Recenzje

Śmiech rubaszny

Jerzy Limon: Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej. Fundacja Terytoria Książki, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Gdańsk 2018 – pisze Izabela MIkrut

Jerzy Limon, Szekspir bez cenzury
Jerzy Limon, Szekspir bez cenzury

Wizerunek Szekspira jako twórcy, który lubił sobie poświntuszyć ku uciesze gawiedzi, przedstawia Jerzy Limon w tomie “Szekspir bez cenzury”. I od razu oczywiście wychodzi na jaw niedoskonałość języka jeśli chodzi o synonimy narządów płciowych i samego aktu seksualnego (chociaż to akurat w mniejszym stopniu). Autor miota się od wulgarności do medycyny, najbardziej bezradny przy omawianiu szczegółów anatomicznych kobiety (kuciapka? – naprawdę to najbardziej neutralne, zdaniem Limona, więc i najczęściej stosowane określenie?). Zyskuje zatem niezamierzony efekt komiczny, nikomu niepotrzebny, najmniej samej narracji.

Trudno przechodzi się przez lekturę, zamienianą w komparatystyczne studia nad Szekspirem, jeśli wciąż trzeba wracać do tematu nieporadności nazewniczej. A przecież słowa (słowa, słowa) to coś, co ma przyciągać uwagę, chociaż nie w taki sposób. Jerzy Limon wie, jak kusić odbiorców, ale niekoniecznie wie, jak ich utrzymać, przynajmniej przez dążenie do pełnej monografii świństw Szekspira w języku.

Na początek magnes dla młodych odbiorców: okładkowa grafika przypominająca internetowe przeróbki. To zestaw objaśnień, kodu ukrytego na płótnach przez malarzy. Zresztą sporą część wstępu autor przeznacza na omawianie kolejnych obrazów i ich ukrytych znaczeń. Bierze tu pod lupę dzieła tematycznie związane z motywem cielesności lub przełamywania tabu, śledzi nieprzyzwoitości i informacje dla wtajemniczonych. Analizuje fragmenty malowideł przez pryzmat nieprawomyślnych treści, cieszy się możliwością odkrywania drugiego dna. Nieprzyzwoitość – nie odsłonięte ciała, gesty oraz symbole – zyskuje dla dzisiejszego odbiorcy znaczenie dzięki podpisom, nagle okazuje się, ile utajonych znaków trafiało do dzieł – i jak można było puszczać oko do odbiorców. To samo według Jerzego Limona robi Szekspir, i cała jego obszerna książka jest właściwie tropieniem lingwistycznych zabaw, kalamburów czasem niedostępnych tłumaczom. Autor przygotowuje czytelników do lektury Szekspira na różne sposoby, między innymi za sprawą zbyt długiego wstępu (czasami też niektóre informacje przekazuje kilka razy, prawdopodobnie przez nieuwagę lub nonszalancję, albo dla dobra narracji w razie gdyby ktoś odrzucił lekturę linearną). Nie ma łatwego zadania: musi tropić mechanizmy żartów nieprzekładalnych, lawirować między językami, zestawiać dodatkowo i już raczej bez komentarzy fragmenty przekładów. Wyczula na nieprzyzwoite dowcipy Szekspira, odrywając je od kontekstu: tu liczą się niemal wyłącznie gry językowe, nie ma streszczeń ani przyglądania się charakterystykom bohaterów, istnieje tylko język jako obiekt zainteresowania. Nie będzie Limon prowadził opowieści porno, mimo że czasami kusi go przytaczanie co bardziej gorszących fragmentów literatury. Wybiera jednak formę, która sprawdza się w porządkowaniu najczęściej stosowanych zabiegów: to rodzaj nietypowego leksykonu. Angielskie hasła (pojedyncze słowa lub zwroty) ułożone w porządku alfabetycznym nadają rytm narracji. Limon analizuje najpierw znaczenia (pokazuje, jak zabawy Szekspira odczytywali pierwsi widzowie), podaje czytelnikom wiedzę potrzebną do pełnego zrozumienia przesłań i treści. To nie pozwoli na zapamiętanie akcji, ale da nową perspektywę odbiorcom. Funkcjonować będzie jako dodatek do analiz, narzędzie, które wzbogaca odbiór. Szekspir odczytywany jest na różne sposoby, Limon nie daje wprawdzie szansy samodzielnego interpretowania Szekspira, ale potrafi zaintrygować. Zachęca do śledzenia ciekawostek, prezentuje możliwości i zestawy odczytań pomijane z konieczności przez tłumaczy. Znajduje miejsce na zarysowanie braków translatorskich, chociaż po pierwsze Szekspira tłumaczyli mistrzowie, a po drugie – rezygnuje z oceniania (i to na początku deklaruje).

“Szekspir bez cenzury” to nietypowa metoda na przekonanie odbiorców do sięgania po klasykę, pomysł na to, jak odświeżyć lekturę. Coś, co wszyscy znają, staje się ponownie obiektem uważnych analiz, tym razem na wesoło, z rubasznym śmiechem.

Komentarze
Udostepnij
Tags: