Zapowiedzi

Szczera i bolesna proza. Początki dorastania, społeczne wykluczenie i potransformacyjna rzeczywistość

MICHAŁ MICHALSKI

„GRUBY”

Chłopięca przyjaźń, początki dorastania, społeczne wykluczenie i potransformacyjna rzeczywistość, w której trudno związać koniec z końcem.

Gruby albo Buła, jak nazywają głównego bohatera nawet kumple, wraca z wakacyjnego obozu organizacji paramilitarnej, na który posłała go babcia, by w końcu zrobić z niego mężczyznę. Udaje się to tylko częściowo. Chłopak zrzuca wprawdzie sporo nadprogramowych kilogramów, jednak w oczach otoczenia nie przestaje być Bułą. W dalszym ciągu jest obiektem drwin ze strony rówieśników i ofiarą różnego rodzaju przemocy, także fizycznej, i nieuchronne przybiera z powrotem na wadze.

Gdy do klasy dołącza nowy kolega, o rok starszy Sebastian, życie Buły odmienia się na lepsze. Wraz z Mareczkiem, dotychczas jego jedynym przyjacielem, tworzą teraz nierozłączne trio. Przynajmniej dopóki nie pojawią się pierwsze narkotyki.

„Gruby” to czwarta powieść Michała Michalskiego, ale pierwsza, która ukazuje się pod jego własnym nazwiskiem.

Fragment:

Była zła o te wszystkie rzeczy, które on zobaczy i przeżyje, a których ona nigdy nie liźnie nawet przez szybę, bo jej nigdy o tym nie opowie, zresztą może to będą rzeczy, co to się żonie mówić nie powinno, albo po prostu nie będzie chciał jej robić jeszcze większej przykrości, więc gotuje się od tych oskarżeń, ale też wstydzi się ich trafności, bo nazywa to, czego on sam nazwać nie umiał, może nawet o nich nie wiedział. Ale teraz wie, słyszy te wszystkie kurwy, bydlaki, te jedź sobie draniu, ruchaj te swoje dziwki zamorskie, przeżywaj wszystkie niesamowite rzeczy, podziwiaj niestworzone widoki, skurwysynu ty, jak ja tu będę siedzieć, czekać, zamartwiać się, wszystkim sama zajmować, ale jedź, jedź, nie ma cię już, widzę po tobie przecież, że nawet jeszcze nie wyjechałeś, a już cię nie ma, a ja tutaj, na tym zadupiu, w garach zajebana i pieluchach – krzyczy, chociaż dawno już pieluch nie nosiłem – będę co najwyżej na bazar chodzić i obcym ludziom gotować, usługiwać i pościel prać.

Dwa lata go nie było. Matka twierdzi, że wracał na kilka dni co najmniej trzy razy, ale dla mnie nie było go całe dwa lata, bez żadnych przerw. A jak wrócił, to był, znowu, już na stałe, jak gdyby nigdy nic, jakby nigdy nigdzie nie wyjeżdżał. Nawet prezentu żadnego mi nie przywiózł, a przynajmniej niczego takiego sobie nie przypominam.

Nie wiem, jak dogadywaliśmy się przed jego wyjazdem – nie pamiętam. Po powrocie nie było przesadnie w czym się już dogadywać, a jak mu matka zabroniła zabierać mnie na kuter, to ograniczył się do zgadzania się z matką, a jak nie wiedział co odpowiedzieć, odsyłał mnie do niej, żebym ją zapytał. Jego w końcu przestałem. A gdy on o coś pytał, to odpowiadałem tak samo, że dobrze, dobrze, jasne, jasne, ewentualnie, że spoko. I jakoś to szło.

Nie powiedziałbym, że trudno było nam się dogadać, my po prostu się na swój widok raczej nie uśmiechaliśmy i tyle.

Komentarze
Udostepnij