Recenzje

Skarpetki na moście

O książce “Czym jest teatr?” Tadashi Suzuki wydanej przez Instytut im. Jerzego Grotowskiego pisze Karol Mroziński.

Dom to oaza spokoju i centrum naszej codzienności – tak zazwyczaj bywa, lecz na początku trzeciego miesiąca pandemii człowiek zaczyna tracić cierpliwość. Niby każdy jest kowalem własnego losu, lecz dopiero w sytuacjach takich jak ta okazuje się, że  wszyscy jesteśmy prymitywni, bo tak naprawdę potrzebujemy swojego stada, a co ciekawe nie  jest nim rodzina. Są różne sposoby na rozładowanie napięcia. Telefon i radio pozwalają usłyszeć głos drugiej osoby, internet i telewizja zobaczyć dalej  niż sięga wzrok, ale  jednak to niewystarczające. Ucieczki tego typu to najprostszy szkodliwy sposób poradzenia sobie z brakiem komunikacji. Ognisko domowe przestaje wtedy spełniać swoją  funkcję, a nasze ciało i umysł ulega aktywnej obojętności.

Ten czarny scenariusz zaprzecza wszystkiemu, co wiemy o życiu społecznym. Istota ludzka to nie lustro wiszące w przedpokoju, nie potrafi się sama sobie przyjrzeć. Potrzebujemy drugiego człowieka, dobrego widza. Od dawien dawna  wiadomo, iż  nasze czyny świadczą o nas lepiej niż nasze myśli. Co  zrobić, by zsynchronizować jedno i drugie, aby nie utknąć w wyobrażeniach na własny temat? W rodzinie stawiamy pierwsze kroki na scenie życia, zatem dobrze jest przejść pewien kurs aktorski. Początki nie są  łatwe, nie są też przyjemne, gdy  uświadomimy sobie ile czasu spędziliśmy w strefie  komfortu bylejakości. Stereotypowe myślenie o dzieciach staje się naszym udziałem. Sami jesteśmy niecierpliwi, łatwowierni, zachowujemy się za głośno. A przecież uważamy się za dorosłych, wiemy, że jesteśmy częścią społeczeństwa – wielkiej machiny, w której wszystko ma swoją przyczynę i skutek. Skoro  tak, to  czemu tak trudno nam pomóc sobie samym?

Wszystko  przyspiesza coraz bardziej i to, co  pierwotnie miało nam pomóc, staje się  sznurem, który niczym wąż zaciska się coraz bardziej. Normalnym trybem było zrobienie czegoś na wczoraj, teraz gdy pandemia trwa, nie jesteśmy w stanie się zatrzymać, odpocząć. Zapomnieliśmy podstawowej jednostki naszego działania –  umiejętności skupienia. Dlatego musimy być jak  aktor – tylko postać osoby grającej na scenie łączy elementy otaczającego świata w sposób budujący i świadomy. Jak można ją naśladować? Powinniśmy przecież wiedzieć? Istnieje wiele przysłów: „stąpamy twardo po ziemi”, „zrywamy się na równe nogi”.

Co robi aktor? Wchodzi, wychodzi, czasem staje przodem do  widowni. Zatem praca dolnej partii ciała  jest tu kluczowa. W europejskim balecie tancerze używają specjalnie do tego przygotowanych butów. W Japonii Tabi – białe skarpety z jednym palcem  – pozwalają obserwować „gramatykę stóp”. Czerpanie energii z podłoża i wykorzystywanie jej we wszystkich częściach ciała w określonym celu i proporcjach to prawdziwa sztuka, którą  dobrze znają baletnice i aktorzy teatru Kabuki. W krajach  tzw. cywilizowanych ta  przydatna umiejętność zanika.  Jeżeli  nic z tym nie zrobimy, będzie coraz gorzej. Umiejętności człowieka zostały  podzielone, ich znacząca część spoczywa teraz w  urządzeniach wszelkiego rodzaju. W czasie gdy użytkownik musi jedynie wcisnąć przycisk, aktor eksploduje na scenie. Poruszenie stron świata, wraz z Niebem  i Ziemią, to dopiero pierwszy krok. Tupiąc na tradycyjnym moście, łączącym nasz świat ze światem duchów, kreuje czas i przestrzeń. To wszystko składa się na Roppo,  a  widz może zobaczyć zakończenie opowieści. Któż nie wolałby takiej  maszyny? Co prawda trudniejszej w obsłudze, ale bardziej skutecznej i satysfakcjonującej. Już  nie jesteśmy tylko  uczestnikami, sami też coś potrafimy: roześmiać się, zasmucić, mieć własne zdanie. Przyszliśmy do jednego świata tylko na chwilę, ale to może pomóc po powrocie do  naszego.

Drogi czytelniku,  mam  nadzieję, że  ten krótki tekst ci się spodobał? Jednak winny Ci jestem wyjaśnienie. Obraz, który miałeś okazję ze mną zobaczyć, nie jest tak naprawdę mojego  autorstwa. Stanowi jedynie esencję pewnego spotkania.

Tadashi Suzuki to światowej sławy reżyser, pomysłodawca kursu dla aktorów, przyjaciel Jerzego Grotowskiego. Po przeczytaniu zebranych felietonów postanowiłem wykorzystać pewne elementy i użyć ich do  napisania czegoś, co by pomogło nam w czasie koronawirusa. Mistrz z kraju kwitnącej wiśni podziwia naszą tradycję teatru. Ubolewa nad zwyczajami, jakie jeszcze do niedawna były kultywowane w Japonii. Podobieństwa do nich zauważa w Europie. Na przykład miejsca niezwykłe, nie mogłyby stanąć  gdyby nie odpowiednie ich oznaczenie. W przypadku katedry to relikwie Świętych, dla teatru No usypany kopczyk. Historie w nim przedstawiane to często opowieści o tych, którzy nóg nie mają – o duchach.

Kolejna sprawa dotyczy przestrzeni, która się zmienia. Niby  są to zmiany funkcyjne, ale tylko dla życia doczesnego. Gdzie w tej nowości miejsce mają znaleźć refleksja i zaduma? Dawniej w domach rodzinnych były korytarze, w sposób symboliczny nadawały one kierunek, tak jak ścieżka nadawała kierunek stopom w czasie podróży. Wystarczy wyjść z mieszkania, aby przekonać się, że podobnie dzieje się z przestrzenią publiczną. W Japonii jedynie teatr klasyczny posiada specjalnie w tym celu wybudowany gmach. Reszta musi zadowolić się  „miejscami wielofunkcyjnymi”. Po co to komu i na co? Wystarczy dodać to, lub odnieść tamto, i już jest dobrze? Niby tak, ale czy warto tracić czas w takim miejscu bez charakteru. Przestrzeń dla wszystkich może szybko okazać się obszarem dla nikogo.

Suzuki podaje ciekawą teorię. Otoczenie,. o które się dba, jest w stanie wzmocnić pielęgnowaną energię. Dlatego teatr jako przestrzeń aranżowana w konkretnym celu, może stać się  nowym typem elektrowni na mapie miasta, pomocnym jego mieszkańcom, na zakrętach ulic codzienności. Od stanu naszej energii zależy poziom naszego życia. Dobrą ilustracją tego zjawiska może być proces jaki  przebyła sztuka widowiskowa od sceny z aktorami do  srebrnego ekranu kina. Siła mięśni, zdolności manualne zostały zastąpione kamerą i efektami specjalnymi. Społeczeństwo kultury pomału przeobraża się w społeczeństwo cywilizacji. Oby  tylko nie uległo pokusie nadmiernej eliminacji z pozoru niepotrzebnych elementów. Byłoby czymś strasznym, gdyby SMS został jedyną okazją do obcowania z przykładem krótkiej formy. Czy nie była ona zarezerwowana dla poezji?

Rozwijanie myśli to nie synonim bezczynności. Obyśmy z biegiem lat nie skończyli podobnie do bohaterów dramatu Ionesco, przygnieceni piramidą, której konstrukcja zawaliła się pod ciężarem naszych wyobrażeń o sobie samych. Ale czy  możemy pozytywnie patrzeć w przyszłość, pamiętając postacie Brechta? Nasza komunikacja to słowotok pozbawiony sensu, gadanina przypominająca wojnę dla samej wojny. Suzuki podaje plan, jaki sprawdzić się może nie tyko z punktu widzenia widowni. Poczekamy zobaczymy, poczekamy zobaczymy, poczekamy zobaczymy.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,