Recenzje

POD PODSZEWKĄ EWOLUCJI

“Chaos pierwszego poziomu” Mateusza Pakuły w reż. autora w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie – pisze Joanna Raba.

 „Tak, to będzie spektakl naukowy. Spektakl o ewolucji. Ale okazji do śmiechu bądź uronienia łzy ze wzruszenia na pewno nie zabraknie.” – tak między innymi Stary Teatr zapowiada Chaos pierwszego poziomu. Wydaje się, że większość z tych punktów reżyserowi Mateuszowi Pakule udało się spełnić, nie wiadomo tylko, czy oznacza to także stuprocentowy sukces.

Zgodnie z zapowiedziami mamy para-wykład na temat powstawania świata i jego rozwoju, w który wprowadza nas z offu Krystyna Czubówna głosem Jana Peszka. Istotnie, jest też dużo śmiechu, kiedy Julo i Majno (Juliusz Chrząstowski i Michał Majnicz) ubrani w komiczne, białe kombinezony służą za ilustracje tego naukowego wywodu, gimnastykując się w najróżniejszych scenkach jako pantofelki, bezkręgowce czy materiał DNA. Zapewniają nam tym samym karuzelę śmiechu, nie zawsze związaną z nauką –  jak choćby wtedy, kiedy zaczepiają widownie udając towarzyskie orangutany. Najwyraźniej wbrew założeniom spektaklu najwięcej aplauzu jednak zdobywa żart „pozanaukowy”.

Nie brak też zabawnych uszczypliwości pod adresem tych, którzy wierzą w dwudziestym pierwszym wieku, że ziemia jest płaska albo przytyków do braku edukacji seksualnej, na którą cierpi nasz kraj. A przecież powinniśmy chyba wiedzieć „w pierwszej kolejności no… ten… jak się robi… naszych milusińskich” – duka pełna uroku komórka jajowa (Małgorzata Zawadzka), przekonana, że trafiła na spektakl o owulacji, nie o ewolucji. Obrywa się też Friedrichowi Nietzschemu i Adamowi Mickiewiczowi za nienaukowe podejście do życia.

Obiecanych łez może nie ma, ale pewne ukłucie w sercu też się pojawia, kiedy terrorystka ekologiczna (Anna Paruszyńska) depcze po optymizmie Charlesa Darwina (Łukasz Szczepanowski), śpiewającego „I’ve got sunshine on a cloudy day (…)”, przypominając mu, że dwójka jego dzieci zmarła we wczesnym dzieciństwie.

Chaosowi pierwszego poziomu Pakuły trzeba przyznać również, że został świetnie zrobiony od strony wizualnej i muzycznej. Scenografia Justyny Elminowskiej przedstawiająca mikroświat biologii wypada zjawiskowo, szczególnie z dobrym oświetleniem (Paulina Góral – reżyseria światła) i rozbrajającymi swoją pomysłowością kostiumami Marty Śwoder-Masacz. Muzyka trzech puszystych gołębi – Antonis Skolias, Zuzanna Skolias i Mateusz Pakuła – również brzmi energetycznie i jeszcze przed podniesieniem kurtyny wprawia widownię w nastrój ożywienia i gadatliwości.

To wszystko razem mogłoby złożyć się na naprawdę wyjątkowy i nośny dla wielu treści spektakl, gdyby nie fakt, że w odróżnieniu od ewolucji, pomiędzy tymi elementami nie zachodzi równie rewolucyjna chemia.

Nadal zastanawiam się, czym ten barwny i rozrywkowy spektakl właściwie jest pod swoją atrakcyjną podszewką para-wykładu. Uszczypliwości pod adresem zabobonów i ignorowania nauki nie są wystarczające, aby odczytywać w nich jakąś szerszą ideę. Czy dyskusje o duszy, której zrozpaczona dinozaurzyca (Małgorzata Gałkowska) nie posiada według Darwina, mają nas przekonać, że warto bardziej poświęcić się naukowym faktom niż eschatologii, czy tylko zaznaczyć istnienie obu? Czy monolog niezadowolonego gryzonia (Szymon Czacki) na temat długofalowej szkodliwości romantyzmu to tylko jego stand up-owy występ pełen zgryźliwości, czy faktyczne stanowisko artystów, którzy chcą abyśmy tę kwestię potraktowali jak najpoważniej?

Widowni, która bawiła się świetnie na trzecim od premiery pokazie, najwyraźniej wystarczyła dobra zabawa. I mimo że spektakl sprawiał wrażenie w pewnych kwestiach niedookreślonego, potrafił zaoferować taką dawkę rozrywki, za którą widzowie nagrodzili artystów bez chwili wahania owacjami na stojąco.


Joanna Raba – studentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , , , , , , , ,