Recenzje

Pódźze zobac, co snadnie w dusy gra na dnie

O spektaklu „DO DNA” w reż. Ewy Kaim w AST pisze Karolina Michałowska.

Ostatniego stycznia roku pańskiego 2019 na scenie krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych muzyczny spektakl w wiejskim klimacie grany jest może po raz ostatni. Dwa lata po premierze, moc nagród i zachwytów recenzji później, show nabiera jeszcze większej mocy wraz z dojrzewającymi aktorami. Dobra nowina dla tych, którzy nie zdążyli go obejrzeć – współczesne aranżacje pieśni regionalnych pozostają w sprzedaży w postaci płyty CD. A usłyszeć to każdy powinien.

Do zakochania jeden krok, pląs czy akord

Trzy Kasie i dwóch Jasiów odśpiewują i odtańcowują na scenie archetypiczny obraz. Kobieta i mężczyzna, a pomiędzy nimi zaloty, miłość, namiętność, małżeństwo, zdrada, przywiązanie. Kobietą i mężczyzną będzie również matka i syn, pomiędzy którymi staje wojna. Jest też przyjaźń, jest praca, pieniądz, jest śmierć. Jest esencja życia zebrana w postaci wyboru pieśni nie tylko kurpiowskich, ułożona przez Kaim i Szturca tak, aby umiejętnie pokazać talenty młodych przodowników sceny.

Polska wieś idzie w tango z Nowym Orleanem

„Cepelia” jest, ale we współczesnej odsłonie. Aranżacje muzyczne melodii ze zbiorów Oskara Kolberga i ks. Władysława Skierkowskiego oraz Henryka Gadomskiego w wykonaniu Suleja Rudnickiego to zgrabne połączenie z innymi nurtami, które, jak kuchnia czy muzyka w Nowym Orleanie, wymieszały się w spójny nowy folklor. Jest w punkt. Na środku utrzymanej w drewnianych kolorach scenie stoi miedziana stodoła. Rzucane na nią wizualizacje aż proszą się o skonstatowanie, że jesteśmy na łonie natury, a z łona tego na początku wyczołgują się bohaterowie. Chłop w szczerym polu chodzi bez koszuli, a na kwiecistych bluzach sportowej marki wiszą korale. Jest lekko i daleko od kiczu.

Sala pęka w szwach, a owacje są na stojąco – nie bez powodu. Ekipa nie tylko gra, śpiewa i tańczy, ale również muzykuje na instrumentach typowych dla muzyki wiejskiej, takich jak fujarka, bębny czy skrzypce, ale również na mniej spodziewanych. Pojawia się tank drum, cajón, rainstick, djembe, darbuka czy akordeon i dopiero tutaj wspomnę, że oprócz aktorów przygrywa Rudnicki na melodyce, fortepianie, wiolonczeli. Biały śpiew niesie się po sali, przenosząc drżenie dźwięków na ciarki widzów. Performerzy pokazują, co potrafią, a wychodzi z tego Sztuka przez duże SZ.

Co po nas pozostało

Dwa lata to dość długo jak na czas życia spektaklu studenckiego. Dwa lata to przepaść pomiędzy uczniami akademii a dojrzałymi aktorami, którymi się stali. Szczepanowski zmężniał, Marczewski się „rozamancił”, Kowalska z Guzek wypiękniały, a Kościelniak spoważniała. Wszystkie głosy stały się mocniejsze, z silniejszym temperamentem o doskonalszej technice. Ich otwarte gesty na scenie teraz są najbardziej adekwatne, mówiąc z dumą: to ja. Zero wstydu – absolutny luz. Opuszczając mury szkoły, opuściło ich drżenie niepewności. Puścić też mogą widzowie. Puścić spięte mięśnie, puścić umysł w dal, puścić się w głąb korzeni.

Jak pisze Rafał Kołsut, „dzięki procesowi luzowania emocji, ćwiczeniu zdolności «puszczenia», udaje się dotrzeć do stanu pierwotnego, odnaleźć macierzysty spokój i wtopić się w przedwieczną harmonię”. Pieśń towarzyszyła ludziom w wielu okazjach, będąc nośnikiem wiedzy czy rytuałem, społecznym lub magicznym. To dziedzictwo kulturowe ma w sobie budującą moc. „Chcemy poprzez śpiew dowiedzieć się, czy możliwa jest jeszcze podróż do głęboko ukrytego archaicznego świata” – mówi Włodzimierz Szturc. Widz finalnie przekonuje się, jaką dumę niesie wspólnota budowana przodkami, jak rozczula uroczość regionalizmów, jak ponosi melodyczność z przytupem i jak koi prostota pierwotnych tematów, które nie mają fabularnego początku czy końca.

Melodia duszy słowiańskiej

Z zakurzonego śpiewnika wykopano energię, która rozbudza resztki folkloru na dnie duszy. Muzyka mówi więcej niż słowa, a cisza gra tam doskonale. Talenty zostały odkryte w bogactwie narodowym. Wokalnie i ruchowo jest sielanka, umacniająca intensywność przeżycia pierwotnego uczucia ekstazy w zatraceniu rzeczywistości przez wiarygodność na scenie. Oto spektakl muzyczny, w którym zakocha się każdy, oto aktorzy, których nazwiska warto zapamiętać.


Fot. Bartek Cieniawa


Karolina Michałowska – krakuska, redaktorka, korektorka, autorka, teatroholiczka i kociara.

 

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , ,