Recenzje

W Kamienicy przebiegle mordują

„Upiór w kuchni” Patricka G. Clarka w reż. Tomasza Sapryka w Teatrze Kamienica w Warszawie – pisze Wiesław Kowalski.

Legendarne spektakle Teatru Sensacji Kobra, pokazywane w telewizji od 1956 roku, wspominamy dzisiaj z taką samą nostalgią jak Kabaret Starszych Panów.  Do roku 1993 przed małymi ekranami zasiadały miliony widzów. Niektóre z tych przedstawień wydane zostały na płytach DVD, dzięki temu wciąż podziwiać możemy kreacje wybitnych aktorów, którzy nie unikali i tego typu repertuaru. W pierwszej wersji „Upiora w kuchni”, zrealizowanego przez Janusza Majewskiego (reżyser jako autor skrył się pod nazwiskiem Patricka G. Clarka) w 1976 roku, zagrali m. in. Zofia Mrozowska, Grażyna Staniszewska, Marek Walczewski i Roman Wilhelmi. Kolejna wersja, również przygotowana przez Majewskiego siedemnaście lat później, przyniosła niezapomniane kreacje Ireny Kwiatkowskiej, Hanny Śleszyńskiej i Krzysztofa Kowalewskiego. Dzisiaj na scenie Teatru Kamienica utwór ten pojawia się w precyzyjnej  i przemyślanej reżyserii Tomasza Sapryka, do tego w bardzo udanym układzie przestrzennym Witka Stefaniaka, a w role dwóch uroczych dam, pięknie wystylizowanych, gotowych nieść pomoc każdemu, kto je poprosi o gościnę, wcielają się Maria Pakulnis i Andżelika Piechowiak.

„Upiór w kuchni” to typowa komedia kryminalna, zgrabnie napisana i skonstruowana  jak na tego typu gatunek przystało, na zasadzie akcji sprowadzonej do rozwikłania zagadki, jak zabija się mężczyzn trafiających na nocleg do pensjonatu w małym angielskim miasteczku, gdzie mieszkają Laura i Cynthia Collins. Bo kto jest autorem tych zbrodni przekonujemy się dość szybko. A zatem najważniejsze są w tym tekście motywy, które powodują, że kolejni pojawiający się w Lotusie mężczyźni giną nie doczekawszy poranka. W ten sposób przy okazji mamy również  możliwość dotknięcia i mniej dostępnych obszarów ludzkiej psychiki. Rodzące się intrygi i nieporozumienia powodują, że dochodzi do wielu zabawnych sytuacji, dlatego Tomasz Sapryk słusznie szukał drogi do pożenienia dwóch stylistyk – czarnej komedii z kryminałem. Takie podejście dało duże szanse na stworzenie ciekawych ról, z czego skwapliwie skorzystali aktorzy, zwłaszcza w rolach drugoplanowych (Krzysztof Kiersznowski – to prawdziwa perła, choć epizodyczna, Jerzy Bończak, Sebastian Konrad czy Michał Piela), a także Sławomir Orzechowski  wcielający się w nieco  ekscentrycznego komisarza Scotland Yardu.

Z pań zdecydowaną palmę pierwszeństwa dzierży Andżelika Piechowiak, która zachwyca naturalnością w sytuacjach wymagających niemałej przewrotności i wyrafinowania. To postać zagrana z pasją i temperamentem, do tego budząca sympatię, choć  przecież wraz matką stara się nie bez przebiegłości ulżyć niedoli  korzystającym z noclegu gościom. A jakie trofea przy okazji zdobywają musicie zobaczyć Państwo sami. Maria Pakulnis, zjawiskowo piękna,  nieco mnie rozczarowała, odniosłem wrażenie, że publiczność bawi się przede wszystkim kwestiami, które wypowiada, a nie sposobem ich interpretacji.

W Kamienicy powstał kolejny (w reżyserii Tomasz Sapryka nie pierwszy) udany spektakl rozrywkowy przygotowany w dobrym stylu i naprawdę obiecujący miły, sympatyczny wieczór. Z dreszczykiem, czarnym humorem i zaskakującymi pointami.

 

Komentarze
Udostepnij
Tags: , , , , , , , ,