Recenzje

Odwaga

Zoë Folbigg: Stacja miłość. W.A.B., Warszawa 2020 – pisze Izabela Mikrut.

Bardzo powoli rozwija się ta powieść i część czytelniczek straci w pewnym momencie nadzieję na to, że coś przełomowego się wydarzy. Zwłaszcza że do momentu opisanego w pierwszym zdaniu powieści autorka, Zoë Folbigg, dochodzi potem przez pół książki. Jest tu jednak bardzo infantylna bohaterka – i przez nią wszystko wydaje się bardziej skomplikowane, tak, żeby wystarczyło na podbijanie emocji.

„Stacja miłość” to historia oparta na faktach, jak przekonuje autorka – w posłowiu pokazując swoje doświadczenia. Jednak to dla odbiorczyń niezbyt wiele: trzeba by więcej dylematów, więcej przeżyć i więcej nieprzewidywalności, żeby naprawdę cieszyć się lekturą. A przecież bywa ciekawie – na przykład kiedy Folbigg wprowadza postać Neny, przyjaciółki Mai. Tyle że Nena też szybko wpada w związek idealny i znika z radarów autorki. Maya pracuje w branży modowej i sama nie jest przekonana co do wagi swojego zajęcia – mimo że wymaga ono wielkiej kreatywności i dostarcza satysfakcji. Wszystko psuje się w momencie, gdy kobieta nie otrzymuje spodziewanego awansu. Nowa szefowa próbuje po swojemu ustawiać zespół – i zaprzepaszcza dotychczasowe osiągnięcia. Maya staje się coraz bardziej sfrustrowana. Wprawdzie na kolegów dalej może liczyć, ale nie odczuwa już tej radości, którą miała wcześniej. Zaczyna przymierzać się do zmian. Okazją do przewartościowań staje się też spotkanie w pociągu. Maya dojeżdża do pracy i pewnego dnia w swoim przedziale zauważa przystojnego mężczyznę. Mężczyzna z Pociągu, jak go nazywa, staje się obiektem jej westchnień – niemal nastolatkowych. Dopingowana przez znajomych kobieta decyduje się na odważny krok – inicjuje kontakt.

Zoë Folbigg radzi sobie z dość statyczną fabułą przez rozwijanie wątków pobocznych. Miłość Mai do nieznajomego z pociągu nie ma większych szans na wstrząsy i zmiany – przynajmniej dopóki bohaterka jest zakompleksiona i nie próbuje walczyć o własne szczęście. Dlatego też autorka skupia się na jej innych zadaniach. Przedstawia gruntownie motyw mody i wyszukiwania pomysłów na nazwy ubrań, odnosi się do lekcji, których Maya udziela jako wolontariusz (to okazja do spotkania różnych ludzi i do zdobycia znacznie cenniejszej niż ta przekazywana wiedzy). Przenosi się też do życia innych postaci, niekoniecznie przez czytelniczki kojarzonych z tymi z orbity Mai dopiero w pewnym momencie powiąże ich wątki i sprawi, że niektóre decyzje staną się bardziej zrozumiałe lub pełniejsze. Autorka się nie spieszy – chce, żeby czytelniczki jak najdłużej wczuwały się w sytuację Mai i poznawały jej emocje, chce, żeby jej kibicowały w dość infantylnym uczuciu (bo mało która dorosła kobieta będzie twierdzić, że zakochała się w nieznajomym i cierpieć miesiącami, zanim odważy się dać mu sygnał, że jest nim zainteresowana).

„Stacja miłość” to powieść dla idealistek i tradycjonalistek, dla tych odbiorczyń, które lubią historie miłosne z rozbudowanym scenariuszem (ale niekoniecznie z rozłożystą osią w temacie samej miłości). Nawet jeśli kierunek akcji jest przewidywalny, autorka parę razy zmyli tropy i wprowadzi do opowieści dość ciekawe elementy.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,