Recenzje

Prawda o ludziach

Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1991-1992. Nasza Księgarnia 2019 – isze Izabela Mikrut.

„Fistaszki” bawią nieodmiennie i tak samo nastrajają refleksyjnie, chociaż Charles M. Schulz odrobinę – niepostrzeżenie dla stałych fanów – zmienia kształt stripów. W latach 1991 i 1992, czyli w tomie najnowszym, do którego wstęp napisała Sylwia Chutnik, pojawiają się na przykład weekendowe wielkoformatowe rysunki, pojedyncze, opatrzone komentarzem od nieobecnego narratora. Filmowe kadrowanie oznacza, że czytelnicy będą mieli mniej do obserwowania, ale i tak docenić mogą kunszt poetycki – bo właśnie w takich pozornie obiektywnych opowieściach ujawnia się liryczna natura autora. Zmiany obejmują również stripy z gazet codziennych – pojedyncze paski. Tu znika obowiązkowy do niedawna podział na cztery kwadraty – nie ma takiej regularności w powtarzaniu formy. Nawet, co do tej pory było niespotykane, zdarza się autorowi wymyślić jednokadrowy – panoramiczny rysunek, na którym występuje większa liczba bohaterów. Ale i tutaj pozostaje wyczulony na puenty, zapewnia odbiorcom wielką przygodę w świecie najmłodszych.

Króluje – oczywiście – Snoopy. Raz jest asem lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej, raz zapija smutki korzennym piwem (kuchnia Marcie świetnie nadaje się do tego celu). Pisze swoje powieści, nie zrażając się głosami krytyki ze strony przypadkowych przechodniów albo wydawców. Poluje na kocyk Linusa. Nieco rzadziej Snoopy zajmuje się grupą ptaków z Woodstockiem na czele, za to akcja przenosi się często do Spike’a. Ten spędza czas na pustyni, a za towarzyszy ma tylko kaktusy. Łatwo zatem zrozumieć jego nieco melancholijny nastrój. Lucy prowadzi swój kącik porad psychiatrycznych, podrywa Schroedera albo zrzędzi. Baseballu jest niewiele, ale stałe motywy powracają: w tym kwestia kopania przez Charliego piłki, którą trzyma Lucy. Jedno jest pewne: z Schulzem nie da się nudzić, nawet jeśli stara się zmieniać dynamikę opowieści (albo zmienia ją rzeczywistość i czas).

W „Fistaszkach zebranych” nie ma odwołań do tego, co zewnętrzne – chyba że chodzi o ulubionego sportowca. Nie dociera do tej przestrzeni nawet nic ze świata dorosłych – Charlie i spółka mogą ewentualnie wprowadzać zapośredniczone komentarze: kiedy cytują rodziców albo nauczycieli, kiedy odpowiadają na niesłyszalne w kadrze pytania lub kiedy sami odwołują się do obcej sobie na razie rzeczywistości. Szkoła staje się dla bohaterów poligonem, zestawem doświadczeń równie zabawnych co frustrujących. Dorosłym czytelnikom pozwala się oderwać od trudów codzienności – i docenić własną egzystencję. Fistaszki zresztą umożliwiają bezbolesne przechodzenie od realizmu do baśni – bardzo szybko. Schulz udowadnia odbiorcom, że da się błyskawicznie wstrzelić w kontekst, bez podpowiadania czy długich wyjaśnień. Wprawdzie stali fani cyklu wiedzą doskonale, co oznaczają kolejne przejścia między tematami, nawiązania do rozbudowywanych ciągle serii – a jednak nawet ci, którzy wcześniej z Fistaszkami nie mieli do czynienia (jeśli tacy się gdzieś uchowali), od razu zorientują się w pomysłach autora. Schulz nakreśla sytuacje precyzyjnie i bez zbędnych elementów, czy to w rysunkach, czy w wypowiedziach. Potrafi przedstawić żart bez słów – w którym abstrakcja zastępuje dowcip sytuacyjny, potrafi również uprawiać gry słowne, co z kolei świetnie eksponuje Michał Rusinek w przekładzie.

„Fistaszki” to lektura dla wszystkich, którzy cenią sobie żarty myślące.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,