Recenzje

Płatonow nie boli albo rozterki wiejskiego nauczyciela

O spektaklu „Kilka scen z życia. Według Płatonowa” Antona Czechowa w reżyserii Anny Gryszkówny w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Anna Czajkowska.

Anton Pawłowicz Czechow – niezmiennie niejednoznaczny, genialny obserwator, pozornie bezstronny, z ostrym jak brzytwa humorem – w swym debiutanckim dramacie opowiada o człowieku pełnym sprzeczności, zniszczonym przez autodestrukcyjne poczynania, a także o postępującym upadku ducha ówczesnego społeczeństwa. Niespełna dwudziestoletni pisarz zadziwia dojrzałością w postrzeganiu świata i trafnym analizowaniu psychologicznych zawiłości ludzkich charakterów, o czym świadczy jego demaskatorska tragikomedia, w Polsce znana jako „Płatonow”. Na początku lat dwudziestych zeszłego stulecia w archiwach Towarzystwa Rosyjsko-Azowskiego znaleziono jedenaście związanych sznurkiem zeszytów, zawierających nieznaną dotąd sztukę sławnego pisarza. Pozbawiony tytułu rękopis nazwano „Sztuką bez tytułu”, opublikowano w 1923, a wystawiono dopiero w roku 1956. Młodziutki Czechow jako początkujący dramaturg nie poradził sobie z nagromadzonym, niejednorodnym materiałem, nie dokonał selekcji, a jego pięcioaktowy utwór wystawiony w całości trwałby wiele godzin. Reżyser, który decyduje się na adaptację „Sztuki bez tytułu”, dokonuje najczęściej skrótów, redukuje postaci i wątki, dzięki czemu każda z inscenizacji jest inna. W Teatrze Dramatycznym Anna Gryszkówna proponuje swoją wersję Czechowa, a jej „Kilka scen z życia. Według Płatonowa” różni się i od oryginału, i od adaptacji przygotowanych przez jej poprzedników.

Rosyjska prowincja u schyłku XIX wieku, bliżej nieokreślony majątek Anny Wojnicew. Przedstawiciele inteligencji spędzają tu sylwestrową noc. Ludzie gnuśni, trochę filozofujący, czasem świadomi własnej beznadziejnej wegetacji, a czasem nadto zadufani w sobie, by zrzucić maski i wyzwolić się z samooszukiwania. Czechow wprowadza nas w świat ironii i smutku, snując pozornie zwykłą opowieść o ludziach, którzy czują się niepotrzebni, rozczarowani, ponieważ nie potrafią przystosować się do nowej epoki i daremnie tęsknią za lepszym jutrem. Bohaterowie to kilku inteligentów, raczej pośledniego gatunku, takich jak lekarz Mikołaj Trylecki, wiecznie zajęty jedzeniem, piciem i romansami. Oprócz niego Sergiusz, dawniej pełen ideałów, teraz słaby, nadzwyczaj zadowolony z siebie nierób. I oczywiście „zepsuty Hamlet”, tytułowy Płatonow, wyjątkowo inteligentny, błyskotliwy, a przy tym cyniczny wiejski nauczyciel, uwielbiany przez kobiety. Nawet nie musi ich specjalnie uwodzić, same lgną do niego niczym oślepiane fałszywym światłem ćmy. Niespełniony życiowo i zawodowo dekadent wciąż nosi w sobie gorycz, która przejawia się w złośliwościach i ostrym dowcipie. Bezpardonowo atakuje otoczenie, obraża ludzi, uważając się za kogoś, kto ma prawo do oceny i krytykowania innych. Mimo to wszystkie wybryki uchodzą mu na sucho, a reszta towarzystwa darzy go niewytłumaczalnym  afektem. Kobiety, jak generałowa Anna Wojnicew czy uduchowiona Sonia, chcą mu poświęcić życie i każda wierzy, że tylko jej uda się ocalić Płatonowa, wyzwolić z pęt lenistwa i marazmu oraz przeżyć z nim szaleńczą miłość. Nie oprze się mu nawet upokarzana i nieco żałosna Maria Grekow. Niezmiennie ironizujący Płatonow nie zważa na uczucia przyjaciół i bliskich, burzy życie rodzinne swojej ufnej, dobrej żonie Saszy, a także Soni i Sergiuszowi. Wydaje się, że wynika to z pewnej sprzeczności tkwiącej w jego osobowości – szydzi ze swego życia, ale nie potrafi dokonać żadnej metamorfozy, by je zmienić.

Jaki jest ten „Płatonow” Anny Gryszkówny? Niestety, aż nadto uwspółcześniony, w konwencji kabaretowej albo melofarsowej. Spektakl pozbawiony dłużyzn i niedomkniętych sytuacji, mniej lub bardziej znaczących, mógłby oczywiście nabrać zwartości i spoistości. W tym przypadku rezygnacja z części postaci, okrojenie wieloaspektowego tekstu zubażają sens dramatu. Ucierpiała wewnętrzna logika utworu, przyczyny postępowania bohaterów stały się niejasne. Najbardziej brakuje mi Osipa (jednej z ciekawszych postaci w sztuce – przynajmniej moim zdaniem), wsiowego złodziejaszka i mrocznego bandyty z lasu, zabójcy, ale z sercem pełnym miłości, obdarzonego swoistą przenikliwością. Bohaterowie są skoncentrowani wyłącznie na sobie, a brak relacji międzyludzkich jest czytelny i ostro uwypuklony, jednak daleki od tego, co proponuje przenikliwy demaskator – Czechow. To samo można powiedzieć o psychologicznym uzasadnieniu samotności każdego z nich – ledwo zaznaczonym, dużo słabszym niż w dramacie rosyjskiego dramaturga.

Czas i miejsce akcji nie zostały określone – po prostu Sylwester (u celebrytów? a może nowobogackich pseudointeligentów?), mocno zakrapiany trunkami. Symbolem dobrej zabawy są baloniki, peruki, liczne butelki i kryształowe kieliszki. Frywolne panie i panowie zajmują się gierkami męsko-damskimi, beztroskim uwodzeniem i romansami. Od początku do końca wszystko jest jasne, nie ma żadnej tajemniczości, dwuznaczności. Szczęśliwie groteskowość i ironiczność inscenizacji, zgodna z zamysłem autora, broni spektakl przed romantycznym melodramatyzmem. Jednak za dużo w nim sztuczności, nieuzasadnionych rozbieranek i erotyzmu. Czechow zdziera maskę z ludzi małych i gnuśnych, skazanych na siebie i duszących się we własnym towarzystwie, straconych na własne życzenie. Mężczyźni są słabi i tchórzliwi – to typowi nieudacznicy, którzy szamoczą się obok samotnych kobiet. Bo kobiety są tu najważniejsze. Wiecznie same, w dodatku zarażone potrzebą miłości. Trochę znudzone rzeczywistością – przecież nigdy nie pracowały i nie bardzo wiedzą, co zrobić ze swoją inteligencją. Wszyscy bezradni wobec życia próbują nadać mu jakikolwiek sens. A raczej – już nie próbują. Przynajmniej w „Kilku scenach” granych w Teatrze Dramatycznym. Czechow kreśli karykaturę głupoty i samozadowolenia, demaskuje romantyczne uniesienia, pozory i pozy, wyśmiewa tępotę idącą w parze z lenistwem, pokazując różnorodność typów ludzkich. W spektaklu Gryszkówny trudno mówić o galerii postaci i osobowościach, skomplikowanych wewnętrznie bohaterach. Giną gdzieś zmagania inteligencji z dekadencją schyłku czasów. Gromadzące się na przyjęciu towarzystwo żyje sobie całkiem dobrze i wesoło, zapominając o problemach – może ich nie ma? O ratowaniu upadających majątków i długach nikt nie mówi. Egzystencjalne rozterki, szamotanina wewnętrzna wśród śmiechu i sylwestrowych igraszek na przyjęciu u nuworyszy nie mają racji bytu.

Odziana w elegancki kostiumik, który zamieni potem na mundurowy płaszcz, Agata Wątróbska w roli generałowej jest trochę nijaka – zbyt sztuczna, nieprawdziwa w swej grze. W pamięci mam znakomitą kreację Moniki Krzywkowskiej z Teatru Współczesnego. Jej Anna Wojnicew to piękna kobieta z klasą, ponętna, inteligentna i świadoma swych potrzeb. Aktorka doskonale pokazała stan ducha swojej bohaterki, jej emocje, ludzką ułomność i przejmujący tragizm. Anna Wojnicew, którą gra Wątróbska, nie odstaje wcale od prowincjonalnego towarzystwa i pośledniego gatunku inteligencji. Poprawna rola, ale nie na miarę bohaterki Czechowa. A przecież Agata Wątróbska to bardzo dobra aktorka i ze swoimi umiejętnościami nie musi niczego udawać. Czyżby zawinił sposób reżyserii?

Podobnie tytułowy Płatonow. Otar Saralidze gra nieznośnego dzieciaka, który nie zważając na konwenanse i formy, nie waha się prowokacyjnie powiedzieć towarzystwu, co o nim myśli. I wyraźnie wyczuwa, że ze studenckich marzeń i ambicji nie zostało nic. O tych wzniosłych ideałach i młodzieńczych marzeniach ledwo wspomniano, podobnie jak o ambitnych planach i długich dyskusjach z Sonią – idealistką pragnącą zmienić świat. Z tego powodu przeszłość Płatonowa pozostaje niejasna. Otar Saralidze gra momentami przejmująco, podkreśla zagubienie się i bolesny brak tożsamości Płatonowa. Zwłaszcza w drugiej części spektaklu, gdy bohater, pozbawiony siły woli do jakichkolwiek zmian, musi przegrać. Ale jest zbyt przewidywalny, a w jego kreacji brakuje dramatyzmu, nadającego wiarygodność postaci Miszy Płatonowa.

Agata Różycka całkiem dobrze radzi sobie z rolą łatwowiernej, głupiutkiej żony Płatonowa. Pod wpływem wydarzeń i poczynań męża, którego do końca bezgranicznie kocha, wesoła, dziecinna wciąż Sasza bardzo realistycznie zmienia się w zranioną kobietę, która traci grunt pod nogami. Agata Góral jako Maria Grekow, rozhisteryzowana, nadto egzaltowana prowincjonalna nauczycielka, idealnie wpisuje się w typ stworzonej przez Czechowa postaci. Panowie jednak przy paniach bledną i nikną. Czy taki był zamiar reżyserski?

Niewyszukana scenografia – salonowo-imprezowa, nieco kiczowata i błyszcząca – podkreśla współczesny rys spektaklu. Podobnie kostiumy, blask świec i modny obecnie piasek na scenie. Ale i tak najważniejsi są aktorzy, ich słowa, dialogi. W tym przypadku trudno mówić o uderzających, zapadających w pamięć rolach. Grają komedię, farsę czy raczej tragedię? Trudno powiedzieć. „Płatonow”, który aż kipi od elementów groteskowo-komediowych, to materiał dla reżysera wdzięczny, ale trudny. Proponowana przez Annę Gryszkównę adaptacja z pewnością spodoba się widzom, wzruszy i rozbawi. Będą też tacy (ja się do nich zaliczam), do których nie przemawia ten styl reżyserowania spektaklu, podobnie jak sposób prowadzenia aktora i eksponowania psychologicznych rysów postaci. Wraz z nimi czekam na inne, bliższe duchowi oryginału inscenizacje dramatów wielkiego rosyjskiego pisarza.

Czechow, choć wystawiany wielokrotnie w większych i mniejszych teatrach całego świata, w tym równie często na scenach Teatru Dramatycznego, jest wciąż świeży i nigdy się nie znudzi. Większość tekstów można interpretować wciąż na nowo, zwłaszcza „Płatonowa”, ponieważ młodzieńczy tekst Czechowa zawiera prawie wszystkie wątki, motywy, typy bohaterów, które odnajdujemy w jego późniejszych utworach oraz cechy twórczości, które jeszcze tak długo miały niszczyć spokój i samozadowolenie publiczności, jaskrawo pokazując wady i przywary współczesnych autorowi i – jak się okazuje – również przyszłych pokoleń.


Anna Czajkowska – pedagog, logopeda dyplomowany oraz trener terapii mowy. Absolwentka Pomagisterskiego Studium Logopedycznego Uniwersytetu Warszawskiego, a także Podyplomowych Studiów Polityki Wydawniczej Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z wydawnictwami edukacyjnymi (Nowa Era, Edgard) oraz portalem babyboom.pl, dziecisawazne.pl i e-literaci. Instruktor metody PILATES. Recenzje teatralne pisze od 2011 roku.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , ,