Recenzje

Psychologia

Joanna Bartoń: Drzazgi. JanKa, Pruszków 2018 – pisze Izabela Mikrut.

Bardzo drobna ta powieść i z potencjałem, ale prowadzi ją Joanna Bartoń w kierunkach, których odbiorcy by nie oczekiwali. Pewien chłopak u progu dorosłości popełnia morderstwo. Siedemnastolatka wyrzeka się jego własna matka. Kobieta szukając wsparcia u własnego ojca – spogląda na przeszłość i zastanawia się nad tym, co zrobiła źle, albo co musiałoby się zmienić, żeby do tragedii nie doszło. Motyw charakterystyczny, nienowy, ale ujęty w dość oryginalny sposób. Strumień świadomości pokiereszowanej przez życie kobiety zawiera sygnały Bildungsroman – w retrospekcjach – i to wątki zbliżające „Drzazgi” do literatury środka. W końcu zmagająca się z silnymi wyrzutami sumienia matka porządkuje mentalnie własne sprawy, analizuje swoje relacje z rodzicami i wciąż odwołuje się do drobiazgów, które mogły wpłynąć na jej potomka. Czasu w ten sposób nie cofnie, ale może znaleźć usprawiedliwienie dla siebie – przecież jeśli dziecko ukształtowane zostało przez zewnętrzne okoliczności, część winy można od siebie odjąć.

Rozpina się ta książka na dwóch relacjach – matka-syn oraz córka-ojciec, kobiety stają się jedynie ofiarami wydarzeń, same nie mogą formować środowiska, w jakim funkcjonują ich bliscy. Bierze na warsztat Joanna Bartoń temat charakterystyczny dla kryminałów, ale też dla prozy psychologicznej, i, co ciekawe, od psychologii ucieka. Wiwisekcje, analizowanie własnych postaw i próby odgadnięcia, co by było, gdyby, nie mają wiele wspólnego z ocenami z perspektywy fachowców. W ogóle Joanna Bartoń nie stara się przedstawić sylwetek, które byłyby psychologicznie przekonujące – i nie chodzi tu nawet o schemat działania mordercy, a o reakcje otoczenia. Tutaj nikt nie reaguje zgodnie z założeniami i z wizjami, które fundują standardowo rozmaite fabuły nie tylko z literatury masowej. Matka na powrót staje się bezradnym dzieckiem, ojciec próbuje być ojcem dwóch pokoleń jednocześnie, ale w postępowaniu obojga widnieje pewna sztuczność albo sztywność, zupełnie jakby Joanna Bartoń nie miała pojęcia, jak mogliby się zachować realni bohaterowie i nawet nie próbuje do tego dochodzić – wystarczą jej pozy, jakie fundują wymyślone postacie. Przez to oczywiście wymowa książki nieco się osłabia: „Drzazgi” funkcjonowałyby znacznie lepiej, gdyby można było przejmować odczucia bohaterów i gdyby przekonywali w swoich odruchach szeroką publiczność. Oczywiście jest to publikacja niszowa i do szerokiego grona odbiorców zwyczajnie dotrzeć by nie mogła – co nie znaczy, że jeśli autorka decyduje się na akcentowanie psychiki bohaterów, nie powinna zadbać też o pewne prawdopodobieństwo.

Ciekawa okazuje się forma. Wyjście od kryminalnej treści pozwoliło Joannie Bartoń na literackie poszukiwania sposobu wyrażania emocji – tutaj autorka sięga zwłaszcza po skrywane myśli bohaterki, może dzięki temu przedstawiać jej przyjaciół, doświadczenia, rodziców i kolejne zmagania z rzeczywistością. Sama historia potomka to tajemnica stopniowo odkrywana – od faktu do jego przyczyn. To się całkiem nieźle sprawdza. Chociaż nie tworzy Bartoń beletrystyki, dobrze się jej książkę czyta – nawet bez oparcia w psychologicznych motywacjach bohaterów.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,