Recenzje

Tematycznie o życiu

Wojciech Młynarski: Polska miłość. Prószyński i S-ka, Warszawa 2019 – pisze Izabela Mikrut.

Twórczość Wojciecha Młynarskiego – wreszcie – może regularnie pojawiać się na książkowym rynku wydawniczym, co z pewnością ucieszy miłośników piosenki „z tekstem”: już nie trzeba polować w antykwariatach na zapomniane wydania, obejmujące niewielką liczbę utworów, można natomiast delektować się ogromnymi zestawieniami tekstów znanych i nieznanych. Nie szkodzi nawet, że częściowo będą się w kolejnych publikacjach powtarzać. Wojciecha Młynarskiego nigdy nie ma się dość, a im częściej czyta się znane już utwory, tym więcej można w nich odkryć. I to nie tylko zabaw językowych, ale też głębi spostrzeżeń, trafności w ocenie sytuacji, a nawet – wizjonerstwa. „Polska miłość” to tom wolny od polityki i rymowanej publicystyki, nie znajdzie się tu felietonów ani odpowiedzi na konkretne wydarzenia z zewnątrz (chociaż część piosenek ma przecież swoje inspiracje i całe historie powstania, doskonale fanom Młynarskiego znane). Przez to nabiera zbiorek wymiaru uniwersalnego i bardzo długo będzie mógł służyć – nawet kiedy piosenka literacka ostatecznie stanie się passe.

Na razie jednak nie da się tej książki czytać. Nie da się czytać – bo śpiewa się ją z każdą kolejną stroną. Wiele tu utworów spopularyzowanych przez różnych wykonawców i trudno, żeby przy lekturze nie rozbrzmiewały w głowie znane dźwięki – być może ktoś z najmłodszego pokolenia, kto nigdy na te piosenki nie trafił, będzie mieć możliwość odkrywania ich bez skojarzeń ze sceną – i przyjrzy się samej warstwie tekstowej. Jednak nieprzypadkowi czytelnicy będą tutaj nucić co chwilę. Taki – trochę sentymentalny – powrót do evergreenów się tu funduje odbiorcom, na szczęście. Bo przecież w „Polskiej miłości” nie ma patosu ani wielkich słów. Miłość, która się tu pojawia, jest niewielka i codzienna, zestawiona już od razu z prozą życia albo niedoskonałościami. Wolna od filmowych uniesień (mimo że dostarczająca też szczęścia), za to uwzględniająca rozmaite wady. Zdarzy się miłość na jedną noc, ale częściej – Młynarski woli przedstawiać urok zwyczajności, wspólne życie – już bez wielkich obietnic. Miłość nie zawsze jest piękna: wiąże się z wyrzeczeniami i troskami, ze zmęczeniem i kłótniami. Miłość w tym ujęciu – to wyzwania. Coś, do czego cierpliwości nie mają młode pokolenia. Ta miłość pozostawia miejsce na zobrazowanie szarej rzeczywistości PRL-u, ale nie wypada w tym ujęciu dzisiaj archaicznie – raczej pokazuje oblicze niepożądane obecnie przez twórców. Młynarski urzeka spostrzegawczością – i ostrością spojrzenia. Od sentymentów jest daleki, chyba że tego akurat potrzebuje w muzycznej opowieści o spotkaniu dwojga ludzi.

Są w tej książce utwory bardzo znane – takie, które na trwałe zapisały się w społecznej świadomości (nawet czasami bez pamięci o twórcy) – ale i teksty pierwszy raz publikowane. W tym drugim przypadku – to czasami również kojarzone piosenki, jednak takie, które nigdy nie ukazały się drukiem. Pojawią się też kompletnie nieznane utwory, które pozwalają prześledzić rozwiązania stosowane przez Wojciecha Młynarskiego w opowiadaniu o zwykłym-niezwykłym życiu. Wydawnictwo nie podaje tu krytycznego komentarza, zostawia czytelników sam na sam z piosenkami, a jedynym sygnałem z zewnątrz stają się daty pod poszczególnymi lirykami. Bo te piosenki są niezwykle wymowne.

Komentarze
Udostepnij
Tags: ,