Recenzje

Paderewski schodzi z cokołu

O spektaklu “Virtuoso” Matthew Hardy’ego w reż. Jerzego Jana Połońskiego w Teatrze Muzycznym w Poznaniu, zaprezentowanym gościnnie w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, pisze Wiesław Kowalski.

Teatr Muzyczny w Poznaniu podczas sierpniowej kanikuły zawitał do Warszawy, by w stołecznym Dramatycznym zaprezentować spektakl „Virtuoso”, będący udramatyzowaną wersją bogatej biografii Ignacego Jana Paderewskiego, kompozytora, pianisty, męża stanu i polityka. Życiorys sławnego w całym świecie artysty, wyniesionego na piedestał z racji zaangażowania w walkę o niepodległość naszego kraju, nie jest łatwym materiałem zarówno dla reżysera, jak i samego odtwórcy głównej roli. Paderewski był obywatelem świata, przebywał tak samo często w Polsce, co w innych krajach Europy i Ameryki. Matthew Hardy, autor libretta i muzyki, postanowił zawrzeć losy bohatera w kilkunastu dość luźnych sekwencjach, w których płynnie przemieszczamy się z Warszawy do Wiednia, czy z Paryża do Nowego Jorku. W ten sposób stajemy się świadkami najważniejszych momentów z życia protagonisty, dziejących się w różnych miejscach i w różnym czasie. Ten kalejdoskop czy może bardziej korowód wirujących obrazów spaja osoba samego Paderewskiego, który pojawia się najpierw w mało znaczących salach koncertowych jako pianista, następnie jako uczeń wybitnych  profesorów w Wiedniu, wreszcie przyjaciel Heleny Modrzejewskiej na salonach Paryża i Stanów Zjednoczonych.

Mariusz Napierała  zdecydował się na daleko idącą umowność w scenografii, co pomaga reżyserowi (Jerzy Jan Połoński) w płynnym przechodzeniu od jednej sceny do drugiej. Pojawiające się w przestrzeni elementy (np. krzesła czy ramy drzwi wprowadzające w pewnych momentach żartobliwy pastisz, cudzysłów czy symboliczność), z bardzo często wykorzystywanym fortepianem, sprzyjają dopełnianiu i dookreślaniu miejsc akcji, bez uciekania się do projektów czysto realistycznych. Niekiedy samo światło (Wiktor Kuźma) wystarcza, by zbudować nastrój kolejnej sceny, innym razem wystarczy do tego tylko ruch sceniczny, taniec czy dynamiczna choreografia zbiorowa, nad którymi pracowała z bardzo dobrym rezultatem Paulina Andrzejewska-Damięcka.

Autor libretta zdecydował się na chronologię wydarzeń, co pozwala na szybkie następowanie poszczególnych obrazów po sobie i ich różnicowanie, to efektowna fuzja biograficznej opowieści i rozrywkowej formy. Połoński zgrabnie buduje wszystkie sytuacje ansamblowe i łączniki dość rwanej akcji, wykorzystując cały zespół również do znacznego udziału w poszczególnych wydarzeniach z życia autora „Manru”. Dzięki temu przedstawienie ma wiele barw i odcieni, a sceny w drugiej części inscenizacji, zdecydowanie patriotycznej, posiadają dużą moc oddziaływania i siłę wzruszenia. Powiedzmy od razu, że to nie jest patriotyzm bogoojczyźniany, taki, jak widzą go nasi obecnie rządzący czy jaki próbują nam narzucić, ale wynikający z głębokiego odczuwania i przeżywania naszej historii, a nie z powierzchownego czerpania tylko z tych wątków, które są władzy na rękę i idą w zgodzie z ich własnym pojmowaniem umiłowania miejsca, w którym żyjemy. Zatem nie ma tu mowy o jakimkolwiek dydaktyzmie, jeśli już to mocno zespolonym ze sferą emocjonalną.

W Warszawie w roli Paderewskiego mogliśmy zobaczyć pierwszego dnia Janusza Krucińskiego, drugiego – Marcina Januszkiewicza. W roli Heleny Górskiej / Paderewskiej dwukrotnie wystąpiła Anna Lasota, podobnie jak Barbara Melzer jako Helena Modrzejewska. Ciekawym było patrzeć jak swoje role konstruowali obydwaj aktorzy. To dwa zupełnie różne, ale konsekwentnie prowadzone  wizerunki postaci, choć nie mają one specjalnego znaczenia dla wydźwięku czy przesłania samego spektaklu. Nie da się też tych propozycji wartościować, bo w każdej jest coś innego . Kruciński buduje swoją postać z większym dystansem, raczej chłodno i może bardziej majestatycznie, co nie znaczy, że pomnikowo czy bez żarliwości. Januszkiewicz szuka bardziej aktorsko, różnicuje zachowania, wprowadza charakterystyczne gesty, czasami – jak to u niego się zdarza – mogące uchodzić za nieco nonszalanckie, idzie w kierunku, który pomoże mu pokazać metamorfozy zachodzące w kompozytorze jako Polaku poszukującym wyjścia z trudnego położenia nękanej przez sąsiadów ojczyzny. Jednakże obydwie kreacje posiadają niezbędną w tej roli siłę przekonywania, szlachetność towarzyszy tu delikatności i bezwzględności (niekiedy i jej trzeba użyć, zarówno w salonie, jak i w negocjacjach politycznych), a elegancja i czar pozwalają zyskiwać kolejne adoratorki, przed którymi trudno się czasami opędzić. Poza tym obydwaj panowie znakomicie śpiewają, co prawda Januszkiewicz nie uniknął kilku charakterystycznych dla siebie melizmatów, a Kruciński sposobem krycia wysokich dźwięków, szczególnie w pierwszej części, nie pozwolił im wybrzmieć z całą mocą.  Wokalnie zachwyca przede wszystkim Anna Lasota w roli żony Paderewskiego, jest w tej roli ujmująca prostota połączona ze spontanicznością, a głos aktorki brzmi nad wyraz pewnie, przejmująco i szalenie prawdziwie.

Obydwa sierpniowe wieczory w warszawskim Dramatycznym, w towarzystwie poznańskich artystów, należy uznać za bardzo udane. „Virtuoso” to przedstawienie bez wątpienia bardzo rzetelnie przygotowane, bezpretensjonalne, zdyscyplinowane formalnie, wykonywane przez całą obsadę z ogromnym entuzjazmem i zaangażowaniem, żywiołowe, barwne, rozwibrowane i pełne zapału.

fot. Michał Kordula

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , ,