Recenzje

Rozczarowanie

Zenon Sakson: Zaczarowany uber. Korporacja Ha!art, Kraków 2020 – pisze Izabela Mikrut.

Zenon Sakson rozczarowuje. „Zaczarowany uber” nie jest książką długą, poszczególne teksty, chociaż objętościowo dość skąpe, oparte są na jednym, powtarzalnym pomyśle (a może braku pomysłu) – na skłonności do wygłupu. I o ile taki wygłup cieszyłby w przypadku nastolatka, który potrzebuje odskoczni od lektur i od szkolnych rozprawek, o tyle u Zenona Saksona staje się kwintesencją pustki – i to boli.

Sięga autor po rozwiązania, których nikt nie stosuje – a nikt ich nie stosuje dlatego, że pokazują bezradność narracyjną i kompletny brak pomysłów. Musi opierać się na wyimkach z popkultury (dla młodszego pokolenia średnio atrakcyjnych, dla starszego – niestrawnych w podawanej formie), proponuje strumień tekstu chaotycznego, przypadkowego i błazeńskiego – jednak bez wyczucia puent. Zamiast śmiechu jest tu śmieszność, a to przeszkadza. Jeżeli nawet bohaterowie Saksona uwielbiają „odmienne stany świadomości” nie znaczy to, że powinny się one przekładać bezpośrednio na relację. Autor na siłę chce się odcinać od prawdziwego i dorosłego świata – to jest dla niego powód do szyderstwa, chodzi o skontrastowanie ponurej codzienności zwykłych ludzi i barwności postaci wywoływanych do opowiadań. Tyle że to, co spodoba się bohaterom-indywidualistom, czytelników błyskawicznie zmęczy i zniesmaczy. Nie jest to proza wysokich lotów, nawet kiedy podejmuje gry intertekstualne. Zenon Sakson nie dba ani o konstrukcję historyjek, ani o sposób ich przedstawiania, jego styl nie ma rytmu, wygląda raczej jak zbiór przypadkowych skojarzeń. Jeśli już autor zamierza pobawić się komizmem, to przesadza – a hiperbolizacje zastępują mu puenty. To jedynie metoda na zasugerowanie czytelnikom, że nie zasługują na choćby odrobinę przemyślanego dowcipu, że muszą trawić wygłup. W przeciwnym razie zostaną zakwalifikowani do wrażego obozu, nie będą się mogli zaliczać do grupy myślących i wrażliwych undergroundowców. Absurd goni w tej książce absurd i gdyby autor popracował nad pomysłami, a nie skupiał się na podstawowym banalizowanym i logoreicznym nurcie, może coś by uzyskał. Na razie nie ma czym zaimponować – krzykliwość, papuzie barwy i wykorzystywanie oczywistości to coś, co raczej odstraszy czytelników. I owszem, można mnożyć pseudonaukowe opisy, które rzekomo podnoszą wartość tomu – ale to da niewiele, miałkość tekstu go nie wybroni.

Zenon Sakson chce się popisywać – tylko nie wymyślił, czym. Tego w książce zatem brakuje. Nawet jeśli w płytkim odbiorze może czasami rozbawić, z reguły pod wysilonymi dowcipasami kryje się pustka – a to oznacza, że nie ma powodu, żeby po „Zaczarowanego ubera” sięgać. Bardziej to pokaz słabości prozy (i warsztatu, i wyobraźni w ramach konstrukcji historii), niż ucieczka od tego, co modne i cenione. Może gdyby Sakson nie chciał tak za wszelką cenę się wyróżnić, może gdyby oprócz błaznowania mógł zaproponować coś jeszcze – choćby po prostu dobrą warsztatowo prozę – byłoby inaczej.

Komentarze
Udostepnij