joannie…” nie ułatwia jej zadania i nie daje taryfy ulgowej. Więc pracy jest dużo. W aktorstwie Małgosi bardzo cenię jej precyzję i błyskotliwość jej propozycji. Niezwykle cenię sobie nasze spotkanie i współpracę.

Powiedz jakie są perspektywy powrotu do prób nad tym spektaklem? Sądząc po tym jak powoli próbujemy powracać do normalności i otwierać się na  działalność różnych instytucji w nowych warunkach, podejrzewam, że odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa.

W tej chwili po prostu czekamy. Nie powiem nic nowego mówiąc, że sytuacja jest nieprzewidywalna i nie mamy tu sprawdzonych scenariuszy. W teatrze jest ogromna potrzeba i chęć powrotu do pracy, jednak wszystkim – i widzom i aktorom, a także całemu zespołowi teatru musi zostać zapewnione bezpieczeństwo. Teatr to skomplikowana instytucja i jego działalność ma wiele aspektów. Z Teoniki Rożynek cały czas rozmawiamy i pracujemy nad muzyką do spektaklu. Izolacja nie przerwała tego procesu. Mamy nadzieję wrócić w czerwcu do prób chóru i zamknąć kompozycję. W Teatrze “powracanie” zaczęło się od kończenia kostiumów i scenografii. Spektakl jest w takim kształcie, że nie potrzebujemy prób dwu czy trzyosobowych, więc czekamy, kiedy będą możliwe próby scen zbiorowych. Według mnie realne przewidywania mówią o powrocie do prób w sierpniu, ale to w każdej chwili może się zmienić. Mam nadzieję jednak, że zanim teatr wróci do grania spektakli z widownią znajdzie też inne przestrzenie dla swojej działalności. Nie tylko te związane z siecią.

W tej chwili dość mocno zaangażowany jesteś z ramienia Gildii Polskich Reżyserek i Reżyserów Teatralnych w uruchomienie rozmów z przedstawicielami władzy na temat sytuacji setek tysięcy pracowników branży kreatywnej i sektora kultury. Na jakim etapie są te działania i czy Pani Minister Jadwiga Emilewicz i Pan Minister Piotr Gliński są gotowi na podjęcie takich rozmów? Wszak większa część artystów, szczególnie tych nie posiadających etatów, została z dnia na dzień pozbawiona środków do życia.

Cały czas czekamy na odpowiedź wicepremier Emilewicz na nasz apel. Jednak nie przestajemy działać. Kilka dni temu Marta Miłoszewska wzięła udział  jako reprezentantka Gildii w pracach Zespołu Antykryzysowego przy MKiDN, gdzie prezentowała nasze postulaty. Jeden z nich dotyczył dostosowania przepisów Tarczy Antykryzysowej, regulujących przyznawanie tzw “postojowego” – tak by uwzględniały one charakter umowy o dzieło. Do tej pory było tu wiele niejasności i sprzecznych informacji. Pracujący na umowach o dzieło artyści nie byli w stanie “wpasować się” w przepisy. Uzyskaliśmy pisemne zapewnienie, że poprawki zostaną zgłoszone. A także, co ważne, Minister Gliński zadeklarował, że budzące kontrowersje zapomogi przyznawane w ramach Funduszu Promocji Kultury nie są jednorazowe, i że można ubiegać się o nie wielokrotnie. To drobne kroki, ale zmieniają sytuację ludzi kultury diametralnie.

Jako Gildia jesteśmy związkiem zawodowym reżyserów, ale staramy się apelować o poprawę sytuacji pracowników kultury. To jest bardzo ważne określenie, bo razem z nami pracują nasze ekipy realizatorów, ale także wszyscy inni pracownicy instytucji. Kryzys dotyka ich wszystkich. Kulturę tworzą ludzie i pomoc w sytuacji kryzysowej powinna być skierowana bezpośrednio do nich. Staramy się szukać rozwiązań, by to umożliwić. Namawiamy instytucje do przyznawania “stypendiów rozwojowych” pozwalających artystom wykorzystać ten czas zamrożenia twórczo, na rozwój, ale nie nakładających na nich obowiązku wytwarzania czegoś tylko po to, by uzyskać wsparcie finansowe. Cały czas mamy poczucie, że pomoc bardziej skierowana jest do instytucji niż do ludzi. Instytucje najprawdopodobniej ten kryzys przetrwają, dużo gorzej może być z twórcami, tymi zwalnianymi z etatów i tymi, którzy ich pozbawieni nie mają żadnego zabezpieczenia socjalnego.

Wszyscy zastanawiają się teraz jak teatr w sytuacji zagrożenia zakażenia koronawirusem powinien się zachować, co może zrobić, kiedy nagle został pozbawiony bezpośredniej relacji i kontaktu aktora z widzem? W sieci mnoży się od pokazów rejestracji różnych przedstawień, których jakość nie zawsze jest jednak zadowalająca. Jak patrzysz na to zjawisko, jak je oceniasz? No i jak do tego się mają prawa autorskie, co już zdaje się niepokoić co poniektórych twórców, których nie pyta się o zgodę?

Nie da się przenieść teatru do sieci. Ja – szczerze mówiąc – jestem bardzo sceptyczny, co do prezentacji rejestracji spektakli online. Tylko duże i bardzo bogate teatry mogą sobie pozwolić na profesjonalne rejestracje – takie, które dają odbiorcom możliwość “dostępu” do dzieła. Teatry o małych budżetach robią to “jedną kamerą”, albo możliwie jak najmniejszym kosztem. Efekt jest jeden – w ogromnej większości nie da się tego oglądać. Fatalna jest też sytuacja udostępniania tych nagrań nieodpłatnie i na podstawie zgód realizatorów. Teatry powinny teraz wspierać współpracujących z nimi artystów – polski teatr w ogromnej mierze tworzą freelancerzy, a im jest teraz najtrudniej. Wypłacenie twórcom nawet bardzo niskich opłat licencyjnych może znacząco zmienić ich sytuację materialną. Twórcy zgadzają się na te prezentacje, albo nie wiedząc, że mogą się ubiegać o opłaty licencyjne, albo nie chcąc sobie psuć relacji z teatrami i nie wyjść na roszczeniowych. Wydaje mi się, że inicjatywa tu powinna leżeć po stronie teatrów, które powinny opiekować się artystami.

Kolejne pytania, które najczęściej zadawane są dzisiaj twórcom teatru dotyczą tego, jak będzie on wyglądał po ustąpieniu pandemii? Czy bardzo się zmieni? Czy widzowie zechcą od razu do niego wrócić i czy będą chcieli rozmawiać o tym, co nas spotkało? Czy Ty sam myślisz już o tym z jakimi tekstami czy tematami chciałbyś wrócić do teatru, kiedy będzie mógł już funkcjonować?

Na pewno bardzo długo w teatrze będziemy wracać do równowagi. Jest ogromna ilość przerwanych procesów twórczych, odwołanych i przeniesionych premier. Szczególnie niepokojące są zapowiadane przez samorządy cięcia budżetów teatrów. Teatr prędzej czy później wróci do grania, jednak powrót do stanu gdzie artyści i dyrektorzy będą mogli swobodnie planować swoją pracę może trwać bardzo długo. W najgorszej sytuacji będą moim zdaniem debiutanci, młodzi i najbardziej radykalni artyści. To o nich musimy pamiętać, by nie przestały powstawać produkcje obarczone ryzykiem. To one decydują o randze i klasie polskiego teatru artystycznego. Ja sam nie uznaję siebie za twórcę szczególnie radykalnego czy ryzykownego, jednak cenię sobie pracę w spluralizowanej rzeczywistości. I obawiam się dominacji “bezpiecznych” produkcji. Docierają do mnie głosy, że po pandemii będzie czas na “coś wesołego”. Jak będzie? Przekonamy się, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że pewnie mocno to nas zaskoczy.

Na razie jestem na etapie pracy nad wcześniejszymi pomysłami, które miały być realizowane w sezonie 2020/2021. Razem z Magdą Fertacz mamy  zrobić spektakl o Irańskiej Rewolucji Islamskiej opowiadanej przez konwencję “Baśni tysiąca i jednej nocy” – Magda pisze tekst, ja reżyseruję – to ma być opowieść o momencie, kiedy w ciągu krótkiego czasu świat zmienił się zupełnie i to w kierunku, który był kilka miesięcy wcześniej zupełnie nie do wyobrażenia. Ludzie praktycznie obudzili się w nowej rzeczywistości. Sytuacja pandemii i izolacji zaczyna łączyć się z tym tematem w zupełnie zaskakujący sposób. To będzie dość ciekawe pracować nad Iranem w sytuacji, w której będziemy wychodzić z etapu pandemii i przyglądać się jak ona wpłynie na świat. Bo jeżeli czegoś możemy być pewnie dziś, to tego, że te zmiany będą dość znaczące. Wydaje się, że w starciu zachodu z dalekim wschodem, kraje bardziej autorytarne, gdzie ludzie dużo płynniej i łatwiej poddają się restrykcjom, radzą sobie szybciej i lepiej z epidemią niż kraje zachodnie, które przyzwyczajone są do swobód obywatelskich. W tej chwili nie wyobrażamy sobie tego, żeby każdy z nas był śledzony aplikacją, jednak czy nie będziemy gotowi zapłacić tej ceny, jeżeli będzie to jedyny sposób na powrót do naszego “dawnego” życia?

W ostatnich Didaskaliach Árpád Schilling w rozmowie z Pawłem Sztarbowskim zwraca uwagę na jeszcze jeden bardzo istotny problem: „A jak [publiczność] już wróci, to, czy widząc na scenie całujących się ludzi, ktoś nie wstanie i nie będzie krzyczał, żeby natychmiast przestać, bo to przecież zakazane. Teatr to miejsce, w którym prowokujemy ludzi, by wyszli ze swojej strefy komfortu, ale teraz wszyscy ludzie chcą utrzymać tę strefę komfortu, ochronić ją”.

W odpowiedzi opowiem o pierwszej scenie “Matki Joanny….”. Scena nosi roboczy tytuł “Pożar świata”. Ważne dla nas było, że ksiądz Suryn wjeżdżając do Ludynia wchodzi w rodzaj “zony”, anomalii, przestrzeni po kataklizmie, to co tu się wydarzyło i wydarzy jest zanegowaniem porządku świata jaki znamy. Chcieliśmy stworzyć przestrzeń po pożarze, z dużą ilością dymu, zarówno na widowni i na scenie, być może nawet wykorzystać dźwięk kasłania w warstwie muzycznej. Dziś takie rozwiązanie nie ma już kompletnie sensu, bo byłoby raczej znęcaniem się nad widownią niż naruszeniem sfery komfortu. Liczę na to, że znajdziemy sposób, by – przy zachowaniu bezpieczeństwa – móc wrócić na scenie do teatru jaki znamy. Nie wyobrażam sobie grania z zachowaniem dystansu i w maskach.

Jak teraz wygląda Twój dzień podczas kwarantanny? Co najbardziej zaprząta Twoją codzienność?

Aktualnie dzień rozpoczynam od sprawdzania wiadomości na naszej grupie roboczej Gildii, zastanawiając się, jak dużo mnie ominęło przez noc, i do której toczyła się dyskusja.  Później staram się biegać i wyznaczyć sobie czas na pracę i inne aktywności. Pracy jest dużo. Najwięcej czasu poświęcam Gildii, ale pracuje też nad nowymi projektami, o których mówiłem wcześniej. W maju miałem rozpoczynać w Writer’s House of Georgia performatywny projekt inspirowany “Biegunami” Olgi Tokarczuk, cały czas rozmawiamy kiedy i w jakiej formie uda nam się go zrealizować, mamy ciekawą koncepcję przekształcenia go w rodzaj gry komputerowej. Mimo to mam wielką nadzieję, że uda się to jednak zrobić offline. Póki co największym beneficjentem kwarantanny jest mój pies, który w końcu ma mnie w całości dla siebie i chyba ciągle jeszcze nie może zrozumieć, co się stało, że jest tak dobrze teraz. Jemu na pewno.



Autorem zdjęcia z prób do „Dekalogu” w Royal District Theatre Tbilisi jest Guram Chachanidze.

 

 

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , ,