Recenzje

Różne warianty obcości

“Niezwyciężony” Torbena Bettsa w reż. Jarosława Tumidajskiego na sopockiej Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże – pisze Wiesław Kowalski.

Po raz drugi pojawia się w polskim teatrze dramat „Niezwyciężony” Torbena Bettsa. Najpierw na warszawskiej scenie 6.piętra inscenizację przygotował Eugeniusz Korin, teraz po tekst sięgnął Jarosław Tumidajski w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Obydwa spektakle nie wnoszą niczego nowego w sposobie reżyserii sztuk opartych na aktorskim dialogu, choć inaczej stawiają akcenty w bogatej, może nawet nieco przeładowanej,  tkance poruszanych przez autora społeczno-polityczno-ekonomiczno-światopoglądowych problemów.

W „Niezwyciężonym” dochodzi do konfrontacji bohaterów, których dzieli przede wszystkim wykształcenie i majątek – i choć do ich spotkania dochodzi na prowincji, od początku widać, że ci wyżej sytuowani żyją zupełnie inaczej od tych, którzy zdają się być pozbawieni większych aspiracji czy celów. Pierwsi potrafią wciąż spierać się o to, jak powinien wyglądać nasz świat również na płaszczyźnie ideologicznej, drudzy poddają się bez większej refleksji temu, co przynoszą kolejne dni. Przyjęcie przez Dawn i Alana zaproszenia, jakie wystosowali po wyprowadzce z Londynu Emily i Oliver do tych, z którymi teraz sąsiadują, stanie się w konsekwencji pasmem katastrofalnych wydarzeń, które ujawnią wszystkie dzielące ich różnice. Radykalizm poglądów partnerki Olivera, której trudno pogodzić się z mieszczańską obyczajowością i konsekwencje jego oczekiwania na spadek matki (to budzi między nimi ciągłe nieporozumienia), który pozwoli im na powrót do Londynu, będą musiały się zderzyć z mentalnością dużo prostszych ludzi, nie bardzo mogących rozeznać się w tym, co proponują  podczas spotkania ich sąsiedzi. W rezultacie międzyludzka komunikacja jest tego wieczoru mocno zachwiana, bo tak naprawdę nikt nikogo tutaj nie rozumie. Jednak każdy z protagonistów próbuje ów dystans, jaki ich dzieli, we właściwy tylko dla siebie sposób zmniejszyć, albo nawet pokonać. Efekt tego typu poczynań jest różny i najczęściej mało skuteczny, tym bardziej, kiedy tematem rozmów stanie się nieznośny kot Dawn i Alana oraz jego tajemnicze zniknięcie, czy umiejętności malarskie byłego kucharza okrętowego oceniane przez awangardową artystkę.

Torben Betts, jako dramaturg czujny i dociekliwy, w konstruowaniu dialogu posługuje się bardzo dobrze zmysłem słuchu i obserwacji, dlatego gdański spektakl w warstwie aktorskiej jest szalenie interesujący, bo wszyscy wykonawcy umiejętnie ten atut wykorzystują. I jeśli nawet część pierwsza przedstawienia – nie z ich winy – nieco rozczarowuje – to druga grana jest już od początku do końca wręcz koncertowo. Może dlatego, że wcześniej dominujące w tekście dywagacje dotyczące zwłaszcza sfery społecznej, zostały zastąpione dociekaniami natury bardziej psychologicznej w portretowaniu poszczególnych bohaterów. Sporym zaskoczeniem jest dla mnie w tej realizacji bardzo dobra rola Katarzyny Z. Michalskiej, która w postaci Emily zawarła całą jej złożoność jako kobiety próbującej walczyć z bezprawiem, wszechpotęgą banków i zakłamania, panoszącego się  w różnych sferach naszego życia, a także mającej kłopoty z umiejętnością współodczuwania, co komplikuje jej próby nawiązania porozumienia z partnerem, jego matką i otoczeniem. Równie interesującą postać tworzy Piotr Chys jako Oliver, zwłaszcza wtedy, kiedy nie potrafi zapanować nad swoimi wahaniami natury emocjonalnej, ale tak samo przekonujący jest jako człowiek podejmujący starania dążące do osiągnięcia konsensusu w relacjach z Emily i sąsiadami. Obydwoje rodzaj niestabilności swoich bohaterów i ich słabości prezentują w sposób  bardzo naturalny i wiarygodny. W ogóle sposób prowadzenia dialogu i wzajemnej komunikacji czy też jej braku, a także artykułowania tego, czego słowa wyrazić nie mogą, jest w tym spektaklu najważniejszy i  mam wrażenie, że Tumidajski skupił się przede wszystkim na tym. Rezultatem jest przedstawienie pod względem aktorskiej soczystości bez zarzutu, również w interpretacji Doroty Androsz (Dawn) i Piotra Łukawskiego (Alan). Do tego w sposób niekiedy przewrotny i w nastrojach zmienny sporo mówiący o nas samych, o naszych tęsknotach w dążeniu do tego, by być szczęśliwym i kochanym.


Fot. Dominik Werner

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , ,