Recenzje

Stworzył artysta człowieka

O spektaklu „Coś pomiędzy” w reż. Tomasza Cymermana w Teatrze Kochanowskiego w Opolu, pokazanym na IV Maratonie Teatralnym, pisze Kamil Bujny.

Nie tak często ma się okazję zobaczyć dwa razy ten sam spektakl. Wyreżyserowane przez Tomasza Cymermana „Coś pomiędzy” oglądałem po raz pierwszy kilka lat temu – jeszcze przed pandemią, zaraz po premierze. Idąc więc na pokazane w ramach IV Maratonu Teatralnego przedstawienie myślałem, że niewiele mnie w nim zaskoczy.

Zamysł na ten spektakl wydaje się dość prosty: oto mamy dwoje bohaterów, artystów, postanawiających znieść podział na życie i sztukę. Ich związek ma stać się punktem wyjścia do twórczych działań, a dokładniej – do kręcenia filmu. Po całej scenie porozstawiane są włączone kamery, do których podłączono telewizory – tak, by każda chwila mogła być nie tylko rejestrowana, lecz również na bieżąco wyświetlana. Mieszkanie przypomina przez to plan filmowy, a związek ni to szczęśliwą, ni tragiczną komedię romantyczną. W twórczych działaniach bohaterów Cymermana nie chodzi bowiem o autentyczność czy oryginalność, tylko o możliwie najbardziej atrakcyjne i dramatyczne portretowanie samych siebie.

Podjęcie przez postaci decyzji o uczynieniu ze swojego życia przedmiotu sztuki niesie ze sobą duże konsekwencje: naturalność w relacjach zostaje wyparta przez ciągłą kalkulację, a miejsce spontaniczności zajmuje konwencja. W momencie, gdy bohaterowie zaczynają produkować film o samych sobie, przestają traktować swój związek jako prawdziwy – staje się on jedynie źródłem scenariuszowych dramatów i zbiorem fragmentów fabuły. Nie jest już ważne ani to, co między nimi naprawdę się dzieje, ani co wobec siebie czują. Istotne jest tylko to, jak można bieżące wydarzenia z ich życia przenieść w przestrzeń sztuki. Symboliczne włączenie kamery zabiera bohaterom podmiotowość, a ich związkowi – prywatność; na scenie oglądamy nie tyle postaci, ile awatary postaci, tworzone i kreowane z myślą o zewnętrznym widzu (nawet nie tym, który jest na widowni, tylko jakimś potencjalnym).

Sukces opolskiego spektaklu tkwi w jego atrakcyjności – zarówno tej dramaturgicznej, jak i stricte rozrywkowej. Oglądając po kilku latach „Coś pomiędzy”, uświadomiłem sobie, jak dużym wyzwaniem dla aktorów jest granie w tym przedstawieniu – Karol Kossakowski i Małgorzata Biela przez cały czas pozostają na scenie, a role, które prowadzą, wymagają od nich dużego skupienia i zaangażowania. Choć prezentacja wydaje się formalnie raczej prosta, to narzuca aktorom duży rygor: nie tylko prowadzą oni postaci, lecz także odpowiadają za kwestie techniczne. Niepozorna lampka nocna, której widz być może przez większość prezentacji nie zauważa, staje się w pewnym momencie istotnym elementem oświetlenia – trzeba jednak pamiętać, by kilkanaście minut wcześniej ją włączyć; obsługa dwóch kamer uchodzić może za spontaniczną, ale to tylko wrażenie – aktorzy, odpowiadając za to, co „tu i teraz”, muszą równolegle myśleć o tym, co będzie się działo kilka scen później (odpowiednie ustawienie kamer ma duże znaczenie w różnych momentach prezentacji). To wszystko wydaje się z pozoru niezbyt wymagające, ale przy dość szybkiej akcji, licznych interakcjach z widzami i ciągłym ruchu (ileż oni tu biegają!) łatwo o pomyłkę.

Wprawdzie publiczność reaguje na spektakl bardzo żywiołowo, podchodząc do niego raczej jak do komedii (sprzyjają temu przerysowane postaci, humor sytuacyjny oraz dowcipne ogrywanie różnych stereotypów), jednak „Coś pomiędzy” oferuje widzowi znacznie więcej niż tylko śmiech. Struktura tego spektaklu jest złożona, a analizie można poddać wiele różnych elementów – choćby czas akcji. Przedstawienie zostało rozpisane na siedem dni, wśród których najważniejsza wydaje się szósta doba. Wówczas bohaterowie zauważywszy, że przygotowywanie filmu odebrało im prawdziwe życie, decydują się „stworzyć” człowieka – rezygnują ze sztuki i konwencji na rzecz prawdziwego doświadczania; przestają żyć sztuką, a skupiają się na samych sobie. Być może biblijna analogia jest tu chybiona (należałoby prześledzić dokładnie wszystkie ukazane w spektaklu dni i porównać je z zapisami z Księgi Rodzaju), ale z pewnością stanowi dla przedstawienia istotne tło i osadza je w ciekawym kontekście.

Wystawione podczas IV Maratonu Opolskiego „Coś pomiędzy” przynosi odbiorcy dużą radość i przede wszystkim o niej się pamięta po wyjściu z sali teatralnej. W jednej ze scen, gdy grana przez Kossakowskiego postać grozi, że rozsypie krakersy, jeśli nikt ich nie weźmie, zawiązuje się na widowni wspaniała wspólnota: osoba, która przejmuje od aktorów ciastka, dzieli się nimi z innymi, „puszczając” opakowanie w obieg. Choć rzadko ma się okazję oglądać po raz drugi ten sam spektakl, to jeszcze rzadziej można doświadczać tego typu wspólnotowości. Podczas opolskiego maratonu nadarzyły się obie te okazje!

fot. Michał Ramus

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , ,