Recenzje

Śmiać się czy płakać?

O spektaklu „Szopka Noworoczna: Najlepszy rok w historii Polski” w Klubie Komediowym w Warszawie pisze Magdalena Hierowska.

Klub Komediowy to nie tylko kultowe miejsce na mapie teatralnej Warszawy, to też przestrzeń, w której słowo nabiera niebanalnego kolorytu. Wartka akcja, sprytne sarkazmy i niepowtarzalny styl sprawiają, że kameralna piwnica przy Nowowiejskiej staje się siedzibą humoru na dobrym poziomie.

Spektakl pt. „Szopka Noworoczna: Najlepszy rok w historii Polski” to dzieło inspirowane wydarzeniami 2022 roku. Kluczem do wyboru tematów skeczy zapewne nie były najtragiczniejsze wydarzenia. Przez siedemnaście scenek złożonych z piosenek, wierszy oraz małych form dialogowych spektakl zaprosił widza do mądrej zabawy prowadzonej przez upiorne złośliwego konferansjera (Michał Sufin). Był zawiadowcą wartko przebiegającej akcji na zatłoczonym dworcu intelektualnej bezdomności i wciskał myśli widza w szybko odjeżdżające pociągi przepełnione treścią. Wodzirej abstrakcyjnego świata, który w  pospolitym słowie odnajdywał zaskakujące konstrukty, stawał się absolutnym przeciwieństwem pudrowanych prezenterów. Rubaszny Satyr, o błyskotliwym intelekcie z niebywałą wyrazistością otwierał i zamykał światy scenicznej wyobraźni tworzonej przez znakomitych aktorów.

Historia rozpoczyna się od podsumowania roku utrwalonego w historii przeglądarki internetowej. Piosenka w wykonaniu Marysi Janczewskiej natychmiastowo sklasyfikowała wartości, o których będzie mowa w spektaklu. W tym krzywym zwierciadle karykatury współczesności wystąpili również Mateusz Lewandowski jako „Leon Mózg”, obrazy z „Tramwaju śpiących” przedstawiła Wiktoria Wolańska, a znakomite księżniczki (Małgorzata Mikołajczak, Kaja Walden, Klaudia Kulinicz) w warszawskim Drink Barze obnażyły kobiecą próżność zatapianą w alkoholowej wizji bycia lepszą niż się bywa w rzeczywistości. Pierwszą część zakończyła znakomita Magda Smalara odważną pieśnią o braku puenty, by rozpocząć kolejną przypowieścią o piłkarskich szaleństwach polskiej reprezentacji.

Leksykalny skecz pt. „Słowo roku” przeniósł widza do dwudziestolecia międzywojennego. Tutaj Kamil Przystał, Grzegorz Woś, Klaudia Kulinicz prowadzili zabawny dyskurs na temat kontrowersyjnych w tamtym czasie słów. Następnie „Herakles i Dejanira” w wykonaniu Joanny Halinowskiej i Wojtka Wachudy, szalona Małgorzata Mikołajczak w rozprawie o terapeutach, Bartek Magdziarz jako zarządca Cmentarza Bródnowskiego i Kaja Walden w skeczu pt. „Edward Nożycoręki”. W ostatniej części wystąpili Anna Iwanek, w roli Hrabiny Lecytyny, Małgorzata Mikołajczak wraz z jej wiernym oblubieńcem Wojtkiem Wachudą, ponownie Bartek Magdziarz i znakomity Szymon Roszak w skeczu „Polak o pracę”.

W tym spektaklu nic nie działo się przypadkowo, choć atmosfera miejsca może sprawiać wrażenie, że wszystko jest dziełem przypadku. Forma i przygotowanie były doskonale przemyślane, dlatego powstał spektakl przepełniony świeżością żartu, daleki od stylistyki przaśnych szlagierów kabaretowych. Snuł opowieść o wątkach zmierzających do mądrej puenty, przypominając o formach zaczerpniętych z klasyki polskich kabaretów. Jednak nie był pozbawiony świeżości i współczesnego kolorytu. Zaskakujące zwroty akcji przedstawiały karykaturalny świat, pełen błazeńskich wybryków nie tylko ze świata mediów. Zespół powędrował do najbardziej zakamuflowanych zakątków ludzkiej egzystencji, wyjawiając mechanizmy wstydliwej głupoty.

Czy śmiech lepszy jest od żalu i uczucia straty? Czy może lepszą będzie łza jako próba nauki na przyszłość? Gdyby nie ludzka głupota to nie byłoby się z czego śmiać, więc bezwstydny kabaret będzie śmiał się dalej i bawił tłumy miłośników śmiania się z własnej głupoty. Jednakże drwiąc z innych, należy mieć znakomitą czujność i dystans, by śmiejąc się, nie stać się wyśmianym.

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , , , ,