Recenzje

Pożegnania

Don Kulick: Śmierć w lesie deszczowym. Ostatnie spotkanie z językiem i kulturą. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020 – pisze Izabela Mikrut.

Ten autor wcale nie dramatyzuje. Nie nawołuje do ocalania języków ginących, nie oskarża, nie narzeka na cywilizację, która wdziera się nawet do wiosek w głębi dżungli i każe tubylcom mówić łamanym angielskim (czy jego przedziwnymi wynaturzonymi odmianami) oraz porzucać zwyczaje przekazywane wcześniej z pokolenia na pokolenie. Wie, że jest świadkiem czegoś, czego nie da się zatrzymać – więc próbuje po prostu utrwalić moment (czy też raczej – całe miesiące pobytu w środku lasu deszczowego). Żeby poznać ginący język, musi też dowiedzieć się, jak funkcjonuje społeczność, zrozumieć ludzi i ich priorytety. A żeby tego dokonać, nie da rady siedzieć w zacisznej bibliotece tysiące kilometrów dalej, musi uczestniczyć w życiu wioski. I o tym właśnie jest „Śmierć w lesie deszczowym”, jedna z lepszych publikacji antropologiczno-podróżniczych wydanych w ostatnich latach.

Don Kulick wiedzie życie badacza, który uzyskał wstęp do miejsca nieodwiedzanego przez turystów i niemal niedostrzeganego przez białych ludzi. Przez mieszkańców Gapunu traktowany jako „nieżyjący”, przygarnięty i ugoszczony jak najbardziej naturalnie, może snuć się po wiosce, zadawać pytania dotyczące języka (ma nawet swojego opiekuna, jednego ze starców, który przyjmuje rolę nauczyciela). Może ostrzegać mieszkańców przed oszustami (i tak nie posłuchają), albo wymyślać, jak odwdzięczyć się za oddawane mu przysługi (wrażenie robi zwłaszcza dziennik „wymian”: informacji, co dostał od ludzi z wioski, a co im wręczył). Rzadko zajmuje się samym językiem, wie, że to niespecjalnie przyciągnęłoby szerokie grono odbiorców – a na takim mu zależy. Za to przedstawia swój warsztat, warunki pracy i metody działania. Tylko czasami sięga do filologicznych wątpliwości, kiedy wiążą się one z ciekawymi doświadczeniami. Tak jest w przypadku szukania określenia na tęczę albo – przy zbieraniu opowieści w tayapskim. Wychodzi na jaw, że język, którego nikt już na co dzień nie używa – i którym mówi ostatnie kilkadziesiąt ludzi – istnieje w świadomości młodego pokolenia. Mimo że nie rozmawia się w nim, autor odkrywa, że nie został całkiem zapomniany. Ale też Don Kulick jest świadomy tego, że obserwuje początek końca: tayapski zniknąć musi, rolą badacza jest zrozumienie tego procesu. Dla czytelników bardzo ciekawym wątkiem stanie się… zestaw listów miłosnych, którymi w Gapunie podbija się serca wybranek. A to nie koniec motywów intrygujących.

Chociaż wygląda to jak bajka, w pewnym momencie robi się bardzo groźnie i Don Kulick tłumaczy, dlaczego musiał zmienić swoje plany dotyczące pobytu w Gapunie. „Śmierć w lesie deszczowym” zyskuje dzięki temu prawdziwie sensacyjną oprawę – i staje się jeszcze bardziej atrakcyjną dla odbiorców pozycją. Autor angażuje odbiorców w codzienność wioski w głębi dżungli w Papui-Nowej Gwinei, zwracając uwagę na ogólne mechanizmy dotyczące niszczenia lokalnych kultur i tradycji. Jego rzetelna opowieść robi wrażenie – nie tylko ze względu na badania antropologiczne, ale i sam sposób prowadzenia narracji, z wyczuleniem nawet na przypadkowych czytelników. Potrafi wciągnąć w tę historię i nakłonić do refleksji nad nietrwałością dokonań całych pokoleń.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,