Recenzje

Obserwacje

Iwona Żytkowiak: Epizody z życia mojej mamy. Szara Godzina, Katowice 2020 – pisze Izabela Mikrut.

Tak naprawdę bardzo rzadko chce się poznawać własnych rodziców jako zwykłych ludzi, którzy pasują lub nie pasują do swojego świata i czasów – ale szukają własnej drogi i decydują się w niektórych sprawach iść pod prąd. Tymczasem Ksawi trochę nie ma wyjścia: podgląda matkę, żeby lepiej ją zrozumieć i żeby dowiedzieć się, na czym naprawdę jej zależy. Czy na rodzeniu kolejnych dzieci (Ksawi ma sporo rodzeństwa), czy też na zachowaniu wewnętrznej wolności i niepodporządkowywaniu się społecznym nakazom i zakazom? Mama z książki Iwony Żytkowiak ciągle zaskakuje. Rezygnuje z konserwatywnego podejścia do homoseksualizmu, z kury domowej zamierza się przedzierzgnąć w kobietę sukcesu (lub odwrotnie, zależy, co akurat jest bardziej na topie, mama wybiera zawsze przeciwną drogę). Nie daje się łatwo zaklasyfikować – widać to już po tym, że kolejne wydarzenia zostają odnotowane jako epizody i każdy może weryfikować poprzednie wnioski. Mama żyje po swojemu, nie ogląda się na rodzinę. Nikomu nie pozwala wpływać na siebie, funkcjonuje natomiast wyłącznie w relacjach z innymi. To dla niej bardzo ważny aspekt codzienności – i Ksawi również to wychwytuje. Sam pozostaje nieco na uboczu, oddala się od rodziny, żeby móc oceniać postępowanie mamy.

Ale Iwona Żytkowiak prowadzi narrację nie z perspektywy chłopca a potem mężczyzny, który zyskuje dostęp do tajemnic rodzicielki, tylko z perspektywy wszechwiedzącego narratora. Wyposaża bohatera w wiadomości, jakich dziecko o swojej mamie nigdy by nie zdobyło. Ucieka też od psychologicznych niuansów i od objaśniania przyczyn różnorakich zachowań. Wszystko ma płynąć bezpośrednio z opisów, z samej narracji, bez większego wnikania w egzystencję bohaterki. Z drugiej strony – mama jest tu przedstawiana w scenach mocno osobistych. Iwona Żytkowiak nie szuka puent, które nadawałyby się na zamknięcie każdego epizodu. W ogóle konstrukcja książki pokazuje, że znacznie lepiej ta autorka czuje się w kreowaniu opisów i w niespiesznej prozie nawiązującej do literatury środka niż w tworzeniu jakiejkolwiek dynamiczniejszej akcji. Mama funkcjonuje właściwie poza czasem i przestrzenią – trudno tu o znaki czasu czy o podporządkowywanie się obyczajowym zmianom. Może to stanowić o trudności w zaakceptowaniu samej konstrukcji książki: trudno uwierzyć w kreację istoty i tak nieprzystającej do swoich czasów, jeśli w dodatku brakuje wyraźnych punktów zaczepienia dla owych czasów. Iwona Żytkowiak tak bardzo skupia się na samej osobowości matki – i na jej ucieczce od rzeczywistości – że nie próbuje już nawet uprawdopodobnić świata przedstawionego. Rezygnuje z tego, bo zyskuje w ten sposób oniryczność przestrzeni i podkreślenie niezwykłości otoczenia. Matka może wypaść bardziej barwnie.

Iwona Żytkowiak stawia na opowieść płynną i pozbawioną wielkich wstrząsów. Od czasu do czasu – i to wcale nie w klauzulach rozdziałów – trafia na jakiś element nietypowy dla codzienności bohaterki. Ale nie szuka takich specjalnie, raczej pozwala toczyć się narracji – i to czytelnikom ma wystarczyć.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,