Recenzje

Osińska wzrusza Cassidy

„Eva”, spektakl muzyczny w reżyserii Joanny Szczepkowskiej, Scena Kameralna Teatru Rampa w Warszawie – Wiesław Kowalski

Wszystko zaczęło się od zauroczenia Doroty Osińskiej zjawiskowym, niepowtarzalnym, wręcz  anielskim głosem i śpiewem  Evy Cassidy.  Jej interpretacja takich piosenek jak„Songbird”, “Autumn leaves”, “People Get Ready”, “Fields of Gold”  czy “Over the Rainbow” jest wyjątkowa, bo nacechowana indywidualną emocjonalnością amerykańskiej wokalistki.  Fascynacji Osińskiej trudno się dziwić, bo obydwie artystki posiadają wiele cech wspólnych – ich wykonawstwo budowane jest przede wszystkim na ogromnej dozie  delikatności, subtelności, skromności i nieprzeciętnej wrażliwości muzycznej. Do tego dochodzi jeszcze  bezkompromisowość wobec wymogów komercyjnego rynku  i wierność swojej estetyce, która nie pozwala na podporządkowywanie się tanim gustom i oczekiwaniom publiczności, a także nastawionym na komercję wytwórniom płytowym. Obserwując dotychczasową karierę aktorki Teatru Rampa, sięgnięcie po twórczość zmarłej w wieku 33 lat na raka pieśniarki, nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. Osińska swoim  projektem postanowiła zainteresować Joannę Szczepkowską, która podjęła wyzwanie, zajmując  się dramaturgią i reżyserią spektaklu.  Występuje w nim też jako Gwiazda muzyki pop lat osiemdziesiątych – swego rodzaju narratorka i komentatorka  – i to z jej perspektywy patrzymy na losy młodej dziewczyny, a także na jej walkę z chorobą.

„Eva”, przygotowana na Scenie Kameralnej Rampy, to przede wszystkim znakomity koncert, który równie dobrze by się wybronił bez jakichkolwiek podpórek dramaturgicznych, które ostatecznie okazują się dość wątłej jakości. Szczepkowska zaczęła nawet ciekawie, bo zabawnie wystylizowana i z dużą dawką ironii, ale dość szybko narracja spoczęła głównie na podawaniu faktów z życia Cassidy i kolejnych  etapów jej wokalnej kariery. Cóż więc pozostaje w pamięci? Na pewno cała paleta niezwykle pociągających klimatem  dźwięków, zrodzonych z pasji i poetycko-muzycznych fascynacji, a także towarzysząca wszystkim interpretacjom Osińskiej melancholia, liryzm i ciepło, które hipnotyzują i budzą nie raz podczas tego spotkania prawdziwe wzruszenie. I to trzeba docenić, bo o wzruszenie w teatrze chyba jednak coraz trudniej – ciągoty i próby rozliczania się z naszą rzeczywistością i z naszym losem mają najczęściej charakter czysto publicystyczny i przez to  bywają niekiedy mało zajmujące, puste i jałowe.

Myślę, że dramaturgiczne ambicje samej Szczepkowskiej były dużo większe, bo czuje się chęć wykreowania czegoś na kształt teatralnej ballady (o czym wspominała przed premierą sama reżyserka), ale pomimo podjętych prób aktorskiego uruchomienia grającej na żywo kapeli oraz budowania mini dialogów między dwiema artystkami, całość rozsypuje się jednak na dość luźno powiązane ze sobą epizody z biografii Cassidy (mało satysfakcjonujące koncerty w klubach, pubach i w garażach na przedmieściach Waszyngtonu, próby z zespołem „Easy Street”, nieudane rozmowy z producentami i wytwórniami, znajomość z Chuckiem Brownem), a perspektywa nadania  opowieści bardziej uniwersalnego charakteru dość szybko w trakcie trwania spektaklu się rozmywa. Rola Szczepkowskiej nie ma tutaj szans na jakikolwiek rozwój i tak naprawdę poza pierwszym monologiem, kiedy stawia w cudzysłów  status gwiazd kreowanych przez show-biznesowe machiny,  jest typowo zachowawcza i pozbawiona zaskoczeń. Czasami nawet można odnieść wrażenie, że aktorka nie bardzo wie, co ze sobą na scenie zrobić. Tym samym staje się jakby równie bezradna, co tytułowa bohaterka. Gdyby Szczepkowska całą rolę poprowadziła tak ekspansywnie jak swoje pierwsze entrée, być może zmieniłoby to jakość tego przedstawienia jako całości. O reżyserii też niewiele dobrego można powiedzieć, w zasadzie jest ona niemal niezauważalna – tak naprawdę sprowadza się do zmian planów rozgrywania sytuacji scenicznych. A tu też wszystko jest oczywiste i aż nadto przewidywalne.

I tak pozostaje dość prosta i mało skomplikowana  w napięciach i w rytmach, pozbawiona dramaturgicznego spoiwa  kameralna historia, która sprowadza się do prezentacji czternastu wyjątkowej urody utworów znakomicie zagranych i zaśpiewanych. I to jest jedyny i największy walor przedstawienia, w którym Osińska  jako Cassidy ucieka przed powszechnym uznaniem i sławą w krainę łagodności, słońca, piękna, poezji  i marzenia. I robi to zaiste przejmująco.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , ,