Recenzje

Różne odmiany wykluczenia, bólu i wstydu

„Powrót do Reims” wg Didiera Eribona w reż. Katarzyny Kalwat. Koprodukcja Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie i Nowego Teatru w Warszawie – pisze Wiesław Kowalski.

Miejmy nadzieję, że „Powrót do Reims” będzie już regularnie pojawiał się w repertuarze warszawskiego Nowego Teatru, jako że bezpośredni kontakt widza z tym spektaklem, nawet jeśli oglądało się wcześniej prezentację online, dostarcza doświadczeń i emocjonalnych wrażeń może nie tyle innych, co na pewno jeszcze bardziej oddziaływujących na naszą wrażliwość i próby eksplorowania na różnych polach życiowego bagażu własnej tożsamości. Już po obejrzeniu przedstawienia na żywo bardzo ucieszyła mnie informacja o przyznaniu O!Lśnienia – Nagrody Kulturalnej Onetu –  Katarzynie Kalwat i Jackowi Poniedziałkowi, którzy zgodnie z tym, co podaje kapituła w uzasadnieniu, stworzyli „inscenizację perfekcyjnie wykorzystującą nowe media” i „rolę opartą na osobistych doświadczeniach poruszającą w widzu najczulsze struny”. Ta motywacja oczywiście nie oddaje w pełni wszystkich walorów tego perfekcyjnie zrealizowanego spektaklu, jednakże dobrze określa to, co w nim wyjątkowe i godne szczególnego podziwu.  

Katarzynie Kalwat udało się stworzyć niezwykle wnikliwe i – za sprawą rewelacyjnej  roli Jacka Poniedziałka, dawno nie oglądanego w tak znakomitej formie  – dotkliwe przedstawienie podejmujące próbę rozprawienia się ze wszystkimi mankamentami i powierzchownością przedstawicieli intelektualno-celebryckiej socjety, która zachłyśnięta tylko sobą, pełna pretensjonalności i pozorności w udawaniu erudycyjnego zaangażowania, nie potrafi wyjść poza demonstrowanie tylko i wyłącznie własnego istnienia czy udawania empatii. Bardzo dobrze ogniskują to postaci prowadzących talk-show, kreowane przez Jaśminę Polak i Yacine Zmita, próbujące w pierwszej części spektaklu odpytywać w telewizyjnym studio  ich gościa, Didiera Eribona, autora bardzo popularnej książki stanowiącej również tytuł warszawsko-krakowskiej inscenizacji, socjologa, filozofa i profesora wielu uniwersytetów, homoseksualisty wychowanego w robotniczej rodzinie mieszkającej na przedmieściach Reims. Beniamin Bukowski, odpowiedzialny za tekst i dramaturgię, bardzo dobrze wyłuskał z literackiej materii wszystko to, co konstruuje mechanizmy wykluczenia czy społecznej pogardy i przemocy, by zderzyć je z filozoficzno-politycznymi okolicznościami, co w konsekwencji daje możliwość przez cały czas trwania spektaklu intrygującego przyglądania się naszej współczesnej rzeczywistości, zarówno tej, z której pochodzimy i wyrastamy, jak i tej, do której pragniemy różnymi metodami dojść i pretendować.

Na temat „Powrotu do Reims” wypowiedziało się już wielu krytyków teatralnych i na pewno warto się z tymi tekstami zapoznać, bo z różnej perspektywy próbują na spektakl Katarzyny Kalwat spojrzeć  i jego problematykę usystematyzować. Choć bez wątpienia dla każdego widza ostateczna wymowa przedstawienia może być z różnych powodów inna. I własne doświadczenia, tak jak i dla Jacka Poniedziałka w budowaniu roli, nie będą tu bez znaczenia. Dla mnie bardzo istotne jest w tym wszystkim jeszcze jedno – wierność przyjętej przez reżyserkę strategii, która potrafi uczynić z każdego tekstu na scenie rodzaj muzycznej partytury, której nie zabija polifoniczność zastosowanej formy. Pojawiające się w „Powrocie…” skojarzenia, myśli czy obrazy, na zasadach pewnej świadomie prezentowanej refrenowości, mają strukturę uporządkowanej teatralnie faktury oraz posiadają  mocno określoną strategię wynikającą z samego języka i używania konkretnych zwrotów. I tutaj, podobnie jak we wcześniejszych realizacjach Kalwat, język używany też bywa jako narzędzie manipulacji, które potrafi wiele rzeczy zakłamywać, rozmywać, zaciemniać czy nawet doprowadzać do semantycznych dekonstrukcji. Myślę, że w zestawie wszystkich dotychczasowych spektakli, które powstały na fali ogromnego zainteresowania w naszym kraju twórczością Eribona i jego akolity Édouarda Louisa, inscenizacja Kalwat najbardziej trafnie, dojmująco, boleśnie i wnikliwie, do tego jednorodnie i konsekwentnie pod względem formy, wchodzi w te sfery ludzkiego życia, które determinuje dyskryminacja, homofobia, opresja czy brak jakiegokolwiek zrozumienia zarówno ze strony najbliższych, jak i całego społeczeństwa. Rewizja, której dokonują – za sprawą autora biografii Michela Foucaulta – twórcy „Powrotu do Reims”,  jest ważnym argumentem za poszukiwaniem własnej narracji, która może pozwolić nam wyjść poza oswojone kody kulturowe i wspomóc naszą aktywność w codziennym życiu. No właśnie, może, ale nie musi.


fot. Monika Stolarska

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , ,