Recenzje

Prawdziwa baśń działa i krwiożerczości się nie boi

O spektaklu „Król zwierząt” Krzysztofa Szekalskiego w reżyserii Karoliny Porcari w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Anna Czajkowska.

Włoski pisarz i eseista Italo Calvino w latach 50. XX wieku z wielką pieczołowitością przygotował obszerne, kilkutomowe dzieło pod tytułem „Baśnie włoskie: Zaczerpnięte z przekazów tradycji ludowej i opowiedziane na nowo”. Starannie spisane, usystematyzowane, tłumaczone z dialektów różnych stron Italii są w jego ujęciu niezwykle kunsztowne, a inwencją i zasobnością mogą spokojnie konkurować z opowieściami braci Grimm. Ten barwny, szalenie zróżnicowany zbiór, pełen fantastycznych pomysłów i alegorycznych postaci stał się inspiracją dla Karoliny Porcari, która doceniła ich ludowość, podkreślaną od dawna przez badaczy folkloru. W swym autorskim przedstawieniu uwypukla zwięzłość opisu przy jednoczesnym bogactwie tematyki. Z wdziękiem, ale i drapieżnością oddaje w nim styl autora – z jednej strony lekki, a z drugiej przerażający, rodem z horroru, gdzie trudno mówić o poczuciu bezpieczeństwa czy sielance dzieciństwa. Nawiązujący do poetyki snu spektakl przeznaczony jest dla starszych dzieci, właściwie młodzieży od dwunastego roku życia, ale dorośli tez znajdą w nim sporo okazji do refleksji i przemyśleń.

Świat ludzki i zwierzęcy w baśniach Calvina („Król zwierząt”, „Trzy psy”, „Wąż” i „Papuga”) nie różni się tak bardzo. Wykorzystując te opowieści w scenariuszu Krzysztof Szekalski stawia na symbolizm, alegoryczność i… uczucia. Któż z nas nie zna historii o marzycielach, błędnych wędrowcach, którzy są „inni”, czują się odtrącani przez otoczenie i nie potrafią odnaleźć swego miejsca w świecie? Bliscy i obcy wielokrotnie postrzegają ich jako ekscentryków czy nieprzystosowanych dziwaków. Jedną z nich, spadkobierczynią Don Kichota i jemu podobnych, jest młodziutka Stellina. Uciekając od opresyjnego świata, dziewczyna wyrusza w podróż. Wędrując spotyka trzy postaci: Węża, Małpę i Sukę. Zwierzęta-niezwierzęta obdarzone są mocą i na wszelkie sposoby starają się pokazać Stellinie, że „magiczne” zdolności nie są czymś wyjątkowym – każdy je posiada, ale nie każdy potrafi w sobie dostrzec. Stellina musi wykazać się odwagą, by pokonać krwiożerczego Króla zwierząt i trójka pozostałych bohaterów raczy ją historyjką oraz zdradza tajemnicę, by pomóc dziewczynie w trudnej walce z podstępnym przeciwnikiem. Tego samego oczekują od niej – choć kilku słów o skrywanej tajemnicy. Jaki będzie finał tej magicznej opowieści? Czy trzeba być czarodziejem, by pokonać lęk i strach? W głębi ciemnych emocji, w lęku, wstydzie docenić własną wartość? Odnaleźć odwagę, dzięki której można pomagać innym, szanując ich indywidualność i „odmienność”. 

Autor scenariusza buduje piękną opowieść o dojrzewaniu do odpowiedzialności, o trudnej empatii, poświęceniu dla innych oraz o oswajaniu „inności”. Niezależnie od naszych deklaracji, wcale niełatwo zaakceptować dziwność, odmienność (może raczej  – indywidualność). A przecież między innymi dzięki niej dostrzegamy piękno i potrzebną, bardzo ciekawą różnorodność naszego świata. Twórcy adaptacji baśni Calvina starali się stworzyć przedstawienie, które bez nudnego moralizowania, za to z odrobiną komizmu i groteski (zawsze mile widzianych przez młodzież) porusza trudny temat poszukiwania własnej tożsamości, mówi o odwadze bycia sobą, niezależnie od tego, do czego namawiają nas inni. Przekonują, że nie należy bać się popełniania błędów, pozwolić sobie na nie, o czym nie powinny zapominać młode dziewczyny i chłopcy wkraczający w dorosłość.

„Król zwierząt” to również przygoda ze zmysłami; interesująca, wymagająca koncentracji, przy tym nienużąca – dzięki falującej dynamice oraz umiejętnemu stopniowaniu napięcia. Niecodzienny humor zawarty w pomysłach reżysera i tekstach dialogów dodaje scenicznej baśni ostrzejszego smaczku. Karolina Porcari nie boi się opowiadać o seksie, różnicach płci, ale czyni to z uważnością i delikatnością. Mówi o kompleksach, zaburzeniach, trudnych doświadczeniach i traumach, które silnie wpływają na nasze zachowania w późniejszym życiu. Jednocześnie pokazuje, że wydarzenia, które w przeszłości odbiły na nas bolesne piętno, mogą zmienić się w cenne doświadczenia.

Baśniowe postacie – Wąż, Małpa i Suka – reprezentują konkretne, namacalne postawy ludzi z rzeczywistego świata, choć wciąż pozostają w absurdalnej, pokrętnej i dziwacznej logice snu. Baśń miesza się z rzeczywistością, a występujący wcielają się w role zwierząt – w maskach przestają być ludźmi, stają się prawdziwymi-fikcyjnymi bohaterami z różnych utworów literackich. Przekonujący w swych rolach aktorzy potrafią to odpowiednio pokazać. Magdalena Celmer jako Stellina nie od razu zdobywa sympatię widza. Potrzeba czasu, aby ją lepiej poznać i dopiero wtedy polubić. Aktorka celowo tak prowadzi swoją rolę, by było to prawie niezauważalne. Jej Stellina to Wysoko Wrażliwa Osoba, szukająca akceptacji, poczucia własnej tożsamości. Bohaterka niezdecydowanie i pomału ujawnia swoje emocje, frustracje oraz lęki. Jej wysoka empatia i umiejętność słuchania pozwala na znacznie silniejsze „współodczuwanie”, zrozumienie osób, z którymi tworzy różne relacje. To, co otoczeniu umyka niezauważone, dziewczyna dostrzega z wielką intensywnością. Ale to pułapka – Stellina bierze wszystko do siebie i nie potrafi odpuścić, a każda krytyka boli i w dzisiejszym świecie “twardzieli” trudno jej się odnaleźć. Inni to wykorzystują, raniąc Stellinę. Właśnie taką młodą osobę widzę na scenie, choć nie pierwszy raz – znam ją z codziennego życiu, spotykam na ulicy, w sklepie, w rodzinie. Mamadou Góo Bâ jako Wąż po prostu czaruje – dojrzałym, zmysłowym ruchem, gibkością i energią wywiedzioną z teatru tańca oraz pierwotnego ruchu. Kiedy porusza się w takt muzyki, trudno oderwać od niego oczy. Klara Bielawka gra pełną wewnętrznych dwuznaczności, zalęknioną Sukę. Jej kreacja wzrusza, a stworzona przez nią postać staje się najbliższą głównej bohaterce, gotowa zaprzyjaźnić się ze Stelliną niezależnie od biegu zdarzeń. Aktorka czyni wszystko – skutecznie! – byśmy wykazali zrozumienie dla jej zmienności, ułomności, wad i zalet. I ma w sobie moc… . Mateusz Łasowski jako Małpa przyciąga uwagę, intryguje tajemniczością, siłą. Kim tak naprawdę jest? Trochę groźny, innym razem czuły bądź delikatny. Niełatwo go rozgryźć, choć właśnie on pomaga bohaterce okiełznać ten dziwny świat dookoła.

Muzyka Huberta Zemlera dodaje barwy, ożywia spektakl, tworzy znakomite tło dla fantastycznej podróży Stelliny. Grana na żywo, przerywana słownymi wtrąceniami Zemlera, stanowi niebanalny i zabawny komentarz zachowań występujących postaci. Prosta scenografia Łukasza Błażejewskiego nie przytłacza, jednak zapisuje się w pamięci. Kostiumy i dekoracje charakteryzuje symboliczność, potrzebna w tym baśniowym spektaklu – trochę poważnym, trochę groteskowym.

Na pewnym etapie swego życia wszyscy potrzebujemy bajki, odrobiny nierealności i fantazji, by rozwijać uważne podejście, zaspokoić ciekawość świata oraz chęć poszerzania horyzontów. Cała umowność kreowanej w „Królu zwierząt” rzeczywistości pozwala na bezpieczne zagłębianie się we własne lęki, wady, niedoskonałości, które wraz z „niezwykłymi mocami” budują naszą osobowość. Wraz z aktorami młoda widownia ma szansę przeżywać emocje towarzyszące trudnej drodze do dorosłości, zaakceptować to, co daje nam nasza natura, dostrzegając jednocześnie ograniczenia i możliwości, które możemy wykorzystać dla dobra własnego i innych.

fot. Natalia Kabanow

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , ,