Recenzje

Ósmego dnia Bóg stworzył teatr (a ludzie wspólnotę?)

O spektaklu „Ach, jakże godnie żyli” w reż. Marcina Libera w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Alicja Cembrowska.

„Siódmego dnia Pan Bóg odpoczywał, a ósmego stworzył teatr”. I było to dobre. Co potwierdza najnowsza premiera w warszawskim Teatrze Powszechnym.

Dopiero po „Ach, jakże godnie żyli” Marcina Libera uświadomiłam sobie, jak brakowało mi w repertuarowych propozycjach spektaklu o teatrze. O tej nieziemskiej sile. O aktorach. O realizmie mieszającym się z iluzją i kreacją. Reżyser przypomina w sposób błyskotliwy, zabawny i energetyczny, że teatr to eksperyment, teren minowy, dyskusyjny, manifestacyjny, ale i wspólnotowy. Wykorzystuje archiwalne nagrania, „wskrzesza” Moliera, Grotowskiego i Ryszarda Cieślaka (świetny Andrzej Kłak!), który eksponuje chude, acz wysportowane ciało, zaciągając się co i rusz papierosem. Przecież wtedy nie były one szkodliwe…

Sam Liber kryje się natomiast za postacią małego chłopca, który dziecięcym, niewinnym, przepełnionym nieświadomością głosikiem snuje historię teatru kontrkulturowego, teatru-legendy, teatru, który pulsował rytmem wydarzeń społeczno-politycznych, ale też teatru współczesnego. Czyż w obliczu sztuki właściwie wszyscy nie jesteśmy dziećmi, których zadaniem jest wzbudzić w sobie na tyle dużo ciekawości, by podążać za artystami? W tym przypadku jest to doznanie o podwójnej mocy, bo Jacek Beler, Michał Czachor, Anna Ilczuk, Michał Jarmicki i Andrzej Kłak wcielają się w aktorów Teatru Ósmego Dnia, nieustannie zadając pytanie o swoją pracę, szukając jej źródeł, wracają do tego, co było. A było inaczej. Pytanie – jak bardzo?

– Od swoich prapoczątków, od antyku, teatr był miejscem budowania wspólnoty – katharsis – jednoczącej widza i aktora we wspólnym przeżyciu. Wspólnoty człowieczeństwa i wspólnoty polis. Jaką wspólnotę buduje teatr nowych nihilistów, komiwojażerów mentalnego terroryzmu? Simulacrum aktora (nicość) spotyka simalucrum (nicość) widza. Czy coś może wynikać z takiego spotkania? Czy to rozbite lustro – tradycji, języka może się kiedykolwiek stać lustrem odbijającym – wielkość i nędzę świata, grzech, tragedię, dramat i oczyszczenie człowieka? – pisała w głośnym paszkwilu z 2016 roku Elżbieta Morawiec, który to tekst przywołuje również Liber.

I właśnie ta wspomniana wspólnota zdaje się głównym tematem „Ach, jakże godnie żyli”  – spektakle „Ósemek”, ideały teatru politycznego, niegdyś offowego, dziś już rozgrzewającego sceny najbardziej znanych teatrów instytucjonalnych, praca z ciałem, a także docieranie przez aktora do głębi swojej psychiki, zdają się pretekstami do podbijania w widzu refleksji na temat tego, czym wspólnota jest i jak bardzo jest nam potrzebna.

– Chodzi o zdolność otwierania się na innych, tworzenie wspólnot duchowych, sztucznych „wspólnot”, nie wynikających z zasad plemiennych. Bardzo w to wierzę i myślę, że to jest zawsze potrzebne, ponieważ każdy artysta jest samotny – prędzej czy później zostanie sam wobec różnych wyborów – i potrzebuje ideowego wsparcia – mówiła Ewa Wójciak w 2012 roku podczas seminariów „Źródła i mediacje”.

To małe wspólnoty są ratunkiem w czasach kryzysów i podziałów społecznych. Właśnie one, grupy oparte na wyborze, silnych więziach i wyznawanych wartościach, stanowią wyspy wolności na morzu zniewolenia. Tylko czy potrafimy je budować i funkcjonować w nich obecnie?


Magda Hueckel

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , ,