Recenzje

Tyle, ile można unieść w walizce…[1]

O spektaklu PRZYBYSZ w reż. Wojciecha Kościelniaka w Collegium Nobilium w Warszawie pisze Agnieszka Serlikowska.

Wielka pusta ciemna scena, a po środku oni – siedmioro aktorów otoczonych siedmioma walizkami – tak zaczyna się poemat muzyczny, którego nie można zapomnieć.

Spektakl dyplomowy studentów Akademii Teatralnej „Przybysz” w reżyserii i według scenariusza Wojciecha Kościelniaka z muzyką Mariusza Obijalskiego i choreografią Eweliny Adamskiej-Porczyk został oparty na motywach albumu Shauna Tana „The Arrival”. Trzy kobiety i czterech mężczyzn opowiada o drodze tytułowego bohatera do Nowego Świata. Gdzieś pomiędzy przemycane są losy kolejnych postaci – emigrantów, uchodźców, a także rodziny, która pozostała na drugim końcu świata w nadziei i oczekiwaniu na podzielenie losu Przybysza.

Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą? Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty. Tylko tęsknienie jest prawdziwe, uzależnia. Być tam, gdzie się nie jest, mieć to, czego się nie posiada, dotykać kogoś, kto nie istnieje. Ten stan ma naturę falującą i sprzeczną w sobie. Jest kwintesencją życia i jest przeciwko życiu – ten cytat z „Domu dziennego, domu nocnego” Olgi Tokarczuk idealnie obrazuje emocje wyzierające ze sceny. Aktorzy na nowo uczłowieczają pewne wyrosłe na przekazach medialnych stereotypy na temat imigrantów poszukujących w „Zachodnich krajach” lepszego życia. Za pomocą śpiewu i ruchu przedstawiają nie tylko ekscytację wynikającą ze zmiany, ale przede wszystkim strach i tęsknotę – za bliskimi, za znajomymi miejscami, za byciem u siebie. Przekaz jest jasny – człowiek, wyrwany z korzeniami z dotychczasowego domu, nawet jeżeli czyni to z własnej woli, przeżywa kłębowisko emocji nie do pozazdroszczenia. Nowy Wspaniały Świat nie jest natomiast tak wspaniały i bajkowy jak mogłoby się wydawać. Zatłoczony, brudny, niebezpieczny raczej przeraża niż budzi nadzieję. Mimo wyrzeczeń związanych z samą przeprowadzką, niegościnność i obcość nowego świata sprowadza bohaterów na kolejny margines społeczny, z którego ciężko się wyrwać. W przypadku tytułowego Przybysza ratunkiem jest sprowadzona do Nowego Świata rodzina, reszta wybiera życie ponad jego wieczne zagrożenie i trwa budząc w sobie atawistyczny instynkt przetrwania. „Przybysz” to jednak nie tylko historia o dalekiej emigracji. Każdy, kto kiedykolwiek pakował walizkę by ruszyć w  niby znane, choć w istocie nieznane miejsce, szybko odnajdzie tu siebie. Bez względu na to, czy to mieszkaniec szkolnej bursy, akademika, czy może migrant zarobkowy przeprowadzający się z rodzinnego miasta do większego w poszukiwaniu lepszej pracy. Z resztą tęsknota i poczucie odosobnienia to uczucia znane dobrze niemal każdemu.

Wojciechowi Kościelniakowi po raz kolejny udaje się doskonale zbalansować humorem tragizm opowiadanej historii. Śmiech miesza się tu zatem z łzami. Jednocześnie nie sposób nie podziwiać sposobu wykorzystania muzyki, ruchu scenicznego i śpiewu – wszystko doskonale do siebie pasuje, tworząc zachwycającą całość. „Przybysz” to jednocześnie idealny spektakl dyplomowy – każdy z siedmiu aktorów ma okazję zabłysnąć zarówno aktorsko jak i wokalnie oraz tanecznie. Nie sposób tu nikogo pominąć. Zachwycają: Michał Juraszek w tytułowej roli Przybysza i Małgorzata Majerska jako jego Żona. Nie sposób oderwać wzroku również od Patrycji Grzywińskiej w roli Szczęścia – córki głównego bohatera oraz Dominika Bobryka (Inteligent). Natomiast Natalia Kujawa (Chinka), Filip Karaś (Paszczogon) oraz Jakub Szyperski (Stary) świetnie balansują na granicy komedii i tragedii.

„Przybysz” to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce poznać człowieka ukrywającego się za wyświechtaną walizką. Bez względu na akcent, kolor skóry czy narodowość.

[1] Stanisław Barańczak, Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka.


Fot. Andrzej Wencel

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , ,