Recenzje

Surrealizm i śpiewająca kura

„Król Zofius i Cudowna Kura” Tankreda Dorsta w reżyserii Laury Słabińskiej, warszawski Teatr Lalek Guliwer – pisze Anna Czajkowska.

W  repertuarze warszawskiego Teatru Guliwer pojawił się kolejny spektakl na podstawie sztuki Tankreda Dorsta, niemieckiego dramaturga, autora dramatów politycznych, fars, jednoaktówek i utworów podejmujących dialog z mitami kultury, inspirowanych teatrem absurdu. Laureat wielu międzynarodowych nagród zasłynął też jako ceniony autor współczesnych sztuk dla dzieci. W Guliwerze od kilku sezonów młodzi widzowie mają okazję poznawać losy bohaterów jednej z jego cudownych baśni pod tytułem „Amelka, Bóbr i król na dachu”, którą z wielką wprawą wyreżyserował Piotr Cieplak, a teraz Laura Słabińska chce przybliżyć im jeszcze jeden zadziwiający, wielowarstwowy utwór Dorsta – „Król Zofius i Cudowna Kura”. Punch Mama przygotowała baśniowo – groteskową historię, nasyconą symboliką i pełną fantazji, a przy tym  niepozbawioną wnikliwej obserwacji ludzkich zachowań, która z pewnością spodoba się nie tylko dzieciom, ale i dorosłym. „Teksty filozoficzne dla dorosłych” (jak o dramacie Tankreda Dorsta mówi pani reżyser) wciąż pozostają w konwencji bajki, z zabawnymi, przerysowanymi postaciami, czasem absurdalnymi, czasem troszkę groźnymi, ale ocieplonymi muzyką i humorem.

Król Zofius, władca niepodzielny i absolutny, mieszka w zamku ze swoją ukochaną wnuczką Rozalindą. Pewnego dnia mała Rozalinda znajduje i przygarnia głodną, samotną kurę. Dziewczynka szybko przywiązuje się do cudownego ptaka, dostrzegając jego niezwykłość. Niestety, król ma odmienne zdanie na temat kury. Jej gdakanie przerywa starannie przygotowaną, poranną mowę Zofiusa, a to rzecz niewybaczalna! Rozwścieczony król każe wypędzić bezczelną intruzkę, a wraz z nią odchodzi Rozalinda, która nie chce rozstawać się z ulubienicą. Samolubnego, zapatrzonego w siebie władcę wkrótce opuszczają kolejne, należące do niego przedmioty. Nawet tron, który nie może znieść egoistycznego zachowania Zofiusa, ucieka z dworu. Król zostaje sam i popada w rozpacz. Tułająca się, niesłusznie skrzywdzona  Rozalinda dowiaduje się o wszystkim i choć wie, że król sam winien jest swego nieszczęścia, nie nosi w sercu urazy. Postanawia razem z kurą uratować dziadka.

Na początku spektaklu ukazuje się komnata Zofiusa, przypominająca twarz skomponowaną z różnych elementów wyposażenia. Surrealistyczne wnętrze kojarzy się z portretem Dalego „Twarz Mae West mogąca służyć jako mieszkanie”, ze słynną czerwoną sofą w kształcie ust. Zresztą cały spektakl pozostaje w estetyce surrealizmu, z dostrzegalnymi odwołaniami do innych konwencji. Ta niezwykła scenografia, którą przygotował Pavel Hubička, intryguje i niepokoi, budując fantastyczny klimat przedstawienia. Pomysłowe, szczegółowo zaprojektowane wnętrze, z tańczącymi i unoszącymi się w powietrzu sprzętami, przenosi dzieci do świata magii. Potem, wraz z Rozalindą i Kurą, ruszą w dalszą podróż, a ich wzrok przyciągają zmieniające się dekoracje. Fantazyjne, barwne kostiumy podobają się wszystkim i podkreślają charakter bohaterów (radosny – w przypadku Rozalindy, mroczny i niepokojący u Opowiadacza oraz jego żołnierzy, wystylizowanych na faszystów). Jak wyjaśnia pani reżyser, akcja toczy się w głowie władcy, wśród chaosu sprzecznych myśli, uczuć. Niestety, nie zawsze jest to czytelna symbolika, a niektóre zachowania bohatera są niejasne. Metaforyczność przedstawionego świata dostrzegą niektórzy dorośli, dzieci – w większości z trudem, co nie znaczy, że przedstawienie jest dla nich zbyt trudne. Przesycone fantazją i cudownością, jest w stanie dostarczyć dziecku ogromną ilość elementów dostosowanych do jego sposobu myślenia i wyobraźni. Odwołania do różnorodnych koncepcji artystycznych, estetyki popkultury, kultury wizualnej (w spektaklu wykorzystano multimedia) i baśniowej klasyki, połączone w jednorodną całość są bardzo atrakcyjne, a jednocześnie inspirujące. Spektakl w reżyserii Laury Słabińskiej jest momentami abstrakcyjny, z odrobiną metafizycznego myślenia, w dodatku zupełnie zwariowany – jak dziecięca fantazja, pełen aluzji, odniesień, z iskrzącymi humorem dialogami. Przypowieść przepełniona muzyką, nieco kabaretowa w swym charakterze, bawi i cieszy, a przy okazji podejmuje niełatwe tematy. Mówi o umiejętności wybaczania, pozbywaniu się egocentryzmu, dbałości o innych, szacunku wobec nich. Przedstawienie jest nawet lekko „polityczne” (oczywiście bez przesady) – Zofius to przecież władca absolutny. Jaki powinien być stosunek rządzących do rządzonych? Na ile wolno im kierować życiem innych i gdzie kończy się władza przywódców, jeśli dobro drugiego człowieka jest najważniejsze? Takie pytania rodzą się w umysłach starszych widzów.

Historię króla Zofiusa przybliża widzom tajemniczy narrator – Opowiadacz, który przypomina barwną, groteskową postać z kabaretu. Damian Kamiński w tej roli jest celowo mroczny, tajemniczy, nieco ironiczny, ale i zabawny. Gra z werwą, budując postać o nieoczywistym charakterze, a mimo to wyrazistą. Ubrany w czarny mundur, ma do swej dyspozycji żołnierzy w ciemnych hełmach. Wszyscy oni przypominają groźnych nazistów, niosą strach, wpędzają króla w rozterki i lęk. Oczywiście – jak to w baśni – wszystko skończy się dobrze, a groźne elementy łagodzi piosenka i humor. Adam Wnuczko, doświadczony aktor, spokojnie radzi sobie z niełatwą rola Zofiusa. Psychologiczny portret postaci kreśli z wprawą, podkreślając niuanse cech osobowości, wątpliwości i niepokoje targające królem. Pozostałe postacie są również wyraźnie zarysowane, bardzo plastyczne. Moje serce podbili Timo czyli Georgi Angiełow i Tomo – Paweł Jaroszewicz – dwoje włóczęgów, uroczych kloszardów, przesympatycznych, groteskowo śmiesznych. Obaj grają brawurowo, jak na klaunów i artystów ulicznych przystało. Chwilami niemal roznoszą scenę, wywołując gromki śmiech rozbawionej publiczności. Rozalindę, wnuczkę egoistycznego i zapatrzonego w siebie króla gra Paulina Skłodowska. Urocza, pełna dziewczęcego wdzięku, czystej, bezwarunkowej dobroci, pełna radości życia i chęci pomocy, od razu chwyta za serce (nie tylko najmłodszych). Towarzyszy jej rewelacyjna Kura – Honorata Zajączkowska, która śpiewa jak diva operowa – ale tylko wtedy, gdy ma natchnienie i moment jest odpowiedni. Żywiołowość i energia bijąca od artystów tworzą znakomitą nić porozumienia z widownią, a o znużeniu nie ma mowy. Całość dopełnia muzyka, ciekawie zaaranżowana i wpadająca w ucho. To prawdziwy misz-masz rodzajów, w którym liryzm i poetyckość płynnie łączą się z hip-hopem. Za dynamiczną, radosną, pozostającą w klimacie dziecięcego spektaklu choreografię odpowiada Arkadiusz Buszko. Aktorzy tańczą, śpiewają (i to jak!), a ich zespołowa gra przypomina funkcjonowanie zdrowego organizmu, w którym wszystkie elementy precyzyjnie współpracują ze sobą, zapraszając młodego widza do teatralnej zabawy.

Przemyślna reżyseria, ciekawy tekst, oprawa plastyczna i wspaniali artyści z Guliwera – to z pewnością wystarczy, by zbudować kolejne, interesujące przedstawienie w teatrze przy ulicy Różanej, cieszące każdego widza.


Fot. Bartek Warzecha


Anna Czajkowska – pedagog, logopeda dyplomowany oraz trener terapii mowy. Absolwentka Pomagisterskiego Studium Logopedycznego Uniwersytetu Warszawskiego, a także Podyplomowych Studiów Polityki Wydawniczej Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z wydawnictwami edukacyjnymi (Nowa Era, Edgard) oraz portalem babyboom.pl, dziecisawazne.pl i e-literaci. Instruktor metody PILATES. Recenzje teatralne pisze od 2011 roku.

 

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , , , ,