Recenzje

Świat na brązowo

Håkon Øvreås: Brune. Dwie Siostry, Warszawa 2020 – pisze Izabela Mikrut.

Rune to chłopiec, który właściwie powinien zwrócić na siebie uwagę pedagogów, a na pewno – rodziców. Tyle tylko, że skoro właśnie umarł jego dziadek, rodzice są zajęci innymi sprawami, ciotka, która chwilowo opiekuje się dzieckiem, nie ma wprawy w rozpoznawaniu niepokojących sygnałów. Poza tym każdy maluch ma jakieś problemy, wbrew przekonaniu o sielskim dzieciństwie. Rune to bohater tomu „Brune”, który z niewiadomych powodów (może dlatego, że jest mniejszy i słabszy) pada ofiarą wrednych żartów syna pastora i jego kumpli. Rune, nawet jeśli traktowany jest z góry przez sąsiadów, ma swojego najlepszego przyjaciela: Atle to podobny mu niezbyt silny chłopak. Rune i Atle spędzają czas razem, budują sobie domek ze starych desek i bardzo się lubią. Jest jeszcze pewna dziewczynka, która chętnie dołącza się do zabaw tej dwójki. Nikt nie wie o tym, że Rune ma kłopoty: wszystkim się wydaje, że syn pastora nie może dręczyć słabszych, a Rune się nie skarży – wie, że to nic by nie dało. Pewnego dnia wpada na pomysł, jak wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Wystarczy wiadro brązowej farby, brązowy koc zawiązany jak peleryna i zegarek po dziadku. Tak rodzi się Brune, superbohater, który nie lęka się niczego i pod osłoną nocy daje nauczkę prześladowcom: nawet większym, silniejszym i posiadającym przewagę liczebną. Atle podchwytuje pomysł – tworzy własnego superbohatera. Åse dla siebie wybiera kolor niebieski. Farba i pomysł – to wszystko, co jest potrzebne.

Być może specjaliści z dziedziny psychologii potępiliby rozwiązania wprowadzane przez tę trójkę: odpowiadanie na przemoc agresją i wpędzanie przeciwników w kłopoty nie wzbudziłoby aprobaty dorosłych, choćby z racji pedagogicznych tonów. Jednak Brune ani jego przyjaciele nie zamierzają pytać o pozwolenie – jeśli nie zadziałają zdecydowanie, będą zawsze ofiarami. Z kolei kiedy ich nocne działania odniosą skutek, dzieci nabiorą pewności i wiary w siebie – a te niegrzeczne spotka kara jak w starych baśniach.

Jest tu jeszcze motyw dziadka. Rune był bardzo z nim związany i wiadomość o śmierci go podłamuje. Żeby bohater zdążył się pożegnać z krewnym i usłyszeć wyjaśnienia – od niego, a nie od rodziców, którzy uciekają się do dyplomatycznych sztuczek – Håkon Øvreås wprowadza metafizyczny wątek. Rune spotyka się z duchem dziadka – nie ma w tym lęku, jest okazja do rozmowy, której brakuje w przeżywaniu żałoby. Autor tym samym może skierować się też do odbiorców, którzy potrzebują podobnych komentarzy i podpowiedzi.

Jest „Brune” bardzo zgrabną powieścią dla młodych ludzi. Nieprzewidywalny tok fabuły, czytelny i czysto realizowany pomysł, brak schematów i podpowiedź, jak stawić czoła młodocianym prześladowcom (nie trzeba tu naśladować ślepo postaci i paćkać wszystkiego farbą, ale ważna jest informacja, że istnieje zawsze sposób na przechytrzenie silniejszych). Bohaterowie nabierają siły, a przy tym nie przestają być sobą – to nadzieja dla odbiorców. „Brune” to książka, którą warto przeczytać – i to w każdym wieku.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,