Recenzje

Słowo

Zbigniew Herbert, Heinrich Kunstmann: Bardzo potrzebna mi jest przyjaźń Pana. Listy 1958-1970. Universitas, Kraków 2018 – pisze Izabele Mikrut

To wycinek korespondencji niezwykłej – może rzucić nowe światło na pracę tłumacza (w zestawieniu z pracą autora!), pokazuje też relację między artystą i „rzemieślnikiem”, odpowiedzialnym w pewien sposób za promowanie twórczości tego pierwszego.

Zbigniew Herbert i Heinrich Kunstmann prowadzą interesującą listową wymianę myśli. Zaczyna się od zestawu pytań Kunstmanna, bardzo wrażliwego na słowo, wręcz przesadną wagę przywiązującego do nieistotnych detali. Błahe w gruncie rzeczy problemy językowe Kunstmann przedstawia w listach ze wszelkimi wymogami sztuki epistolarnej, z grzecznością, która zamienia się aż w uniżoność – i kwiecistym językiem. Zależy mu na tym, żeby nie urazić niczym poety, ale też zdaje sobie sprawę z wtórności swojego zajęcia – i to wszystko przemyca w ornamentowej formie. Zbigniew Herbert odpowiada w podobnym tonie – stylizuje, ale bez złośliwości, stara się do tego rozwiewać najdrobniejsze nawet wątpliwości tłumacza. Zdarza się, że nawet ucieka się do rysunkowych wyjaśnień (chociaż koczek nie do końca odpowiada wyobrażeniom obu panów, ale pokazuje zaangażowanie w detale). Z czasem ta relacja nabiera rumieńców, Kunstmann wie, że może liczyć na Herberta – prosi go o pomoc także w innych przekładach, sporadycznie spisuje zestawy pytań czy wątpliwości i czeka na rozstrzygnięcia, zdaje relację ze swoich słownikowych poszukiwań. Widać, jak mocno przykłada się do pracy. Do tego dochodzą dyskusje na temat ewentualnych odczytań przez niemieckich odbiorców. Herbert ocenia nadsyłane przekłady, Kunstmann tłumaczy się ze stosowanych rozwiązań. Raz to Herbert jest komentatorem pracy translatorskiej, raz – Kunstmann ocenia utwory. Zdarza się, że coś obu panów dzieli – jak choćby dawna sztuka Herberta, nielubiana przez niego, ale przedstawiona do tłumaczenia – wtedy starają się z najwyższym szacunkiem zaprezentować rozmówcy własne stanowisko, nie urazić, ale postawić na swoim albo przynajmniej zmusić do przeglądu argumentów. Znajomość jest zatem całkiem owocna, dostarcza pożywki dla umysłu. W listach panowie ustalają podział honorarium, niekiedy też pomagają sobie nawzajem rzeczowo tam, gdzie taka pomoc jest potrzebna. Nie dochodzi w tych listach do przełamania oficjalnego tonu: istnieją stałe zapewnienia o przyjaźni i zaufaniu, ale familiarności nie będzie. Łatwo jednak po prześledzeniu tych opowieści zrozumieć rodzaj relacji łączących poetę i jego tłumacza. Nie ma tu zbyt długich wywodów ani zwierzeń o wysokim stopniu poufności (zwierzeń dotyczących spraw prywatnych nie ma właściwie w ogóle). Listy stają się zatem dopiskiem warsztatowym, ciekawostką dotyczącą rozpowszechniania utworów oraz ich recepcji za granicą.

Kunstmann bardzo poważnie podchodzi do wyzwań, jakie stawia przed nim literatura. Z jednej strony – teksty są tu bardzo skondensowane, zwięzłe i pozbawione zapisków z codzienności, tego, co często trafia choćby do dzienników pisarzy. Z drugiej – autorzy prześcigają się w grzecznościach i wyrazach sympatii, zapewnieniach o wsparciu itp. Udaje się te dwie sfery pogodzić. Ten tom nie imponuje objętością, ale wiele w nim treści. Zbigniew Herbert i Heinrich Kunstmann są wyczuleni na słowa i to w ich korespondencji wybija się na pierwszy plan.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , ,